Wyższe wykształcenie w dzisiejszej Polsce to mniej więcej w połowie obraza rozumu, wciskanie kitu i propaganda

Szkoły z kasą

Polityka

Przez 20 lat wolności wyhodowaliśmy sobie mit o tym, dlaczego trzeba studiować i co nam to daje. O ile w PRL edukacja była zideologizowana w celu przerobienia społeczeństwa w posłuszne stado baranów, o tyle w wolnym kraju szkoły mają budować społeczeństwo świadome i mądre. 12 lat powszechnej edukacji to za mało, więc młodzi ludzie powinni za wszelką cenę (średnio 2 tys. zł za semestr) zdobywać tytuły licencjata, a najlepiej magistra….

Ostrożnie licząc, rynek szkolnictwa wyższego jest wart rocznie kilka miliardów złotych. To tylko czesne, a do tego dochodzą opłaty za bursy i akademiki, żywienie, wycieczki, dodatkowe płatne zajęcia i co tam jeszcze da się studentowi wcisnąć, na przykład książki i podręczniki autorstwa pracowników uczelni.

Istnieje też całkiem pokaźny rynek usług dodatkowych – jego głównym zajęciem jest pisanie za opłatą prac naukowych na dowolnym poziomie, począwszy od rozprawki, a kończąc na doktoracie. Wspomniany przyszły pracownik socjalny nie ma wyjścia – kupuje pracę, bo jest do tego urzędowo zmuszony. Wszyscy wiedzą, skąd pochodzi duża część licencjackich rozprawek, ale milczą. Może ci, którzy piszą te prace na zamówienie, sami je potem oceniają? Och, nie, to chyba zbyt daleko idąca insynuacja…..

Polskie fabryki edukacyjne, żerując na pędzie do wykształcenia, zbudowały sobie komfortową sytuację: wypuszczają masowy produkt i mają w nosie, czy on się jakoś sprzeda. Ani państwowych, ani prywatnych uczelni nic dziś nie zmusza do walki o prestiż z prawdziwego zdarzenia. Jego filarem może być tylko jedno: liczba absolwentów, którzy znajdują świetną, dobrze opłacaną pracę. W najlepszych uniwersytetach amerykańskich budowaniem sieci absolwentów wspierających się wzajemnie na rynku pracy zajmują się całe potężne działy alumni relations.

U nas wyższa edukacja przypomina pośpieszne przepędzanie stada bydła przez łąki wiedzy. Niektórym uda się skubnąć lepszy kwiatek, ale większość nie zdąży nawet powąchać. A na końcu trasy każdy otrzyma taki sam dyplom. Deprecjacja wykształcenia, której nie zdołano doprowadzić do ostatecznego skutku w PRL, dokonuje się teraz za sprawą wolnego rynku. I chociaż profesor uniwersytetu wciąż cieszy się w Polsce największym prestiżem zawodowym, wkrótce to się z pewnością zmieni. Wielkie edukacyjne oszustwo prędzej czy później wyjdzie na jaw.

Produkcja uniwersytecka

Produkcja uniwersytecka

Tygodnik Powszechny , Marta Bucholc, Paweł Śpiewak

Słowo „ćwierćinteligent” brzmi obraźliwie, a teza, że uniwersytety produkują ćwierćinteligentów, budzi trwogę u tych, którzy mają się za inteligentów pełnych.

Poważny udział w produkcji ćwierćinteligentów mają współczesne uniwersytety. Nie oznacza to, że wyłącznie (czy głównie) uniwersytety odpowiadają za tworzenie ćwierćinteligentów, ale ponoszą one dużą część winy.
Gdzie leżą słabości uniwersytetów, skąd mogą czerpać siły do zmian?
Po pierwsze, uniwersytet zamienia się w zbiurokratyzowaną maszynę. Ciągły pęd do kwantyfikacji i standaryzacji efektów kształcenia prowadzi do zatracenia jakości w nawale ilościowych formułek. Najlepszym tego przykładem są punkty European Credit Transfer System („ECTS”),..

