Na informatykę, czyli z deszczu pod rynnę

Na UŁ jak na AHE

GW

Studenci Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej ze zlikwidowanej informatyki wpadli z deszczu pod rynnę. Chce ich przejąć Uniwersytet Łódzki, który za chwilę… sam może stracić prawo do kształcenia na tym kierunku. Ocenę ma taką jak AHE. Negatywną!

Na początku września Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zakazało AHE nauczać informatyki. Jednocześnie na swojej stronie zarekomendowało studentom uczelnie, na których mogą dokończyć studia. Wśród nich Uniwersytet Łódzki. 

We wtorek prorektor  prof. Joanna Jabłkowska poinformowała, że do jej uczelni zgłosiło się ok. 350 byłych studentów informatyki AHE. Najwięcej – ok. 300 – na Wydział Fizyki i Informatyki Stosowanej. – Przyjmiemy wszystkich, którzy uzupełnią różnice programowe – zapewniła Jabłkowska.

„Gazeta” dowiedziała się jednak, że UŁ może być dla byłych studentów akademii rozwiązaniem na krótką metę, bo Państwowa Komisja Akredytacyjna oceniła informatykę na uniwersytecie negatywnie. Taką samą ocenę miała informatyka w AHE. Właśnie dlatego tam studiować jej już nie można. 

Naszą informację potwierdza przewodniczący PKA prof. Marek Rocki: – To prawda, w kwietniu oceniliśmy informatykę na Wydziale Fizyki i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Łódzkiego negatywnie. Uczelnia się odwołała, ale w lipcu nie znaleźliśmy argumentów, by tę ocenę zmienić. 

Prof. Rocki mówi, że przyczyną złej oceny informatyki na UŁ były „kłopoty z minimum kadrowym”. Skąd te kłopoty? Wyjaśnia nasz informator: – Kilka lat temu do ówczesnego Wydziału Fizyki dokooptowano informatykę, bo na wydziale było więcej pracowników naukowych niż studentów. Zamiast zwalniać wykładowców, zdecydowano więc zwiększyć liczbę studiujących, no i zrobił się problem. Większość pracowników to świetni fizycy, ale mało kto ma uprawnienia do wykładania informatyki. 

– Tylko dwie osoby spośród kilkunastu zgłoszonych spełniały kryteria pozwalające uczyć studentów tego kierunku wedle ministerialnych standardów – potwierdza prof. Rocki.

Rydzyk broni doktoratu

Rydzyk broni doktoratu

Każdy może stać się świadkiem otwartej obrony ojca Tadeusza Rydzyka, która odbędzie się we czwartek o godzinie 11 na UKSW. Założyciel Radia Maryja ma za sobą już egzaminy, jeśli zostanie doktorem, będzie mógł wrócić na stanowisko rektora swojej uczelni.

Głównym powodem napisania doktoratu przez ojca Rydzyka – oczywiście poza potrzebą zdobywania wiedzy – jest jego własna uczelnia. Tadeusz Rydzyk musiał bowiem ustąpić ze stanowiska rektora Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu w 2006 roku. Zgodnie bowiem z ustawą o szkolnictwie wyższym, rektor musi być co najmniej doktorem.

Promotorem rozprawy ojca Rydzyka jest ks. profesor Paweł Góralczyk, specjalista w dziedzinie teologii moralnej, członek Komitetu Nauk Teologicznych PAN i członek Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów Naukowych. W gronie recenzentów znaleźli się dominikanin ojciec Jacek Salij, znany teolog, oraz ksiądz profesor Paweł Bortkiewicz z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Uniwersytet Krytyczny w Warszawie już działa

Uniwersytet Krytyczny w Warszawie już działa

PAP – Nauka w Polsce

Spotkania z naukowcami z polskich ośrodków akademickich, seminaria i konwersatoria zagranicznych intelektualistów – to oferta Uniwersytetu Krytycznego w Warszawie, który rozpoczął działalność 6 października. Zgodnie z deklaracjami jego organizatorów -S towarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego, skupiającego środowisko lewicowego pisma „Krytyka Polityczna” – ma dostarczać „wielowymiarowej wiedzy o świecie z zakresu literatury i polityki, historii i socjologii, filozofii i polityki społecznej”. 

Reprezentująca organizatorów Dorota Gałażewska wyjaśnia, że Uniwersytet Krytyczny jest próbą odpowiedzi na postępujący kryzys tradycyjnych instytucji akademickich.

Zapowiada, że Uniwersytet umożliwi warszawskiej publiczności kontakt z wykładowcami, których na co dzień nie mogą spotkać. „Zaprosiliśmy wybitnych akademików z innych miast – Krakowa, Poznania, Białegostoku – a także tych, którzy z racji innych obowiązków nie prowadzą już działalności dydaktycznej” – informuje.

