Plagiaty – wstydliwa uniwersytecka przypadłość

Plagiaty – wstydliwa uniwersytecka przypadłość

GW

Czy środowisko naukowe wyklucza ze swojego grona plagiatorów?

– Są uczelnie, które zdecydowanie walczą z tą plagą, jak ostatnio Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ale są uczelnie, w których plagiaty się sankcjonuje, jak Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. Im wyższą pozycję w hierarchii naukowej ma osoba przyłapana na nieuczciwości, tym trudniej ją ukarać. Podam przykład wrocławskich profesorów Akademii Medycznej. Weryfikowanie zarzutów wobec ich prac naukowych trwa już niemal rok, przeciąga się ostateczne oceny z nadzieją, że o sprawach się zapomni. 

Inne kryteria stosuje się nawet wtedy, kiedy plagiat został już udowodniony. Rektor Wyższej Szkoły Kupieckiej w Łodzi Sławomir Owczarski za plagiat pracy doktorskiej został ukarany zakazem pełnienia funkcji kierowniczych na trzy lata. Natomiast adiunkt anglistyki na UMK dr Jakub Wójcik za plagiat dwóch prac naukowych został ukarany dziesięcioletnim zakazem wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego. Oba orzeczenia są nieprawomocne.

Dr med. Marek Wroński

Komentarze 3

  1. „dosłowne przepisanie np. kilkunastu nie swoich zdań, nawet z podaniem na końcu tego fragmentu tekstu odnośnika bibliograficznego, to też plagiat!”

    Co za głupota! To zwykły błąd redakcyjny.
    Jak można komuś zarzucać plagiat jeżeli autor oznacza w teście, że korzysta przy pisaniu z dzieł jakiegoś autora. Może to czynić niedokładnie, ale żadne przepisy prawne nie regulują jak precyzyjnie redagować tekst i oznaczać przypisy.
    Plagiatem jest przywłaszczenie sobie autorstwa cudzego tekstu – ale przez podanie przypisu wskazujemy, ze autorem fragmentu jest ktoś inny. I to wystarczy.

    Tak to jest jak lekarz z wykształcenia bawi się w prawnika, polonistę i etyka.
    A potem człowiek musi czytać takie głupoty. Za takie opinie w każdym sądzie by go wyśmiali.

  2. To nie błąd redakcyjny, tylko naruszenie autorskich praw osobistych, choć nie plagiat. Ten ostatni jest postacią deliktu polegającą na umyślnym przypisaniu sobie autorstwa cudzego utworu (w całości lub części). Faktem jest, że pojęciem „plagiatu” szermuje się często na wyrost (nie odnoszę się tu w żaden sposób do działań dra Wrońskiego). Również faktem jest, że, najdelikatniej mówiąc, swobodne traktowanie autorstwa jest normą od gimnazjum do uniwersytetu. Młodych ludzi w szkole zachęca się wręcz do tego (serio). Na studiach – nikt nie uczy, jak redagować tekst, a jak uczy – nie jest rozumiany. Spotkałem się z przypadkami, gdy autor, któremu zarzucono przepisanie „na żywca” kilku stron z podstawowego dla dyscypliny dzieła odpowiadał „Jaki plagiat? Przecież są przypisy…” też przepisane z pierwowzoru. Zdumienie było autentyczne. Podobnie, jak niezrozumienie niewłaściwości działania.

  3. Nie jest to naruszenie praw – bo prawo nie określa w jaki sposób oznaczać cudzy tekst w swojej pracy. A to co nie jest zakazane jest dozwolone.
    Moim zdaniem wystarczy przypis i umieszczenie w bibliografii.

    No i najważniejsze:
    – OBOWIĄZKIEM uczelni lub promotora jest nauczyć studenta redagowania tekstu i zasad prawa autorskiego. Skoro prawo tego nie reguluje student pisze i oznacza w sposób na jaki promotor lub wykładowca mu pozwala. Skoro nie ma zastrzeżeń po napisaniu tekstu – to gdzie tu wina studenta?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: