Zacznijmy robić biznes na nauce

Zacznijmy robić biznes na nauce

Rz

Prof. Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego mówi o energetyce i wykorzystaniu nowych technologii

W poprzedniej kadencji Parlamentu Europejskiego nadzorowałem program ramowy przeznaczania środków na nowe technologie. To potężne pieniądze, 54 mld euro. Tyle tylko, że Polska w wykorzystaniu tych środków jest niestety na szarym końcu i to jest katastrofa, bo pula tych środków wciąż się zwiększa. Trzeba zacząć od uczelni, które muszą się nauczyć robić biznes na nauce. Dlaczego Stany Zjednoczone przodują w tylu nowych technologiach? Bo właśnie to robią! W tej kadencji PE jednym z najważniejszych zadań będzie właśnie zwiększenie środków na wykorzystywanie wyników badań naukowych w praktyce, bo tego jeszcze nie potrafimy robić. Trzeba zacząć od uczelni, ale nie wolno na tym poprzestać

Reklamy

Studiuje około dwóch milionów, a polska nauka nie ma wiele do powiedzenia

Edukacja, egalitaryzm i strata czasu

Opcja na prawoNr 9/93, wrzesień 2009,Damian Leszczyński

Parę miesięcy temu na łamach prasy toczyła się dyskusja na temat kondycji polskiego szkolnictwa wyższego. Wśród wielu głosów – w przeważającej mierze krytycznych – pojawiła się również opinia pewnego filozofia, który w oparciu o kuriozalne wypowiedzi swoich studentów postawił prowokacyjną tezę, że większość polskich studentów to półanalfabeci, około dziesięciu procent zaś to analfabeci kompletni. Towarzyszyła temu diagnoza, w myśl której za fatalny stan wiedzy słuchaczy studiów wyższych odpowiada fatalny stan edukacji licealnej. Podejrzewam, że diagnozę tę można rozwijać i winą za ten ostatni obarczyć fatalną edukację gimnazjalną, która z kolei spowodowana jest beznadziejnym przygotowaniem na poziomie podstawowym…

W Polsce pod zaborami, kiedy edukacja była na fatalnym poziomie, pojawili się tacy literaccy geniusze, jak Mickiewicz, Słowacki, Krasiński czy Norwid. W okresie międzywojennym mniej więcej jedną czwartą społeczeństwa stanowili analfabeci (od 33 procent w 1921 roku do 15 w 1939), a na wyższych uczelniach studiowało jedynie kilka procent ludności, jednak to w tamtym czasie działały we Lwowie i w Warszawie szkoły filozoficzne i matematyczne na światowym poziomie. Dzisiaj, kiedy studiuje około dwóch milionów ludzi, czyli niemal jedna trzecia populacji w wieku przedprodukcyjnym, analfabetyzm zaś skutecznie wypleniono, polska nauka nie ma wiele do powiedzenia, a poziom studiujących zmusza powściągliwych nawet komentatorów do użycia mocnych słów.

Niedzielne studia w Londynie

Niedzielne studia w Londynie

GW

Na comiesięczny zjazd studentów przyjeżdża tylko jeden wykładowca. W weekend przerabia cały przedmiot. A zdarza się, że i dwa przedmioty naraz.

Tak jest w Londynie w placówce warszawskiej Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji, która według Ministerstwa Nauki nielegalnie kształci studentów. Szkoła utrzymuje, że nie musi mieć ministerialnych zezwoleń, i zapewnia, że przestrzega wymaganych standardów kształcenia…

Według planu zajęć w weekend 5-7 września 2008 r. wykładał dr Dariusz Czajka, kanclerz uczelni (i były sędzia znany z kontrowersyjnych decyzji upadłościowych). Za jednym zamachem wyłożył nawet dwa przedmioty – prawoznawstwo i logikę. W 21 godzin. Jednak według standardów ministerstwa dla studiów niestacjonarnych powinien mniej więcej tyle poświęcić na każdy z tych przedmiotów.

Prawo cywilne, na które studenci Uniwersytetu Warszawskiego poświęcają dwa lata, w londyńskiej placówce EWSPiA wykłada się przez trzy weekendy.