…..obowiązujące obecnie zasady rozliczania kadry akademickiej. Wykładowca staje się urzędnikiem od wiedzy. Jego obowiązki i ocena ich wykonania są coraz bardziej zuniformizowane, a miarodajnym wynikiem pracy naukowej i dydaktycznej są liczby: punktów za publikacje (najlepiej obcojęzyczne, niekoniecznie natomiast przez kogokolwiek czytane, co w humanistyce jest jawnym absurdem) i za wypromowanych licencjatów, magistrantów i doktorantów. Ministerialna i uniwersytecka biurokracja oraz nawyk kwantyfikowania jakości uczonych przez najważniejszych graczy na tym polu, czyli grantodawców, uczą również uniwersytecką kadrę myślenia o sobie samej w kategoriach punktów i strategii ich zdobywania. Skoro uczenie studentów, zajęcia dodatkowe, dyżury nie premiują pracowników naukowych, to rola nauczycielska w akademii spada niemal do zera.

Magisterka o sobie

Daniel Olbrychski pisze magisterkę. O sobie

Kim jest Daniel Olbrychski? Oczywiście wybitnym aktorem z licznymi nagrodami na koncie. Z pewnością wielu młodych adeptów sztuki aktorskiej mógłby sporo nauczyć. Gdyby tylko sam miał dyplom… Ale na naukę nigdy nie jest za późno. Dlatego Kmicic zabiera się za pisanie magisterki. I to o sobie!

Po co nam tyle uczelni?

Po co nam tyle uczelni?

Dziennik Gazeta Prawna

MIROSŁAW HANDKE O REFORMIE SZKOLNICTWA

Szkolnictwo wyższe w naszym kraju przeżyło w ostatnim dwudziestoleciu niebywały rozwój, przede wszystkim ilościowy, w niektórych obszarach kształcenia tak ogromny, że wręcz żywiołowy i praktycznie niekontrolowany. Liczba studentów zwiększyła się prawie czterokrotnie, pojawiło się wiele nowych uczelni publicznych i niepublicznych. Mamy obecnie 131 uczelni publicznych (w tym zawodowe) i około 350 uczelni niepublicznych. Jest to, wziąwszy pod uwagę liczbę ludności naszego kraju, rekord świata….

Jako były rektor jestem orędownikiem wzrostu kompetencji rektora, ale tylko w zakresie zarządzania, także w sprawach finansowych. Tylko rektor może wprowadzić racjonalną politykę płacową, motywującą dobrą i efektywną pracę. Żaden organ kolegialny nigdy w tej kwestii nie podejmie racjonalnej decyzji – pisze były minister edukacji Mirosław Handke.

Obowiązująca obecnie ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym jest kompromisem różnych interesów i w konsekwencji nie wprowadza zmian systemowych. Jeżeli chcemy reformować szkolnictwo wyższe, a jest to konieczne, trzeba postawić najpierw diagnozę. Moim zdaniem jest ona krótka: znaczący spadek poziomu kształcenia i badań w istotnych dla naszego rozwoju kulturowego i cywilizacyjnego dziedzinach naukowych i kierunkach kształcenia. Ocena celów i kierunków reformy szkolnictwa wyższego zaproponowanej przez minister prof. Kudrycką musi określić, czy konsekwencje proponowanych zmian spowodują wzrost jakości badań i kształcenia.

2 mln studentów rozpoczyna nowy rok akademicki

2 mln studentów rozpoczyna nowy rok akademicki

ONET

PAP. W nowym roku akademickim 2009/2010 naukę w szkołach wyższych w Polsce rozpocznie ok. 550 tys. studentów pierwszego roku. Łącznie, w ponad 450 uczelniach, w tym 135 publicznych, studia podejmie ok. 2 mln osób.
Wśród najpopularniejszych kierunków nadal utrzymują się dyscypliny humanistyczne. Z informacji zebranych przez PAP wynika, że tak jak przed rokiem studenci najczęściej wybierają m.in. filologie, psychologię, socjologię, pedagogikę, administrację, dziennikarstwo i komunikację społeczną.”Na szczęście mamy też wiele sygnałów o wzroście zainteresowania promowanymi przez nas kierunkami zamawianymi, kluczowymi dla rozwoju gospodarki. Jednak na szczegółowe dane musimy jeszcze poczekać, gdyż rekrutacja trwała do końca września” – powiedziała PAP minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka.

