Krakowskie uczelnie techniczne nie będą mogły rozszerzyć limitów przyjęć

Więcej pieniędzy dla studentów, ale nie z AGH i Politechniki

Dziennik Polski

Renomowane uczelnie techniczne, takie jak Akademia Górniczo-Hutnicza czy Politechnika Krakowska, mogą zapomnieć o większych limitach przyjęć na wybrane kierunki i wypłacie dodatkowych stypendiów motywacyjnych.

O środki unijne walczyło ponad 80 uczelni z całego kraju. Spośród zgłoszonych wniosków, 59 otrzymało ocenę pozytywną, 101 negatywną, trzy skierowano do ponownej oceny.

Konkurs „Kierunki zamawiane” zorganizowało Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jego celem była promocja kierunków technicznych i matematyczno-przyrodniczych, które są ważne dla gospodarki kraju.

W konkursie „Kierunki zamawiane” oceniane była m.in. jakość nauczania, jakość bazy dydaktycznej i kadry naukowej.

Dlaczego odpadły niektóre znane uczelnie? Jak tłumaczy Leszek Grabarczyk, dyrektor Departamentu Wdrożeń w ministerstwie, problemem jest formalna strona zgłaszanych projektów. – Eksperci oceniają to, co jest napisane we wniosku. Większe szanse mają ci, którzy zdobyli już doświadczenie w rozpisywaniu unijnych projektów – mówi Grabarczyk. – Jeśli coś zostanie przemilczane albo lakonicznie wyrażone, to nawet dobra uczelnia może na tym stracić.

Co robić po studiach ?

Resort poleca studia, po których nie ma pracy?

Rz

Co robić po biotechnologii? Ministerstwo kusi do studiowania tego kierunku. Absolwenci: proponują nam pracę tylko w akwizycji.

– Wystarczy obejrzeć ogłoszenia „szukam pracy” czy poczytać posty na forach internetowych, gdzie ogłaszają się bezrobotni biotechnolodzy, by się zorientować, że hasło, iż są potrzebni gospodarce, to kompletna bzdura – twierdzi Joanna z Pomorza, absolwentka biotechnologii.

Studia przygotowują biotechnologów do pracy w różnych gałęziach przemysłu, np. farmaceutycznym przy opracowywaniu nowych leków czy suplementów diety albo w przemyśle paliwowym przy produkcji biopaliw czy też kosmetycznym przy opracowywaniu efektywniej walczących ze zmarszczkami kremów. Mogą też pracować w rolnictwie nad poprawą wydajności hodowli roślin czy zwierząt

– Firm biotechnologicznych w Polsce jest jak na lekarstwo i nie zapowiada się, aby rynek ten miał się w naszym kraju zacząć rozwijać w zastraszającym tempie – twierdzi Joanna. – Dlaczego trwoni się publiczne pieniądze na kształcenie ludzi, których zawody są kompletnie nieprzydatne?

Dr inż. Stanisław Brzeziński, prodziekan Wydziału Biotechnologii i Nauk o Żywności Politechniki Łódzkiej: – Nie mamy fabryk enzymów, rozwiniętego przemysłu farmaceutycznego i medycznego. Jednak biotechnolodzy po naszej uczelni znajdują pracę w przemyśle spożywczym.

Wiceminister Prawelska-Skrzypek wspomina, że kiedy zdawała na studia, wielu jej kolegów wybierało studia informatyczne. – Żadna z tych osób nie pracuje w Polsce, bo po skończeniu studiów nie było dla nich ofert pracy w kraju. Dziś trudno w to uwierzyć, że kiedyś nie potrzebowano informatyków. Podobnie jest z biotechnologią. To bez wątpienia zawód przyszłości – przekonuje.

Według niej w najbliższych latach odczujemy duże zapotrzebowanie na biotechnologów, które jest dziś „w wielu krajach rozwiniętych”. Kiedy? Wiceminister nie jest w stanie dokładnie powiedzieć. – Ale ważne jest, byśmy kształcili biotechnologów, bo jeśli będziemy mieli dobrych specjalistów, to możemy też liczyć na przyciągnięcie inwestycji z dziedziny biotechnologii do Polski – podkreśla.