Ile PRL w III RP

Niezależna pl logo

ILE PRL W III RP

Barbara Fedyszak-Radziejowska „Nowe Państwo”


Chciałabym zrozumieć, dlaczego tak wielu moich młodych współpracowników w PAN i na uczelni, którzy mają trzydzieści parę, czterdzieści lat, tak łatwo akceptuje mechanizmy życia społecznego dysfunkcyjne dla interesów naszej wspólnoty? Skąd się bierze narastające przyzwolenie na niedoskonałość demokracji?…

Dlaczego lustracja nie może się udać? Dlaczego tak trudno walczyć z korupcją? Bo to są mechanizmy kontrolowania elit. Czym jest z socjologicznego punktu widzenia lustracja? To przetestowanie, czy obywatel zasługuje na to, żeby zostać elitą mojego kraju.

Przy Okrągłym Stole zassano mechanizmy PRL do III RP. Lustracja jest niepotrzebna, bo to jest mechanizm, w którym demos, czyli zwykły wyborca, ośmiela się kontrolować elity i mówić: „Sprawdzam”.

Co to jest walka z korupcją? To jest próba sprawdzenia, jak rządzisz. Nie skąd przyszedłeś, tylko jak rządzisz. Na zajęciach spotykam studentów, którzy niemal z pianą na ustach mówią, że to skandal, iż w Polsce istnieje takie prawo, które pozwala temu, kto dał łapówkę, donieść na tego, kto ją wziął, i nie ponieść kary. Jest skandalem to, że można walczyć z korupcją.

A prowokacja? Jak można było zrobić coś takiego pani Sawickiej? – mówią młodzi ludzie. Nie komuniści, nie postkomuniści, a studenci kierunku administracji. Oni będą pracować w administracji publicznej. Dlaczego mają takie zdanie? Dlatego, że ich przekonano, że elit kontrolować nie można

Polskie uczelnie obce dla obcokrajowców

Mało obcokrajowców na polskich uczelniach

Rz

Polska należy do tych krajów Unii Europejskiej, gdzie jest najmniej studentów z zagranicy. Na polskich uczelniach – według Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego – studiuje ok. 14 tys. obcokrajowców.

Polska pod względem liczby zagranicznych studentów wciąż prezentuje się bardzo słabo – oceniła minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka – „okazuje się bowiem, że na Węgrzech studentów zagranicznych jest procentowo siedem razy więcej, a w Czechach nawet dwanaście razy więcej”.

Polska ma jeden z najniższych w Europie wskaźników udziału studentów-cudzoziemców w ogólnej liczbie studentów. W 2006 r. wyniósł on 0,5 proc. Dla porównania w Luksemburgu – 42,2 proc., Szwajcarii – 19,2 proc., Wielkiej Brytanii – 17,9 proc., Austrii – 15,5 proc., Belgii – 12,1 proc., Niemczech 11,4 proc. i Francji 11,2 proc. Średnia krajów OECD – 9,6 proc.

Zdaniem Kudryckiej, na świecie szkolnictwo wyższe w coraz większym stopniu ma charakter globalny. „Uczelnie umiędzynarodawiają się, z roku na rok wzrasta mobilność studentów oraz pracowników akademickich” – mówiła.

Według statystyk OECD, w 1975 r. na świecie liczba osób studiujących poza krajem swojego pochodzenia sięgała ok. 0,6 mln osób, podczas gdy w 2008 r. liczba ta zwiększyła się pięciokrotnie i przekroczyła 3 mln osób.

– W Polsce tylko na niektórych kierunkach i uczelniach liczba studiujących obcokrajowców powoli, ale systematycznie rośnie. Szczególnie popularne wśród cudzoziemców są studia medyczne, których jakość jest oceniana bardzo wysoko. A niskie koszty studiów w Polsce powodują, że mamy coraz więcej studentów ze Stanów Zjednoczonych czy Kanady, a także z krajów europejskich, jak Norwegia czy Szwecja – powiedziała minister nauki.

