Upomnijmy się o historyczną prawdę

Upomnijmy się o historyczną prawdę

Rz

Media światowe, jeśli zwrócą uwagę na gdańskie obchody rocznicy 1 września, odnotują przede wszystkim słowa Putina, nie Tuska. To Putin nada medialny ton obchodom – pisze historyk (Andrzej Nowak)

Zrabowane archiwa

Rzeczywiście nie warto wdawać się w polemiki z telewizją Wiesti czy z dokumentami zebranymi przez Służbę Wywiadu Zagranicznego (SWR) Federacji Rosyjskiej. Warto jednak przypomnieć sobie, skąd owe dokumenty będą czerpane, nic bowiem lepiej nie pozwoli – sobie i naszym zagranicznym gościom – uświadomić, kto był agresorem, a kto ofiarą w II wojnie światowej. Otóż ośmielam się sądzić, iż wbrew oczekiwaniom m.in. ministra Andrzeja Przewoźnika owe dokumenty, jakie mają ilustrować polską politykę zagraniczną, nie zostały bynajmniej pozyskane jakimiś wyrafinowanymi technikami wywiadowczymi ZSRR. Wiedza, jaką czerpać mogą (i manipulować nią w dowolny sposób) historycy z Łubianki o II Rzeczpospolitej i jej polityce, wiedza trudno lub w ogóle niedostępna polskim historykom, pochodzi bowiem z rabunku, jakiego dokonał Związek Sowiecki, napadając na Polskę we wrześniu 1939 roku do spółki z hitlerowskimi Niemcami.

Chodzi o największy rabunek polskich archiwów państwowych w XX wieku. Ewakuowane wagonami na ziemie wschodnie Rzeczypospolitej najtajniejsze archiwa zostały „wyzwolone” na bocznicy w Kostopolu przez Armię Czerwoną wychodzącą naprzeciw towarzyszom broni z Wehrmachtu. Tak trafiły do Moskwy, do tzw. trofiejnego archiwum, włączone dopiero po 1995 roku do zbiorów Rosyjskiego Państwowego Archiwum Wojskowego. Obejmują kilkanaście tysięcy jednostek archiwalnych (jednostka taka obejmuje od jednej do kilkunastu teczek). Wymienię tylko najważniejsze zespoły: Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego, Komenda Główna Policji Państwowej, II Oddział (wywiadowczy) Sztabu Generalnego (razem z ekspozyturami – przeszło 5 tys. jednostek archiwalnych), polskie organizacje niepodległościowe (m.in. Związek Walki Czynnej, Strzelec, Związek Strzelecki, Legiony – w tym archiwum I Brygady, POW), polskie poselstwa i konsulaty, Sejm RP, Rada Ministrów, KOP, BBWR, Instytut Piłsudskiego w Warszawie, a nawet Kancelaria Prymasa Polski.

Pisałem już przed kilkunastoma laty o potrzebie upomnienia się o ten fundamentalny dla polskiej pamięci i dla godności polskiego państwa zbiór. Niestety – bez echa.

Rzeczpospolita

Nauczyciel dobry, ale bezrobotny

Nauczyciel dobry, ale bezrobotny

Dziennik

W Polsce drastycznie brakuje pracy dla nauczycieli. Z wielu powodów m.in. dlatego, bo w Polsce wciąż rekrutuje się na studia według zasady: „Chcą, niech się uczą” – ocenia Renata Kim, szefowa działu społeczeństwo DZIENNIKA.Dlatego dobra uczelnia powinna zapewniać studentom takie wykształcenie, które da im szansę na zatrudnienie.

W Polsce drastycznie brakuje pracy dla nauczycieli. Z wielu powodów: bo niż demograficzny, bo kryzys, bo wreszcie starsi pedagodzy nie chcą odchodzić na emeryturę i zrobić miejsca młodym. Obiektywne i znane od lat przyczyny zapaści na nauczycielskim rynku pracy.

Problem jednak w tym, że zupełnie nie zauważają ich polskie uczelnie wyższe. I co roku produkują tysiące kolejnych absolwentów, którzy legitymują się tytułem magistra o uprawnieniach pedagogicznych.

I co roku wyruszają oni na poszukiwanie pracy, której dla nich nie ma. Podobnie jak dla psychologów, marketingowców i politologów, którzy również tysiącami opuszczają mury polskich uczelni i bezskutecznie szukają zatrudnienia.

Dlaczego? Bo w Polsce wciąż rekrutuje się na studia według zasady: „Chcą, niech się uczą”. A jak kierunek popularny, to trzeba stworzyć więcej miejsc. A przecież nie chodzi o to, by dać tytuł magistra i umyć ręce. Dobra uczelnia powinna zapewniać studentom takie wykształcenie, które da im szansę na zatrudnienie. I powinna myśleć o tym, jeszcze zanim przyjmie ich na studia. Na taką politykę jest nawet nazwa: „Dostosowanie kierunku studiów do potrzeb rynku pracy”.