Budżet oświaty i nauki w komisji sejmowej

Oszczędzać na oświacie, chronić naukę

Rz

Sejmowa komisja edukacji, nauki i młodzieży opowiedziała się za obcięciem w budżecie państwa pieniędzy na oświatę i wychowanie oraz przeciw propozycjom zmniejszenia wydatków na naukę i szkolnictwo wyższe.

Komisja edukacji opiniowała rządowe propozycje cięć wydatków w ramach nowelizacji ustawy budżetowej na 2009 rok. Rekomendacje zostaną przekazane sejmowej komisji finansów publicznych.

Projekt nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej przewiduje zmniejszenie wydatków na oświatę i wychowanie o 571,9 mln zł do kwoty 35 mld 693 mln zł.

Posłowie komisji negatywnie zaopiniowali rządowe propozycje zmniejszenia wydatków w 2009 roku na naukę i szkolnictwo wyższe.

Wniosek o negatywną opinię zgłosił poseł PiS Artur Górski, mówiąc, że „nie można oszczędzać na nauce”.

W projekcie nowelizacji ustawy budżetowej przewidziano zmniejszenie wydatków na naukę o 605 mln zł. Ustawa budżetowa zakłada 4 mld 950 mln 845 tys. zł wydatków.

Z kolei na szkolnictwo wyższe w ustawie budżetowej zapisano 9 mld 451 mln 656 tys. zł wydatków, a w projekcie nowelizacji przewidziano zmniejszenie tej kwoty o 267 mln 407 tys. zł.

Resort proponuje, aby cięcia dotknęły m.in. dofinansowania działalności dydaktycznej uczelni publicznych, wydatków na inwestycje szkół wyższych, w tym budowy kampusu „600-lecia Odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego”, zmniejszenia funduszy dla studentów i doktorantów oraz wydatków na dopłaty do pożyczek i kredytów studenckich.

Habilitacja jest głównym hamulcowym

Profesor bez namaszczenia

GW

Ironia życia: wyjeżdżam do Szwecji, bo syn sekretarza PZPR dostaje etat na uczelni, a ja nie. Chcę wrócić 19 lat później, ale moje osiągnięcia się nie liczą, fory ma syn dziekana – mówi prof. Stanisław Karpiński, biotechnolog, naukowiec z najwyższym stypendium w Polsce (do 350 tys. zł rocznie na rękę).

Sławomir Zagórski: Po blisko 20 latach na Zachodzie wraca pan do kraju i rozkręca duży program badawczy. Trudny jest taki powrót?

Prof. Stanisław Karpiński: Piekielnie. Ale wyszedłem na prostą: po wielu miesiącach prób i starań zdobyłem pieniądze z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej na badania i miejsce pracy w Katedrze Genetyki, Hodowli i Biotechnologii Roślin warszawskiej SGGW.

Dlaczego szło to tak opornie?

– Bo w Polsce nie ma systemowych rozwiązań, żeby ludzie tacy ja, z poważnym dorobkiem, wracali do kraju i mogli być zatrudniani na równych prawach co tutejsi badacze.

W systemie zachodnim najwyższy stopień naukowy to doktorat, a w Polsce habilitacja, i to ona jest głównym hamulcowym. W Polsce zachodni profesor może być zatrudniony najwyżej jako adiunkt.

W Chinach, Indiach, Japonii rządy zabiegają o to, aby specjaliści wracali ze Stanów czy Europy i dają im miliony na badania. U nas raczej rzuca się kłody pod nogi. Zdolni, utytułowani przybysze to niepotrzebna konkurencja dla miejscowej naukowej konserwy i nomenklatury. Ale nie wszędzie, to się zaczyna zmieniać….

Ten system niełatwo zmienić przede wszystkim ze względu na opór samego środowiska.

– No właśnie. Ten stary układ pasuje zbyt wielu osobom. Dlatego muszą się znaleźć odważni ludzie w rządzie, w parlamencie. Wybrano ich, żeby prowadzili naród, a nie po to, żeby po wyborach pytali dziesięć razy narodu, czy mogą przeprowadzić jakieś zmiany. Tymczasem pani minister przez półtora roku konsultuje się ze środowiskiem, a konferencja rektorów mówi, że ma zostać habilitacja. 

A habilitacja to hamulcowy rozwoju! Przecież wiadomo, o co tu chodzi. O konserwę! Habilitacja to coś takiego jak przynależność do partii w komunistycznych czasach: „Ty jesteś mój, namaszczony przeze mnie”…..

Panie profesorze, powiedział pan parę gorzkich słów na temat polskiej nomenklatury naukowej. A jacy są nasi studenci?

– Studenci tutaj to skarb, to nasza przyszłość. Zainteresowani nauką, głodni wiedzy. Potrzebują dobrych nauczycieli, a nie przeładowanych programów.

Wszyscy od lat narzekają na ich poziom.

– Poziom studentów i studiów spada, bo uczelnie się nie reformują, nie wymieniają kadry. Nikt nie jest zainteresowany studiowaniem ogrodnictwa, ale wielu byłoby zainteresowanych biotechnologią. Mimo to rektor hamuje powstanie tego wydziału. Jasne jak słońce.

Po co kształcić biotechnologów, skoro nie ma dla nich pracy?

– Nie ma pracy, bo nie ma przemysłu biotechnologicznego. A bez biotechnologów go nie zbudujemy. To wszystko jest pionierska robota. Orka na ugorze. Ale to się zmieni. Gdybym w to nie wierzył, do Polski bym nie wracał.