W jej opinii o tym, że na studia do Polski nie przyjeżdżają obcokrajowcy, mogą decydować m.in. niskie notowania polskich uczelni w międzynarodowych rankingach…

Kudrycka podkreśliła, że na uczelniach w zachodniej Europie obowiązuje inny, jej zdaniem znacznie korzystniejszy, styl pracy dydaktycznej. „Masowość kształcenia na niektórych kierunkach w Polsce doprowadziła do utraty tradycyjnej więzi mistrz-uczeń, dzięki której poprzez częste kontakty z wykładowcami studenci pracują pod okiem tutorów w sposób zindywidualizowany, dobierając zajęcia do własnych zainteresowań, talentów i potrzeb” – mówiła.

Bezrobocie grozi absolwentom studiów humanistycznych i społecznych

Magistrowie ustawiają się w kolejkach po zasiłek

RYNEK PRACY. Bezrobocie grozi absolwentom studiów humanistycznych i społecznych

Dziennik Polski

Jak zauważa Daria Plona, w ostatnich latach firmy były bardziej otwarte na zatrudnianie absolwentów bez doświadczenia zawodowego. – Dla pracodawców to dobry okres, pozwalający na podwyższanie poprzeczki i stawianie kandydatom bardziej wygórowanych wymagań – podkreśla specjalistka.

Część przedsiębiorstw woli też przyjmować studentów na bezpłatne praktyki lub staże, niż zatrudniać kogoś na etat. Magistrowie zaczynają więc ustawiać się w kolejkach do urzędów pracy. W Grodzkim Urzędzie Pracy w Krakowie zarejestrowane były w czerwcu 354 osoby, które skończyły szkoły wyższe i mają nie więcej niż 27 lat. W podobnym okresie rok temu było takich osób 181, a w czerwcu 2007 r. – 176.

Podobnie wygląda sytuacja w Tarnowie. W ubiegłym miesiącu w Powiatowym Urzędzie Pracy zarejestrowanych było 227 absolwentów, a więc o 76 więcej niż rok wcześniej o tej samej porze i o 105 więcej niż w 2007 r. Bezrobotnych absolwentów przybyło też w Sądeckim Urzędzie Pracy w Nowym Sączu. Najczęściej rejestrują się tutaj m.in. ekonomiści, pedagodzy, socjologowie oraz absolwenci kierunku: prawo i administracja..

Mimo gorszych perspektyw kierunki humanistyczne nadal są jednak chętniej wybierane niż studia techniczne. Tylko na Uniwersytecie Jagiellońskim podczas tegorocznej rekrutacji na pierwszy rok np. kierunku: stosunki międzynarodowe startowało ponad 800 osób.

Kto ma szansę na pracę? – Przewagę będą mieli kandydaci znający więcej niż jeden język obcy. Angielski jest standardem, pracodawcy obecnie często oczekują dobrej znajomości jeszcze innego języka – mówi Daria Plona.

KONKURS „SZLAKAMI HISTORII”

Szlakami historii

KONKURS „SZLAKAMI HISTORII”

Niezalezna.pl, 22-07-2009

Twoja okolica kryje nieopisane do tej pory w podręcznikach ani przewodnikach turystycznych trasy i miejsca związane z historią Polski? A może chciałbyś, aby i inni poznali zasługi kogoś z Twojej rodziny lub znajomych, kto choćby w najmniejszym stopniu wpłynął na dzieje naszego kraju?

Jeśli tak, to zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie„Szlakami Historii”. Najlepszych nagrodzimy!

Do 31 sierpnia br. czekamy na ciekawe propozycje tras turystyczno-edukacyjnych znajdujących się na terenie całej Polski oraz związanych z jej historią.

Prace należy przesyłać pocztą elektroniczną szlakamihistorii@bbn.gov.pl lub na adres: Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, ul. Karowa 10, 00-909 Warszawa z dopiskiem: „Szlakami Historii”.

Oprócz szczegółowego opisu tras i miejsc wartych odwiedzenia, a także postaci z nimi związanymi, prosimy o dołączanie map, rysunków lub fotografii obrazujących prezentowany szlak. Relacje świadków wydarzeń będą dodatkowo premiowane. 

Konkurs „Szlakami Historii” jest doskonałą szansą i sposobem na wypromowanie swojej okolicy, a także przyczynia się do odkrywania, nieopisywanych dotychczas w podręcznikach i innych wydawnictwach – wydarzeń historycznych, miejsc i bohaterów naszego kraju.

Spośród nadesłanych prac, 14 września br. jury wybierze najlepsze, które zostaną nagrodzone i wyróżnione. Ponadto najciekawsze propozycje tras prezentować będziemy na stronach portalu Niezalezna.pl oraz Biura Bezpieczeństwa Narodowego – http://www.bbn.gov.pl.

Wspólna inicjatywa portalu Niezalezna.pl Biura Bezpieczeństwa Narodowego ma na celu propagowanie wiedzy historycznej i patriotycznej, a przede wszystkim zachęcanie do aktywnego poznawania mniej znanych zakątków Polski oraz wydarzeń związanych z jej przeszłością.

Jak nie robić przeglądu prasy w TVP

Jak nie robić przeglądu prasy w TVP

Rz

Panie redaktorze, my tego nie możemy pokazać – usłyszał w redakcji TVP Info publicysta „Faktu” Łukasz Warzecha.

Dziennikarz chciał rozpocząć piątkowy przegląd prasy od pierwszej strony swojego tytułu. Na jego okładce pojawiło się duże zdjęcie z młodości obecnego p. o. prezesa TVP Piotra Farfała, który unosi rękę w geście nazistowskiego pozdrowienia.

– Jak mam mówić o dzisiejszym wydaniu swojej gazety bez omawiania głównego materiału z okładki? – zapytał Warzecha prowadzącą program. – Jeśli pan to pokaże, to my wyjdziemy na idiotów, a jak pan nie pokaże, to pan wyjdzie na idiotę – usłyszał. Wszystko działo się kilkadziesiąt sekund przed wejściem na antenę. Po szybkich konsultacjach wydawca programu postanowił: przegląd prasy ma zrobić prowadząca.

– Proszę mnie więcej do tego programu nie zapraszać – zapowiedział Warzecha i wyszedł ze studia. Historię opisał później w blogu na portalu Salon24. pl.

– Osoba robiąca prasówkę w telewizji bierze na siebie całą odpowiedzialność. Ale teraz w

TVP dominuje strach przed wyrzuceniem z pracy. To paraliżuje działalność dziennikarzy – ocenia prof. Krystyna Doktorowicz, medioznawca z Uniwersytetu Śląskiego. – Moglibyśmy zapytać, co by zrobiła w podobnej sytuacji brytyjska BBC. Tylko że tam nigdy taka sytuacji nie mogłaby zaistnieć, bo szefem telewizji nie zostałby nikt z taką przeszłością jak prezes Farfał.

Czy warto i czy można wykorzystać doświadczenia amerykańskie?

Prof. Andrzej S. Nowak University of Nebraska
II KONGRES TOWARZYSTW NAUKOWYCH NA OBCZYŹNIE
Faktem jest, e obecna sytuacja na uczelniach w Polsce nie ułatwia „robienia” szybkiej kariery naukowej. Jest naturalne, e osoby ustabilizowane, ale mniej aktywne naukowo, intuicyjnie opózniaja „wzloty” młodszych naukowców. Wiekszosc nie robi tego swiadomie, ale jest to działanie samoobronne, zachowanie status quo. Obecny system z habilitacja pomaga i jest
czesto instrumentem wykorzystywanym w tym celu. Tymczasem system powianiem wyzwalac nowe inicjatywy, dopingowac do pracy naukowej. Dlatego reforma jest potrzebna.
W Polsce liczy sie sam dyplom inynierski, magisterski, doktorski i habilitacja. Obojetnie co sie za tym kryje, bez wzgledu na uczelnie. Sam dyplom jest niekwestionowana swietoscia. Dyplom daje gwarancje pracy na stanowisku, które wymaga kwalifikacji wyraonych własnie w formie odpowiedniego dyplomu. Ale czy tak musi byc? Wydaje sie, e mona wprowadzic
zrónicowanie „dyplomów”, tak eby nie liczył sie tylko papierek, ale take (a moe głównie) kwalifikacje indywidualne absolwenta, renoma uczelni i osiagniecia zespołu, z którego sie wywodzi. Przecie dyplom z czołowej uczelni krajowej, osoby pracujacej w czołowym zespole krajowym, nie jest równoznaczny z dyplomem z drugorzednej lub trzeciorzednej szkoły inynierskiej. Dotyczy to take delikatnej sprawy tzw studiów zaocznych. Niby ten sam dyplom,
ale wszyscy, którzy prowadza zajecia wiedza, e tylko na papierze. Ale mimo to dyplom wyglada tak samo i prawnie absolwent ma takie same kwalifikacje. Naley sie spodziewac silnego oporu ze strony słabszych uczelni i zespołów (samoobrona).
Habilitacja pełni role tego, co w USA jest otrzymanie „tenure”. Dopiero „tenure” otwiera droge do rozwiniecia skrzydeł i pełnej kariery naukowej na uczelni. Wymagania sa bardzo ostre, ale te zrónicowane w zalenosci od uczelni i specjalnosci. Przede wszystkim „tenure” dotyczy tylko osób, które realizuja kariere naukowa na uczelni. „Tenure” uzyskuje sie, lub nie, w ciagu 6 lat
od rozpoczecia pracy na stanowisku Assistant Professor. Jesli decyzja jest negatywna, osoba musi opuscic uczelnie, ewentualnie, jesli jest potrzeba, moe byc dalej zatrudniona kontraktowo na stanowisku wykładowcy (bez moliwosci zmiany na stanowisko profesorskie). Przesiew jest bardzo ostry, na wielu uczelniach tylko 50% Assistant Professors dostaje tenure. W Polsce młody i zdolny naukowiec, przy duej dozie szczescia, moe równie pokonac przeszkode (habilitacje) na drodze do profesury w ciagu 6 lat. Ale dla wielu adiunktów habilitacja wlecze sie w nieskonczonosc, przez co utrwala sie postawa bierna (zalenosc od profesora). A przecie celem jest obiektywna ocena, czy osoba nadaje sie na samodzielnego profesora. W ciagu 6 lat od doktoratu mona ju to ocenic. Sa na to rone sposoby, niektóre sprawdzone na uczelniach zagranicznych. Polska habilitacja jest tylko jedna z form takiego sprawdzenia,
która niekoniecznie jest optymalna dla wszystkich naukowców. Wleczenie sie latami jest szkodliwe dla adiunkta, nieproduktywne, ale jest to te marnowanie potencjału naukowego w skali krajowej. Naley oczekiwac, e kryteria oceny beda zaleec od specyfiki wydziału, a nawet specjalnosci. Dlatego zniesienie habilitacji powinno byc przeprowadzone równoczesnie z szersza reforma – tak, aby osoba po doktoracie odczuwała potrzebe wielkiego wysiłku,
potrzebna jest silna motywacja, eby osiagnac pozycje w swiecie akademickim. Potrzeba wypracowac sposób na obiektywna ocene dorobku naukowca, kandydata na stanowisko profesorskie (dorobek naukowy, dydaktyka i udział w pracach uczelni i organizacji technicznych i zawodowych). Z tym sa nieraz problemy, poniewa w małym (nieraz hermetycznie zamknietym)srodowisku trudno o obiektywna ocene. Mona wiec rozszerzyc grono oceniajace na osoby
z zagranicy (np. w ramach EU lub nawet właczajac USA).
Wynagrodzenie jest wanym bodzcem w nauce, ale to nie jest najwaniejsze. Jest zreszta sprzeenie miedzy finansami i wynikami, a obecnie pracujac nad dobrym tematem i majac dobre wyniki mona generowac poparcie finansowe. Moe reforma powinna isc w kierunku wiekszego zrónicowania pensji, w zalenosci od dorobku naukowego i aktywnosci w nauce.

Prof. Ziejka nigdy nie uciekał się do mówienia nieprawdy

Prof. Ziejka zaakceptował zmiany

Dziennik Polski

Czy odwołując 12 osób ze Społecznego Komitetu Ochrony Zabytków Krakowa prezydent Lech Kaczyński chciał dokonać politycznych czystek, jak napisała jedna z gazet?

– To wyjątkowo niemądre i fałszywe stwierdzenie. Chcę przypomnieć, że powoływanie i odwoływanie członków SKOZK-u, jego składu i przewodniczących, to wyłączna kompetencja prezydenta. W dodatku wcześniej i prezydent Lech Wałęsa, i prezydent Kwaśniewski, jeśli dobrze pamiętam, odwoływali cały skład tego ciała i powoływali zupełnie nowy. Nie przypominam sobie, by wtedy ktoś mówił, że dokonali czystek wśród inteligencji krakowskiej.

Powodem odwołania większości z owych 12 osób był fakt, iż od dłuższego czasu nie pojawiały się na spotkaniach komitetu?

