Represje za niewinność tradycją systemu

Zagłada polskiego ziemiaństwa

Rz

6 września 1944 roku, powołany niecałe dwa miesiące wcześniej w Moskwie i funkcjonujący pod polityczną kontrolą Józefa Stalina, Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego wydał jeden z wielu swoich okrytych złą sławą dekretów – o reformie rolnej.

Pod naciskiem Stalina, który już wcześniej wprost żądał od PPR „usunięcia z widoku całej klasy ziemian”, pod koniec września 1944 r. na polskich wsiach oswobodzonych spod okupacji niemieckiej zaczęła się rewolucja. Do akcji wkroczyli aktywiści PPR, żołnierze i milicja. Parcelowano wszystkie majątki o powierzchni powyżej 50 ha. Właścicielom nie przysługiwały żadne odszkodowania, a często nie dawano im nawet czasu na zabranie z domów najpotrzebniejszych rzeczy.

Niektórzy z wywłaszczanych ziemian trafiali do aresztów, inni byli wywożeni w głąb ZSRR.

Represje dotykały także tych chłopów, którzy odmawiali udziału w rabunku dworów czy parcelacji ziemi. Grożono im wyłączeniem z reformy, więzieniem, a nawet śmiercią.

Reklamy

Afera lipnej uczelni

Studenci informatyki AHE muszą szukać szkoły

GW

Afera lipnej uczelni – cd. 2,5 tysiąca studentów musi przerwać naukę na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Nie rozpocznie jej przeszło tysiąc przyjętych już kandydatów. Minister nauki i szkolnictwa wyższego wydał ostateczną decyzję cofającą największej polskiej uczelni niepublicznej uprawnienie do prowadzenia studiów na kierunku „informatyka” – dowiedzieliśmy się wczoraj w resorcie.

– Decyzja pani minister Barbary Kudryckiej ma rygor natychmiastowej wykonalności i uniemożliwia, niestety, dokończenie nauki także studentom już uczącym się, zarówno na studiach inżynierskich, jak i magisterskich – mówi rzecznik Ministerstwa Nauki Bartosz Loba. – To tak jak z utratą prawa jazdy. Nie można dojechać bez niego do domu.

To pierwsza tak rygorystyczna decyzja w historii polskiego szkolnictwa.

Łódzka akademia straciła informatykę, gdyż Państwowa Komisja Akredytacyjna dwukrotnie wystawiła temu kierunkowi negatywną ocenę. „Gazeta” ujawniła w sierpniu bulwersujące szczegóły:

– w 32 miastach naukę informatyki prowadzi się nielegalnie (ministerstwo dało zgodę tylko na Łódź i Wodzisław Śląski);

– podczas wizytacji PKA władze uczelni ukrywają przed ekspertami całe „dzikie” wydziały;

– część nauki to fikcja – ma się odbywać przez internet, lecz tak nie jest;

– pozostałe wykłady i ćwiczenia biegną często 12 godzin bez przerwy – byle więcej zmieścić w jeden weekend;

– studenci nie mają dostępu do komputerów i bibliotek;

– brak kontaktu z profesorami i doktorami, uczą głównie magistrzy, i to kilku przedmiotów naraz;

– brak programów nauczania;

– brak właściwego spisu kadry.

Sabaton uczy historii

Sabaton w polskich Termopilach

Rz

70. rocznica walk. Szwedzki zespół, który spopularyzował dramatyczną obronę żołnierzy kpt. Raginisa, zagra tam, gdzie walczyli,

Od 7 do 10 września 1939 r. w schronach bojowych nad Narwią i Biebrzą przed 32 tysiącami żołnierzy niemieckich i około 300 czołgami skutecznie broniło się 720 Polaków. Było ich ponad 40 razy mniej niż wroga.

I właśnie utwór „40:1” szwedzkiego zespołu hardrockowego Sabaton pokazał bohaterstwo i dramat naszych żołnierzy – i to przede wszystkim odbiorcom w Polsce. Bo przedtem była to zapomniana bitwa.

W niedzielę, poza występem Sabatonu, w Górze Strękowej koło Wizny będzie też przeprowadzona rekonstrukcja walk. Weźmie w niej udział głównie młodzież, członkowie grup rekonstrukcyjnych.

Oni też występowali w filmie „Polskie Termopile“ o walkach pod Wizną, wyprodukowanym przez TVP Historia. Premiera również odbędzie się w Górze Strękowej.

Jak podkreślają socjologowie i historycy, młodzież o wydarzeniach z historii – o tym, że były znaczące i warte zainteresowania – dowiaduje się dziś głównie nie ze szkoły czy książek, ale dzięki zespołom takim jak Sabaton czy Lao Che, który śpiewa o powstaniu warszawskim.

– Być może to już prawidłowość, nowe pokolenie przyzwyczajone jest do innych mediów, do innego rodzaju przekazu – komentuje socjolog prof. Zdzisław Krasnodębski. Jego zdaniem ma to swoje minusy: – By coś zainteresowało młodzież, musi być wydarzeniem. Co z kolei nie musi pobudzać do głębszych studiów, do przyjrzenia się sprawie. Ale niewątpliwym plusem jest to, że dzięki nowym środkom przekazu przypominane są sprawy zapomniane – zaznacza w rozmowie z „Rz“.