WYŻSZA SZKOŁA WSTYDU

WYŻSZA SZKOŁA WSTYDU.

Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państwo stać

GW Wrocław

WYŻSZA SZKOŁA WSTYDU.Rozpoczynamy dziś dyskusję o jakości kształcenia w szkołach wyższych. Chcemy spróbować zdiagnozować największe problemy polskiej nauki, najważniejsze grzechy środowiska akademickiego i poziom studentów.

Chce Pan ograniczenia przyjęć na studia, a minister Barbara Kudrycka uważa, że dwa miliony studentów to sukces szkolnictwa wyższego.

– W Polsce ten balon jest coraz bardziej nadmuchiwany, aż w końcu pęknie. Nie każdy człowiek musi studiować. Gdzie jest powiedziane, że 50 proc. 20-latków musi mieć dyplom licencjata czy magistra? Na Zachodzie poprzestaje się na stopniu licencjata, nic więcej do normalnej pracy nie jest potrzebne. Tytuł magistra dostaje się w trakcie przygotowania pracy doktorskiej, jeśli ktoś zdecydował się na pracę naukową. Z moich ocen wynika, że przyjmujemy studentów o coraz niższym potencjale intelektualnym. Część z nich szybko odpada. A kiedy uczelnia traci studentów, traci pieniądze. Aby temu zapobiec, musimy obniżać poziom nauczania. Program jest dużo uboższy, ma dużo mniej przedmiotów merytorycznych niż jeszcze kilkanaście lat temu.

Co z tego wynika?

– Dewaluacja tytułów i stopni naukowych. 15-20 lat temu wydawaliśmy 12 tytułów magistra biotechnologii rocznie, teraz – 60-90. Dawniej były dwa, trzy doktoraty, dziś – kilkanaście. I te dyplomy nie są ekwiwalentne z dyplomami sprzed kilkunastu lat. Dawniej tytuły naukowe osiągali ludzie o dużym potencjalne intelektualnym. To nie jest wina młodzieży, ale presji, jaką wywiera na uczelnie polityka finansowa ministerstwa.

Jest jeszcze jeden niekorzystny efekt braku pieniędzy. Od wejścia do UE nasi najzdolniejsi studenci wyjeżdżają za granicę. Nie jesteśmy w stanie im zagwarantować ani warunków pracy, ani pieniędzy, żeby pozostali w Polsce. Na biotechnologii 50 proc. studentów kształcimy dla Unii Europejskiej. My wkładamy pieniądze w ich naukę, a instytuty w Anglii, Niemczech zyskują młodych, ambitnych fachowców.

————-

Akcja Gazety: Wyższa Szkoła Wstydu

GW Rzeszów

Uczelnie to fabryki, do których idzie się tylko po to by zdobyć dyplom. Po trzech latach studiowania myślę, że równie dobrze za te pieniądze, które wydałem na studia, mógłbym ten dyplom kupić. Efekt byłby ten sam – uważa Sebastian, student jednej z rzeszowskich uczelni

——-

Akcja Gazety. Czy uniwersytet jest tylko fabryką dyplomów

GW Olsztyn

Rolą naukowca jest też przecież popularyzowanie wiedzy, pokazywanie jej „zwykłym” ludziom. Niestety wymiana intelektualna między uniwersytetem a miastem i regionem jest prawie niedostrzegalna. Jeden z profesorów UWM powiedział mi, że taka bezczynność psuje wizerunek największej w regionie uczelni. – Moja koleżanka, jadąc taksówką, usłyszała od kierowcy, że on to najchętniej zaorałby to całe Kortowo, bo ma wrażenie, że tam się zupełnie nic nie robi. Wiem, że jest zupełnie inaczej. Ale właśnie tak postrzegają nas ludzie z zewnątrz, wśród których są też przecież nasi przyszli studenci – żalił się naukowiec – To trzeba zmienić

Akademickie grzechy główne

Studia, studenci, wykładowcy. Kto jest dla kogo?

GW

Studenci nie chcą się uczyć, nie szanują pracy wykładowców. Nauczyciele akademiccy zaś traktują studentów jak zło konieczne i nie zależy im wcale na przekazywaniu młodym ludziom wiedzy.

Według wykładowczyni z UP, a także innych nauczycieli akademickich, dzisiejszy student myśli nie o nauce, lecz o znalezieniu dobrej pracy po studiach, o karierze. „Studenci przychodzą ze szkół średnich z negatywnym nastawieniem do uczenia się czegokolwiek” – napisał jeden z wykładowców.

Grzechy główne studentów

Przeciętny student nie uczy się, bo na egzaminie zawsze może ściągnąć, nie chodzi na zajęcia i nie kupuje podręczników, bo wszystko można skserować. Nie ma też przyjaciół, bo ze wszystkimi rywalizuje, myśli tylko o piątkach na dyplomie, stypendium i o tym, jak się przy tym wszystkim niezbyt natrudzić. Wchodzi w końcu na rynek pracy z miernymi umiejętnościami, ale mocno wygórowanymi żądaniami….

Grzechy główne uczelni

Czy jednak cała wina leży po stronie studiujących? Zapytaliśmy kilku z nich o to, co pozytywnie, a co negatywnie zaskoczyło ich na studiach. Co należy poprawić i jak z perspektywy kilku lat nauki oceniają swoje uczelnie?

Te oceny nie wypadły dobrze. Młodzi ludzie twierdzą, że programy zajęć na większości kierunków są niedostosowane do rynku pracy. Na zajęciach za dużo jest teorii, za mało praktyki….