Jak podkreśliła, studenci (ok. 50 proc. osób na roku), którzy rozpoczną naukę na kierunkach zamawianych m.in. na budownictwie, inżynierii środowiska, energetyce, elektrotechnice, matematyce, biotechnologii, mechanice i budowie maszyn będą otrzymywać miesięczne stypendium w wysokości 1000 zł. Ponadto wszyscy studenci rozpoznający naukę na kierunkach zamawianych mogą liczyć na zajęcia wyrównawcze z przedmiotów, które sprawiają im trudność.

„W tym roku przeznaczyliśmy 370 mln zł dla uczelni na realizację kierunków zamawianych. W ramach konkursu spłynęło bardzo wiele dobrych projektów, z formami dodatkowego uatrakcyjnienia kształcenia na tych kierunkach m.in. poprzez staże w firmach, programy języków obcych, zajęcia z fachowcami. Mamy nadzieję, że uczelnie dzięki programowi przyjmą dodatkowo w tej edycji nawet 20 tys. studentów na kierunki ścisłe i techniczne” – zaznaczyła minister.

Wyższe uczelnie ukarane za łamanie praw studentów

Wyższe uczelnie ukarane za łamanie praw studentów

Dziennik Gazeta Prawna

Szkoła Główna Handlowa oraz Politechnika Warszawska nie podawały warunków odpłatności. Zarządzenie rektora nie stanowi gwarancji, że informacja o podwyżce dotrze do studentów. Umowa uczelni ze studentem powinna określać precyzyjnie wysokość i termin zapłaty czesnego.

Wysokość opłat za naukę oraz opłat administracyjnych ogłaszana jest w tabeli ustalanej na każdy rok akademicki zarządzeniem rektora – tak brzmi jedno z zakwestionowanych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów postanowień w umowach, które Szkoła Główna Handlowa podpisywała ze swoimi studentami. Takiego błędu nie ustrzegła się także Politechnika Warszawska, która zgodnie z wyrokiem Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów musi zapłacić karę w wysokości ponad 53 tys. zł. Dziś Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ogłosi raport o łamaniu praw studenta.

Brak precyzji

Prawo o szkolnictwie wyższym przewiduje, że warunki odpłatności za studia muszą być określone bezpośrednio w pisemnej umowie zawartej między uczelnią a studentem.

– Warunki odpłatności za studia powinny być określone przede wszystkim precyzyjnie i obejmować szczegółowy wykaz nieodpłatnych usług edukacyjnych, które obejmują zwłaszcza egzaminy, złożenie i ocenę pracy dyplomowej, wydanie suplementu do dyplomu oraz procedurę wpisu na pierwszy i kolejne semestry studiów – mówi prof. dr hab. Dariusz Rott, rzecznik prasowy Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego.

Zdaniem UOKiK wzorzec umowy, jakim posługiwała się Szkoła Wyższa Handlowa, nie spełniał tego warunku. Umowy bowiem nie określały wysokości opłat oraz terminu ich uiszczania. Student, który chciał uzyskać takie informacje, musiał sięgnąć po tabelę opłat. Precyzyjne za to było postanowienie, które zobowiązywało studentów do terminowego regulowania płatności.

Podobną praktykę stosowała Politechnika Warszawska, na którą Urząd nałożył karę w wysokości ponad 53 tys. zł. Uczelnia odwołała się od tej decyzji, jednak 17 września Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przyznał rację prezesowi UOKiK….

Wysokość opłat za naukę oraz opłat administracyjnych ogłaszana jest w tabeli ustalanej na każdy rok akademicki zarządzeniem rektora – tak brzmi jedno z zakwestionowanych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów postanowień w umowach, które Szkoła Główna Handlowa podpisywała ze swoimi studentami. Takiego błędu nie ustrzegła się także Politechnika Warszawska, która zgodnie z wyrokiem Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów musi zapłacić karę w wysokości ponad 53 tys. zł. Dziś Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ogłosi raport o łamaniu praw studenta.

Brak precyzji

Prawo o szkolnictwie wyższym przewiduje, że warunki odpłatności za studia muszą być określone bezpośrednio w pisemnej umowie zawartej między uczelnią a studentem.

– Warunki odpłatności za studia powinny być określone przede wszystkim precyzyjnie i obejmować szczegółowy wykaz nieodpłatnych usług edukacyjnych, które obejmują zwłaszcza egzaminy, złożenie i ocenę pracy dyplomowej, wydanie suplementu do dyplomu oraz procedurę wpisu na pierwszy i kolejne semestry studiów – mówi prof. dr hab. Dariusz Rott, rzecznik prasowy Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego.