– Owszem. Rekordzistą jest prof. Andrzej Zoll, który nie był na jego posiedzeniu od 14 lat, a tuż za nim – Stanisław Handzlik, którego nie było tam od 12 lat…..

Profesor Ziejka oświadczył, iż odwołanie tych osób nie było z nim konsultowane. Twierdzi, że był zaskoczony zmianami i zarzuca Panu kłamstwo. Dlaczego tak mówi?

– Nie umiem odpowiedzieć. Nie rozumiem tego i jestem zbulwersowany, bo prof. Ziejka mówi nieprawdę. Dla mnie były rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego zachował się niegodnie, stracił właściwość honorową, a w dodatku szkodzi komitetowi. Konsultacje w sprawie składu SKOZK-u odbywały się przecież po to, by – po pierwsze – uzupełnić i wzmocnić jego skład, o co zwracał się do prezydenta sam komitet, i po drugie – by zakończyć pewną atmosferę konfliktu politycznego, jaka panowała wokół oświadczeń lustracyjnych członków tego ciała. Jestem tym bardziej zdziwiony wypowiedziami prof. Ziejki, że omawialiśmy na tym spotkaniu każde nazwisko po kolei. I przewodniczący zgadzał się, że trzeba pozbyć się ludzi, którzy nie pracują w komitecie, bo potrzebne są osoby zaangażowane i energiczne….

Czy przewodniczący SKOZK-u powinien podać się do dymisji?

– Według mnie powinien odejść. Niepotrzebnie doprowadził do kryzysowej sytuacji, która nie zostanie łatwo zapomniana i będzie rodzić konflikty w łonie samego SKOZK-u. Mówię to, choć dziś jestem posłem do Parlamentu Europejskiego i właściwie nie jest to już moja sprawa, bo nie pracuję przecież w Kancelarii Prezydenta. Niemniej kiedy dwa dni temu wróciłem z Brukseli, byłem zaszokowany, gdy dowiedziałem się, co powiedział prof. Ziejka. Mówię to wszystko z bólem.

Rozmawiała Ewa Łosińska

Prof. Ziejka: – To kłamstwo

Prof. Franciszek Ziejka wydał wczoraj oświadczenie. „Słowa (prof. Legutki) w sprawie rzekomej mojej zgody na odwołanie 12 członków SKOZK od początku do końca są zwykłym kłamstwem, które na dobrą sprawę nie zasługuje nawet na komentarz” – napisał. „W ciągu wieloletniej mojej działalności publicznej, jako rektora UJ, a także Przewodniczącego Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, nigdy nie uciekałem się do mówienia nieprawdy. (…) Nie jestem politykiem, który musiałby ratować swoją skórę poprzez zrzucanie odpowiedzialności za swoje polityczne decyzje na innych” – napisał prof. Ziejka. (PAP)

Studenci nielegalni na nielegalnej uczelni

Studenci nielegalni na nielegalnej uczelni

GW

Większość fakultetów w bydgoskim, grudziądzkim i inowrocławskim oddziale Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi działa niezgodnie z prawem – ogłosiło Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

AHE to dawna Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna. Jej główna siedziba znajduje się w Łodzi. Prywatna uczelnia działa od 1993 r., w całej Polsce kształci ok. 36 tys. studentów. Na stronie internetowej Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w wykazie szkół niepublicznych przy łódzkiej placówce czytamy komunikat: „Ze względu na rażące naruszenie prawa polegające na prowadzeniu kształcenia poza siedzibą uczelni zostało wszczęte postępowanie w sprawie cofnięcia pozwolenia na utworzenie uczelni oraz nakaz jej likwidacji”.


Bartosz Loba, rzecznik ministerstwa: – AHE prowadzi działalność dydaktyczną poza siedzibą uczelni, w miejscach, które nazwała punktami informacyjno-rekrutacyjnymi. Łamie w ten sposób wymogi odnoszące się zarówno do bazy dydaktycznej, jak i kadry. Są one ustalane w trosce o studentów i jakość kształcenia. Jeśli Akademia nie zastosuje się do naszych zaleceń, może zostać zlikwidowana wraz ze wszystkimi oddziałami zamiejscowymi, których jest już ponad 60 w Polsce i 10 za granicą.

