Szybkimagister.pl

Szybkimagister.pl czyli Akademia Wielka Lipa

Największe oszustwo w polskim szkolnictwie wyższym. Dziennikarze „Gazety” założyli lipną uczelnię. Ogłosili, że daje magistra w dwa lata. Bezprawnie. W kilka dni zgłosiło się pół tysiąca studentów, wykładowcy zabiegają o etat, a media o reklamy. Po co to wszystko? By pokazać, jaką fikcją bywają wyższe studia w Polsce. Spodziewaliśmy się, że uczelnia nawet z tak nierealną, że aż głupią ofertą może zainteresować przyszłych studentów. Zainteresowanie – to mało powiedziane…

Akademia Komunikacji Społecznej (www.szybkimagister.pl) kusi magistrem w cztery semestry. O pięć mniej, niż wymaga prawo. Oblegają ją kandydaci, interesują się naukowcy. Gwiazda show-biznesu może jej dać twarz, a media chętnie podpromują, o ile dobrze zapłaci. Uczelnia nie istnieje. Nawet na papierze. To my ją założyliśmy.

W tej dziennikarskiej prowokacji odsłaniamy parodię studiów, których (jak głosi hasło naszego cyklu) trzeba się wstydzić. Które nie dają wiedzy, tylko papier.

Szybkimagister.pl czyli kto się dał nabrać (cz. 2)

Szybkimagister.pl czyli wykładowcy lipnej uczelni (cz. 3)

Internauci o akcji Szybkimagister.pl: kult magistrów i prowokacja w stylu CBA

Szybkimagister.pl, czyli Akademia Wielka Lipa

Fikcja studiów wyższych w Polsce

Magia papierowego wykształcenia

GW

Akademia Wielka Lipa. Ludzie nie chcą wiedzy, ale papierka ukończenia studiów – pokazała prowokacja przeprowadzona przez dziennikarzy „Gazety”.

Akademia Komunikacji Społecznej werbowała przez pięć dni. Miała stronę internetową, a tam niezwykłą ofertę: studia magisterskie w dwa lata i to przez internet. Kandydatów do nauki było pół tysiąca. Chcieli wpłacać pieniądze, by zaklepać sobie miejsce. Nie przeszkadzało im, że akademia nie miała kadry naukowej (na stronie szybkimagister.pl informowała tylko o anonimowych autorytetach) i zezwoleń na prowadzenie działalności.

Wczoraj ujawniliśmy, że akademię wymyślili i założyli dziennikarze „Gazety”. Zrobiliśmy to po to, by pokazać, jaką fikcją bywają studia wyższe w Polsce.

Magistry głowy wysoko noszą

Zainteresowanie ofertą przerosło nasze oczekiwania. Chętni do nauki na podane na stronie numery telefonów dzwonili od rana do nocy, a te odbierały dziennikarki „Gazety” udające pracownice dziekanatu. Kandydaci na studentów słali też maile na skrzynkę akademii, prosząc, by wpisać ich na listę.,,

W trakcie, gdy przygotowywaliśmy prowokację, skontaktował się z „Gazetą” wykładowca jednej z uczelni, równocześnie członek Państwowej Komisji Akredytacyjnej, który przeprowadza kontrole w szkołach wyższych. W liście, który do nas przysłał (prosił o anonimowość), twierdzi, że PKA ma wiele informacji na temat nieprawidłowości na uczelniach, np. fikcyjnego zatrudniania kadry naukowej. Ale komisja nie reaguje na wszystkie sygnały.

„Nawet gdybym chciał zgłosić fałszerstwo do prokuratury, to prezydium PKA się wywija. Twierdzi, że to rola Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego” – pisze.

Zapytaliśmy o to dr. hab. Marka Rockiego, przewodniczącego Państwowej Komisji Akredytacyjnej: – Może się zdarzyć, że mamy informacje o nieprawidłowościach, ale nieoficjalne, niepoparte dokumentami lub skargami pokrzywdzonych studentów. A jeśli studenci ich oficjalnie nie zgłaszają, to nic nie możemy zrobić.

Dla Gazety, minister nauki prof. dr hab. Barbara Kudrycka:

Ta prowokacji to bardzo niepokojący sygnał, że w wyniku ilościowego rozwoju szkolnictwa wyższego wyraźnie zdeprecjonowało się wykształcenie. Zapanowało przekonanie, że dyplom można łatwo zdobyć. Czas więc na poważne przekształcenia, aby główną wartością był dyplom dobrej uczelni, a nie supermarketu z dyplomami.

O tym, czy studia powinny być płatne

Rektor: Niech za studia płacą ci, którzy się nie starają

GW

Czy studia stacjonarne na uczelniach niepublicznych mają szansę być bezpłatne?

– Bezpłatne zapewne nie, ale na pewno znacznie tańsze niż dziś. Uczelnie niepubliczne to także rodzaj biznesu. Istnieją po to, żeby świadczyć usługi edukacyjne, ale także po to, by przynosić zyski. Popieram pomysły, by na uczelni publicznej student nie ponosił na starcie żadnych kosztów. Naukę opłacałby dzięki gwarantowanemu przez państwo kredytowi. Jeśli będzie się źle uczył, będzie musiał oddać część pieniędzy. Zmusiłoby go to do wzięcia odpowiedzialności za swoje losy, do przyłożenia się do nauki, żeby np. nie powtarzać roku i skończyć studia z jak najlepszymi wynikami.