Dodaje, że organizatorzy będą starali się zapraszać najciekawszych intelektualistów ze świata na regularne zajęcia – seminaria i konwersatoria, pozwalające na systematyczny, a nie jedynie doraźny kontakt z uczestnikami.

Nagród Nobla powinno być więcej

Nagród Nobla powinno być więcej

Polska
Znani naukowcy postulują do szwedzkiej komisji, by powiększyć listę najbardziej prestiżowych wyróżnień Nagród Nobla powinno być więcej.

Naukowcy apelują więc pilnie o ustanowienie nowych nagród z co najmniej dwóch dyscyplin, ekologii i zdrowia publicznego. Podobnie jak nagroda pokojowa mogłyby być przyznawane nie tylko pojedynczym osobom, ale również instytucjom. Proponują także poszerzenie zakresu nagrody z medycyny, tak aby obejmowała wszystkie nauki o życiu bądź też stworzenie odrębnych nagród z biologii i nauk behawioralnych.

Michael Sohlman, dyrektor generalny Fundacji Nobla, do którego list został zaadresowany, powiedział redakcji „New Scientist”, że przekaże go zarządowi, ale wprowadzenie nowych nagród uważa za bardzo mało prawdopodobne, ponieważ byłoby to czasochłonne i kosztowne. Zwrócił również uwagę, że osiągnięcia z części wymienionych w liście nowych dziedzin bywają honorowane Noblem.

Czy chcemy, by nasz kraj zdominowała post-uniwersytecka, magisterska półinteligencja?

Nie produkujmy półinteligentów

Dziennik Gazeta Prawna

Uniwersytet, o jakim marzę, powinien być przede wszystkim dobry. Wbrew pozorom wcale nie jest trudno powiedzieć, jakie warunki powinien spełniać dobry uniwersytet – pisze Marcin Król, historyk idei….

Trzeba się zatem pogodzić z tym, że za chwilę „zwyczajny” dyplom wyższej uczelni stanie się odpowiednikiem matury i dopiero „prawdziwy” dyplom będzie znaczył więcej. Praktycznie ten problem

można rozwiązywać na wiele sposobów, trzeba jednak uwzględnić warunki niezbędne i te tylko wymienię:

* Możliwość zupełnie swobodnego układania programu studiów przez autonomiczne, ale i w pełni odpowiedzialne uczelnie. Obecnie w teorii program ustalają urzędnicy odpowiedniego ministerstwa. Po skutkach ich poznacie: jak się okaże, że dany uniwersytet nie spełnia postawionych przez siebie samego zadań, to można będzie wyciągać konsekwencje.

Profesor powienien uczyć kilku do kilkunastu magistrantów i kilku doktorantów. Nauczanie na więcej niż jednej uczelni powinno być wykluczone, co oznacza oczywiście odpowiednio wyższe pensje dla profesorów „elitarnych” szkół

wyższych. A ponadto państwo, miasto, czy Bóg wie kto, powienien umożliwiać zatrudnianie na przykład w Warszawie świetnego uczonego z Zielonej Góry. Dzisiaj jest to niemożliwe, bo kto zamieni willę w Zielonej Górze na 45 metrów w Warszawie? Zaś profesor dojeżdżający to pół lub mniej profesora.

Dobór studentów do takich „jakościowych” szkół wyższych powinien być odmienny niż obecnie obowiązujące szatańskie zasady stopni z matury państwowej. Ich eliminacja po pierwszym roku powinna być także bardzo surowa. Wychodzę tu z założenia, które często stosuję w praktyce (na przykład nie sprawdzając, czy student a nuż nie popełnił plagiatu), a które sprowadza się do tego, że to przecież studenci przychodzą się kształcić i mądrzy to robią, a głupimi oraz leniwymi nie warto się zajmować.

Uczenie studentów nie może być ani w konflikcie ani czynione obok pracy naukowej. Jeżeli jedno drugiemu przeszkadza, to znaczy, że uniwersytet lub profesor jest kiepski. Tylko ten profesor, który pracuje intensywnie naukowo ma studentom coś do powiedzenia, a często od nich uzyskuje bodźce i inspiracje. Jeżeli ktoś nie lubi uczyć lub nie lubi studentów, niech idzie pracować na pocztę……

Czy chcemy, by nasz kraj zdominowała post-uniwersytecka, magisterska półinteligencja? Jeżeli nie, to musimy odwrócić cały porządek szkolnictwa wyższego i zacząć patrzeć od góry, od szczytów i z troską o nielicznych.