Zdaniem UOKiK wzorzec umowy, jakim posługiwała się Szkoła Wyższa Handlowa, nie spełniał tego warunku. Umowy bowiem nie określały wysokości opłat oraz terminu ich uiszczania. Student, który chciał uzyskać takie informacje, musiał sięgnąć po tabelę opłat. Precyzyjne za to było postanowienie, które zobowiązywało studentów do terminowego regulowania płatności.

Podobną praktykę stosowała Politechnika Warszawska, na którą Urząd nałożył karę w wysokości ponad 53 tys. zł. Uczelnia odwołała się od tej decyzji, jednak 17 września Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przyznał rację prezesowi UOKiK…..

Politechnika Warszawska i SGH to niejedyne wyższe uczelnie, co do którychdziałalności ma zastrzeżenia UOKiK. Obecnie Urząd prowadzi bowiem aż cztery postępowania przeciwko warszawskim uczelniom. Na czarnej liście UOKiK-u znalazły się: Akademia Wychowania Fizycznego, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Akademia Sztuk Pięknych.

Coraz więcej skarg

Studenci, którzy uznają, że ich uczelnia nie działa zgodnie z prawem, mogą także zgłosić się do rzecznika praw studenta, który działa od 2004 roku.

– Rzecznik przede wszystkim interweniuje w interesie pojedynczych studentów – doradza, informuje, żąda wyjaśnień od uczelni. W krytycznych sytuacjach nawet występuje o interwencję do ministra właściwego do spraw szkolnictwa wyższego – tłumaczy Robert Pawłowski, rzecznik praw studenta.

Liczba skarg kierowanych przez studentów ma tendencję wzrostową.

– Obecnie jest to około 3,5 tys. skarg rocznie. Zdecydowanie najwięcej skarg spływa w październiku, nawet do 30 dziennie – informuje Robert Pawłowski.

Co kilkanaście miesięcy na bazie zebranych skarg powstaje raport rzecznika, w którym przedstawione zostają propozycje zmian legislacyjnych, które mogą zapobiec łamaniu praw studenta.

Jak zatrzymać w Polsce talenty

Jak zatrzymać w Polsce talenty

Każdą dodatkową złotówkę chcemy przeznaczać dla najlepszych szkół wyższych, zarówno pod względem badań naukowych, jak i nauczania, bez względu na ich status – publiczny czy prywatny – pisze minister nauki i szkolnictwa wyższego.….

Autorskie programy

Zagrażająca systemowi uczelni uniformizacja to nie odległa, wieloletnia perspektywa – to już dziś realne zagrożenie w sferze programów nauczania. Przez taką uniformizację rozumiem standaryzację programów nauczania, która krępuje uczelnie, określając sztywno liczbę godzin wykładów i ćwiczeń, szczegółowe treści programowe nauczanych przedmiotów. To te standardy skutecznie przekreślają kreatywność i autonomię uczelni w ich dydaktycznej działalności, czego wielu polityków i publicystów dostrzec nie chce.

Odwrócić ten proces może planowane przez nas wprowadzenie krajowych ram kwalifikacji, czyli swego rodzaju rozbudowanego opisu kwalifikacji, jakie musi posiąść w trakcie studiów absolwent w ośmiu dziedzinach kształcenia – bez wskazywania jednak wprost, jak tego nauczać. Będzie to przewrót kopernikański w kształceniu na poziomie wyższym.

Krajowe ramy kwalifikacji pozwolą najlepszym uczelniom z najlepiej wykwalifikowaną kadrą całkowicie samodzielnie, bez ingerencji resortu czy instytucji kontrolnych budować autorskie programy dydaktyczne.

Jeśli dopuszczam myśl o uniformizacji szkolnictwa wyższego, to tylko w jednym, bardzo wąskim ujęciu: wymagań, jakie należy postawić przed nauczycielami akademickimi, do których zadań należy nie tylko proste przekazywanie wiedzy, ale rozbudzanie zainteresowań, poszerzanie horyzontów intelektualnych, uczenie sposobów samodzielnego zdobywania wiedzy, a przede wszystkim krytycznego myślenia.