Na prawo administracyjne w grudniu 2008 r. dr Agnieszka Suławko-Karetko z Uniwersytetu w Białymstoku miała dwa dni (piątek i sobota, w niedzielę zajęć nie było). A musiała wyłożyć przewidziane minimum – 20 godzin.

W weekend 28-30 listopada prof. Jan Wawrzyniak dostał 24 godziny na wyłożenie prawa konstytucyjnego. Taki jest roczny wymóg….

– To jakiś absurd – uważa wykładowca z Wydziału Prawa UW, któremu pokazaliśmy plan zajęć. – Ogrom materiału, który normalnie studenci robią przez semestr, a nawet cały rok, w EWSPiA robią w weekend. Nie rozumiem, jak mogą się pod tym podpisywać uznani profesorowie.

I tłumaczy: – Studiowanie prawa wymaga dużo nauki pamięciowej, zrozumienia pewnych konstrukcji, żmudnych ćwiczeń z ich stosowania w praktyce. To wymaga czasu. W weekend to można nauczyć się grać w warcaby.

Ministerstwo Nauki wezwało niedawno uczelnię do natychmiastowego zaniechania studiów za granicą. Czeka na odpowiedź do 21 września.

Wyższa szkoła ściemniania

Wyższa szkoła ściemniania

GW

o Europejskiej Wyższej Szkole Prawa i Administracji – kolejnej uczelni, która według resortu nauki nielegalnie kształci Polaków za granicą. Uczelnia prof. Jerzego Wiatra i kanclerza Dariusza Czajki utrzymuje, że nie musi mieć ministerialnej zgody, bo nie prowadzi studiów w zagranicznych oddziałach czy filiach, których przecież nie posiada…

Gdyby uczelnia wystąpiła do ministerstwa o nadanie jej uprawnień do kształcenia w zagranicznych ośrodkach, musiałaby wykazać, że spełnia standardy jakości kształcenia i ma wymaganą kadrę. Jej działalność sprawdzałaby Państwowa Komisja Akredytacyjna – powołana do oceniania jakości kształcenia akademickiego.

Uczelnia, która zamiast poddać się tej procedurze, szuka wybiegów, traci wiarygodność. Złego wrażenia nie zacierają deklaracje rektora Wiatra o solidnym kształceniu. Wystarczy porównać. Prawo cywilne, które studenci UW mają przez dwa lata, w londyńskiej placówce EWSPiA wykłada się przez trzy weekendy. Prawo administracyjne – dwa dni, konstytucyjne – trzy dni. A całe magisterskie studia trwają trzy i pół roku.
Iście europejskie tempo.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Prorodzinna polityka UMK

Klan i Familiada na UMK

Nowości

W rektoracie uniwersytetu matka, siostra, córka brata? Niektórym ta sytuacja kojarzy się z nepotyzmem

Najliczniejsza jest rodzina Henryka Pańki, wicekanclerza ds. administracyjnych. Na UMK pracuje również jego żona (kierowniczka działu zaopatrzenia i transportu) oraz synowa (specjalistka w dziale socjalnym, podległym notabene wicekanclerzowi Pańce). Klan Pańków na uniwersytecie zamyka jego syn – zatrudniony na administracyjno-dydaktycznym stanowisku kierownika Uniwersyteckiego Centrum Nowoczesnych Technologii Nauczania. Z kolei kierownikiem obiektu Collegium Maximum przy placu Rapackiego jest synowa Jana Kachniarza, dyrektora ds. technicznych UMK.

– Nagromadzenie tylu synowych i dzieci wysokich urzędników w jednej instytucji stawia znaki zapytania i jest niepokojące. Uniwersytet to instytucja publiczna, która powinna wystrzegać się sytuacji, które mogą kojarzyć się z nepotyzmem – komentuje dla „Nowości” Anna Wojciechowska-Nowak, ekspertka z Fundacji im. Stefana Batorego. Czy UMK prowadzi politykę prorodzinną? – pytamy rektora toruńskiego uniwersytetu. – Mówimy o uczelni której administracja liczy 1,5 tys. osób, cztery wymienione przypadki to nic nieznaczący margines – twierdzi prof. Andrzej Radzimiński, rektor UMK.

Podkreśla, że taką sytuację w administracji już zastał. A decyzję o zatrudnieniu córki kwestora podjął kanclerz, który jest niezależny w swoich postanowieniach.