Państwa nie stać na opłacanie młodym ludziom przedłużających się studiów lub nauki na kolejnych kierunkach. Jeśli student skończyłby studia z dobrym wynikiem, kredyt mógłby zostać umorzony w całości. Taki system działa np. w Finlandii. Ewentualna odpowiedzialność finansowa za studia będzie działać motywująco na studenta. Budżet państwa nie odczuje różnicy, bo koszty studiowania tak czy inaczej pokrywa w tej chwili w postaci dotacji budżetowej przekazywanej uczelniom. Dla studenta też nic się nie zmieni na starcie, bo częściowe opłaty ponosiłby z gwarantowanego przez państwo kredytu, chyba że złe wyniki zmuszą go do ewentualnej spłaty kredytu. Taka indywidualna odpowiedzialność za studia i swoje losy przyczyniłaby się do rozwiązania problemów wynikających z tzw. masowości kształcenia, zaniku relacji mistrz – uczeń, niedofinansowania szkolnictwa wyższego, a także niedoboru inżynierów i nadmiaru pedagogów. Student sam będzie musiał sobie odpowiedzieć na pytanie, czy opłaca mu się iść na kierunek, za który może będzie musiał później zapłacić, a który może mu nie dać oczekiwanej pracy.

O tym, czy studia powinny być płatne, z prof. Wiesławem Banysiem, rektorem Uniwersytetu Śląskiego i przewodniczącym Konferencji Rektorów Polskich, rozmawia Magdalena Warchala.

Protest przeciw IPN

Protest przeciw IPN

GW

25 dziekanów i prodziekanów wydziałów prawa z całej Polski protestuje przeciw stosowaniu przez IPN niedopuszczalnych prawnie metod w celu oskarżania o kłamstwo lustracyjne.

To kolejne wystąpienie prawników w związku z oskarżeniem o kłamstwo lustracyjne prof. Mirosława Wyrzykowskiego, sędziego Trybunału Konstytucyjnego. I jednocześnie pierwsze w obronie prof. Mariana Filara, posła Stronnictwa Demokratycznego. 

IPN uznał, że obaj skłamali w oświadczeniach lustracyjnych, nie przyznając się do „pracy w organach bezpieczeństwa państwa”. Obaj wykładali bowiem gościnnie prawo pod koniec PRL-u w Wyższej Szkole Oficerskiej MSW w Legionowie. Tej szkoły nie wymienia ustawa lustracyjna. Wymienia natomiast Akademię Spraw Wewnętrznych. IPN uznał, że szkoła w Legionowie była w istocie tym samym co Akademia Spraw Wewnętrznych i profesorowie powinni przyznać się do pracy w niej…

„Instrumentalizacja prawa karnego, na dodatek wymierzona w sędziego niezależnego sądu konstytucyjnego, przywołuje najgorsze skojarzenia – także te odnoszące się do »gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane «, by posłużyć się słowami z Konstytucji RP” – piszą dziekani.

Jajeczna restrukturyzacja uczelni

Jajkiem w rektora

Rz

Protest na uniwersytecie. – Stracim robotę, bo rektor kupił toyotę – skanowali zwalniani pracownicy pionu technicznego UMCS w Lublinie.

Zapewne nie tak władze Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej wyobrażały sobie przebieg inauguracji roku akademickiego uświetnionej nadaniem tytułu doktora honoris causa niemieckiemu chemikowi, laureatowi Nagrody Nobla prof. Gerhardowi Ertlowi. Zaproszonych na uroczystość gości przywitała kilkudziesięcioosobowa grupa pracowników uczelni, która przed budynkiem Wydziału Prawa i Administracji protestowała przeciwko zwolnieniom grupowym. – Chcemy pracy, nie wyzysku! – krzyczeli pikietujący.

W kierunku rektora, który nie chciał rozmawiać z protestującymi, poleciało jajko. Celu nie sięgnęło, ale grupa zaczęła krzyczeć ze zdwojoną siłą: – Tchórze, tchórze!

Tuż po tym jak rektor zniknął za drzwiami wydziału protestujący próbowali wejść do budynku gdzie rozpoczynała się uroczystość. Nie zostali jednak wpuszczeni przez ochroniarzy. Tłum odpowiedział kanonadą jajek w zaryglowane szklane drzwi. – Faszyści, faszyści, faszyści – skandowała grupa.

Zdenerwowane kobiety kijami od transparentów waliły w boczne wejście na aulę. Protestujących rozsierdziła też informacja o niedawnym zakupie nowej limuzyny na potrzeby Fundacji UMCS. Z megafonów rozbrzmiewały śpiewy: – Stracim robotę, bo rektor kupił toyotę!..

Podczas swojego przemówienia rektor Dąbrowski nie komentował protestu. Zapowiedział jedynie konieczność przeprowadzenia restrukturyzacji na uczelni.

Protest w dniu inauguracji

UMCS zapowiedział zwolnienie około 400 osób obsługi z powodu fatalnej sytuacji finansowej. Uczelnia jest zadłużona na 54 mln zł.

W UMCS zatrudnionych jest ogółem prawie 3,5 tys. osób, w tym nauczyciele akademiccy to 1843 osoby, pracownicy techniczni i służby bibliotecznej – 438 osób, administracji – 488 osób, a pracownicy obsługi – 691.