22 lipca jest symbolem komunistycznego zniewolenia Polski

Lewica znów świętuje 22 lipca

Rz

„Rodacy! Wybiła godzina wyzwolenia. Armia Polska obok Armii Czerwonej przekroczyła Bug. Żołnierz polski bije się na naszej ziemi ojczystej. Nad umęczoną Polską powiały znów biało-czerwone sztandary” – tymi słowami rozpoczynał się ogłoszony 22 lipca 1944 roku w Moskwie Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego.

Prof. Mirosław Piotrowski, kierownik Katedry Historii Najnowszej KUL i eurodeputowany PiS, nie ma wątpliwości. – 22 lipca jest symbolem komunistycznego zniewolenia Polski – mówi. Jego zdaniem świętowanie z tej okazji wynika z niewiedzy historycznej. – 20 lat temu nie oddzielono prawdy od fałszu. Skutki tego błędu widoczne są w postaci uroczystości, które są świadectwem przymykania oczu na tragiczne dokonania systemu komunistycznego – twierdzi. Według niego rozpamiętywanie 22 lipca byłoby bardziej stosowne na sesji naukowej….

Marionetkowi zarządcy pod kontrolą Stalina

22 lipca 1944 roku Radio Moskwa ogłosiło, że wojska radzieckie wyzwoliły Chełm, a w mieście utworzony został PKWN, nieuznawany przez demokratyczne państwa organ władzy wykonawczej w Polsce. W rzeczywistości powstał on dzień wcześniej w Moskwie na polecenie Józefa Stalina, a członkowie PKWN przybyli do Chełma 27 lipca.

Twórcy manifestu deklarowali przywrócenie w Polsce wszystkich swobód demokratycznych, które nie mogą jednak służyć wrogom demokracji, konfiskatę mienia znajdującego się w rękach niemieckiego okupanta, zdrajców narodu i obszarników. Obiecywali przeprowadzenie reformy rolnej, odbudowę szkolnictwa i bezpłatne nauczanie.

Od 1 sierpnia 1944 roku siedzibą PKWN był Lublin. Rok później uchwałą Sejmu 22 lipca ustanowiono świętem narodowym. Zniesiono je w 1990 roku.

—tom, pap

Pracę magisterską tanio napiszę

Pracę magisterską tanio napiszę

GW

W internecie kwitnie handel pracami dyplomowymi. Autorzy ogłoszeń są bezkarni, z problemem nie do końca radzą sobie uczelnie. Niektóre korzystają z systemu Plagiat, inne stawiają na kontakt student – promotor.

Kilka dni temu system Plagiat wykrył na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim aż sześć niesamodzielnie napisanych prac. Na Uniwersytecie Jagiellońskim w obecnym roku akademickim były dwa podobne przypadki. Tylko nieliczne krakowskie uczelnie korzystają z elektronicznych systemów zabezpieczeń przed oszukującymi studentami.


W sieci i na tablicy

Podstawowe źródło kontaktów piszących z „potrzebującymi pomocy” to internet. Ale nie tylko. – Ogłoszenia o tym, że ktoś komuś napisze pracę, pojawiają się nawet na tablicach informacyjnych uczelni. Nikogo to nie dziwi – mówi Agnieszka, studentka bankowości Uniwersytetu Ekonomicznego.

Monika jest świeżo upieczoną absolwentką Uniwersytetu Pedagogicznego, wcześniej studiowała na UJ. Prace licencjackie i magisterskie pisze od dwóch lat. – Najpierw pomagałam znajomym, później zaczęli się do mnie zgłaszać znajomi znajomych z prośbą o napisanie całej pracy za pieniądze – opowiada. Dziś pisze średnio jedną pracę miesięcznie za 1500 do 3000 zł zależnie od tego, czy to licencjat, czy magisterka, i od ilości czasu potrzebnego na zebranie materiałów. – Jeszcze się nie zdarzyło, żeby promotor odrzucił komuś pracę – twierdzi Monika. – Zwykle oddaję ją skończoną i radzę, żeby pokazywać prowadzącemu po kawałku. Drobne poprawki są już wliczone w cenę.

Krakowskie szkoły wyższe przyznają, że z problemem kupowanych lub kopiowanych prac dyplomowych trudno walczyć. Z systemu Plagiat, który wyłapuje w treści pracy fragmenty już wcześniej opublikowane w sieci lub prace oddane na innych uczelniach, korzystają tylko Uniwersytety Ekonomiczny i Rolniczy.