– Poza tym część osób została przyjęta do pracy biorąc udział w konkursach i wygrała je w sposób ewidentny – podkreśla rektor.

Sprawdziliśmy. Tylko syn wicekanclerza wygrał konkurs na kierownicze stanowisko. Wcześniej, przez rok, pracował na etacie młodszego programisty w Uczelnianym Centrum Informatycznym.

————-

UMK? Tu każdy jest z kimś powiązany

Nowości

W administracji UMK i jednostkach dydaktycznych pracują bliscy krewni i spowinowaceni urzędników z uczelnianego świecznika. Żona, syn oraz synowa wicekanclerza, córka kwestora oraz synowa dyrektora ds. technicznych.

Zdaniem rektora UMK, prof. Andrzeja Radzimińskiego w administracji, która liczy 1,5 tys. osób wymienione przypadki to „nic nieznaczący margines”. Fundacja im. Stefana Batorego uznała, że takie nagromadzenie krewnych i spowinowaconych w administracji i jednostkach państwowej instytucji jest niepokojące.

Polak czeka, aż go wyrzucą z pracy

Polak czeka, aż go wyrzucą z pracy

Dziennik

Polski pracownik jest niepewny swoich umiejętności i wystraszony perspektywą utraty pracy. Ale nic robi, aby podnieść swoją wartość w oczach szefa, woli biernie czekać na najgorsze. Taki obraz wyłania się z unijnego sondażu na temat zatrudnienia.

Eksperci zwracają uwagę, że Polaków trzeba wręcz zmuszać do podnoszenia kwalifikacji. – Jak firma nie zrobi szkolenia, to pracownik rzadko sam coś takiego sobie zapewni – przyznaje Jacek Męcina, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”. Co gorsza, zamiast starać się zyskać w oczach szefa, polski pracownik zazwyczaj biernie czeka na to, co przyniesie mu los. Co trzeci ankietowany przyznaje, że wcale nie zamierza umacniać swojej pozycji na rynku pracy.

Polaków łączy także właśnie obawa przed nowym: 17 proc. nigdy jeszcze nie zmieniło pracodawcy, a ponad połowa pracowała w nie więcej niż pięciu miejscach. Dlatego nie ma się co dziwić, że średni czas zatrudnienia w jednej firmie wynosi u nas około ośmiu lat. Tymczasem w Danii większość osób zmienia pracę średnio co dwa, trzy lata. – Ale za kilka lat te statystyki będą inne. Już teraz widać wyraźne zmiany w mentalności młodych pracowników. Są znacznie pewniejsi siebie, przebojowi, nie boją się zmian i stawiają na ciągły rozwój – uważa Męcina.

Sprawiedliwość potrzebuje reform

Sprawiedliwość potrzebuje reform

Rz

Wprowadzenia praktycznego kształcenia na studiach prawniczych chce samorząd radców prawnych

Reforma studiów prawniczych jego zdaniem polegać miałaby na wprowadzeniu praktycznego kształcenia umiejętności wykonywania prostych czynności prawnych (np. sporządzania typowych umów) i opinii w nieskomplikowanych sprawach. Magistrowie prawa byliby wówczas przygotowani do udzielania na rynku najprostszej pomocy prawnej. – Wydziały prawa nie mogą uczyć tylko teorii – uważa M. Bobrowicz. Jednocześnie zastrzegł, że według samorządu radców zastępowanie klientów przed sądem powinno być powierzane wyłącznie prawnikom po aplikacji i zdanym egzaminie.

W opinii środowiska, potwierdzonej poważnymi badaniami socjologicznymi, Polaków cechuje niska świadomość prawna. Dlatego samorząd radcowski proponuje wprowadzenie szerszej niż dotychczas edukacji prawniczej już w szkołach średnich. I deklaruje społecznie swoją pomoc w organizowaniu takich zajęć. Chodzi o to, by młodzież widziała różnicę między przepisami karnymi a cywilnymi, mogła poznać swoje prawa nie tylko jako obywatele, ale także jako konsumenci.

– Nauczyciele mogliby zapraszać na lekcje radcę, który od strony praktycznej opowiedziałby uczniom o prawie. Chcielibyśmy wspólnie z Ministerstwem Edukacji Narodowej przygotować program takich zajęć – oświadczył prezes Bobrowicz.