Gimnazjaliści to wtórni analfabeci

Egzamin potwierdził: Gimnazjaliści to wtórni analfabeci

Polska

Jeśli mieszka w dużym mieście – całkiem nieźle radzi sobie z angielskim. Ale jeśli uczy się w wiejskiej szkole, ma poważne językowe braki.

Centralna Komisja Egzaminacyjna ogłosiła wyniki ogólnopolskiego egzaminu na koniec gimnazjum. Od 2002 roku, gdy odbył się pierwszy taki państwowy egzamin, eksperci alarmują: 15-latki mają głowy pełne teoretycznej wiedzy, której nie potrafią stosować w praktyce.

Egzamin gimnazjalny składa się z dwóch części: humanistycznej i matematyczno-przyrodniczej. Z każdego testu do zdobycia jest 50 pkt. W tym roku gimnazjaliści zdawali jeszcze jeden, dodatkowy test z języka obcego.

– Ale zadbać najwyższa pora i o język ojczysty, wyniki z samodzielnego pisania to prawdziwa masakra! – mówi Ewa Aleksiej ze Stowarzyszenia Nauczycieli Polonistów. Wzywa do narodowej debaty o stanie polonistycznych umiejętności naszych nastolatków. W tym roku Aleksiej weryfikowała gimnazjalne testy humanistyczne ocenione przez innych egzaminatorów.

– Przeczytałam wnikliwie ponad sto prac, może pięć rozprawek było napisanych w miarę poprawnie, lekko. Reszta to ogólnikowe zdania, pełne banałów, nie boję się powiedzieć, że to wtórny analfabetyzm – mówi ostro.

Sprawa profesora bliżej Strasburga

Sprawa profesora bliżej Strasburga

Dziennik Polski

Profesor Andrzej Zybertowicz, znany socjolog i doradca prezydenta, przegrał wczoraj kolejny proces z red. Adamem Michnikiem. Poszło o słowa, iż ten ostatni jest „zaciekłym obrońcą agentów”. Orzeczenie wydaje się kontrowersyjne nie tylko części dziennikarzy. Takie oceny zwykle „bronią się” przed trybunałem w Strasburgu. I do niego – jak się dowiedzieliśmy – chce zwrócić się profesor.

Profesor Zybertowicz ma zapłacić tysiąc złotych na cel społeczny i zwrócić redaktorowi „Gazety Wyborczej” koszty procesu. Adam Michnik domagał się zresztą aż 20 tys. zł zadość uczynienia. Wyrok nie jest prawomocny. – Na pewno będzie apelacja – zapewnił nas przebywający w Brukseli naukowiec.

Pierwszym, już prawomocnie przegranym przez Zybertowicza procesem z naczelnym „Gazety”, zainteresowało się m.in. Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce, działające przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Podczas dyskusji o wyroku w tej sprawie część członków tego gremium uznała, iż słowa wygłoszone przez naukowca to kwestia ocenna, a nie wypowiedź o faktach i gdyby Zybertowicz zdecydował się na skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, ten być może uznałby, iż wyrok narusza swobodę wypowiedzi profesora.

Doktorat z antypolskiej propagandy

Doktorat z antypolskiej propagandy

Dziennik Polski

HISTORIA. Publikacja, w której Polskę obwiniono o rozpętanie II wojny światowej, wciąż znajduje się na stronie internetowej Ministerstwa Obrony – informuje w najnowszym wydaniu opozycyjna „Nowaja Gazieta”.

Reporter „Dziennika Polskiego” nie znalazł jednak już wczoraj po południu na stronie rosyjskiego MON tekstu „Wymysły i falsyfikacje dotyczące roli ZSRR na początku II wojny światowej”. Pułkownik Siergiej Kowaliow z Instytutu Historii Wojennej napisał w nim, że to Polska odpowiada za wybuch II wojny z powodu odrzucenia „uzasadnionych żądań Hitlera”. Przypomnijmy, iż po tej publikacji nasze MSZ zażądało wyjaśnień od rosyjskiego ambasadora w Polsce, a nawet rosyjska prasa nie kryła oburzenia bulwersującymi tezami. Dopiero wówczas materiał został zdjęty ze strony resortu obrony.

„Nowaja Gazieta” podkreśla, że artykuł widnieje także w wykazie publikacji, dołączonym do pracy doktorskiej pułkownika Kowaliowa, którą ten wkrótce będzie bronić.

Komentator gazety Wiktor Szenderowicz zwraca uwagę, że najnowsza wersja początku II wojny światowej jest zbieżna z wersją hitlerowskiego ministra spraw zagranicznych Joachima von Ribbentropa, przedstawioną w jego wspomnieniach właśnie przetłumaczonych na język rosyjski. – Ribbentropa – odnotujmy – powieszono w 1946 roku, zaś teraz za propagowanie jego idei w Niemczech wsadza się do więzienia. A w Rosji – pełna swoboda – pisze Szenderowicz.

(PAP, EŁ)

IPN otwiera kolejne drzwi

Nowa baza IPN ułatwi lustrację

Rz

Już w czerwcu IPN udostępni naukowcom i dziennikarzom komputerową kartotekę ze zgromadzonymi w archiwach SB danymi Polaków. Dzięki niej łatwiej będzie można zidentyfikować agentów, których teczki zniszczono

Dominik Zdort: IPN otwiera kolejne drzwi

http://blog.rp.pl/blog/2009/06/09/dominik-zdort-ipn-otwiera-kolejne-drzwi/

Rz

Szykuje się kolejna polityczna awantura. Instytut Pamięci Narodowej lada dzień umożliwi dziennikarzom i badaczom dostęp do komputerowej bazy danych zawierającej półtora miliona wpisów dotyczących osób, którymi zajmowała się bezpieka.

Zarówno ofiar UB i SB, jak i jej funkcjonariuszy oraz agentów. To będzie taka lista Wildsteina, tyle że kilkanaście razy większa i znacznie dokładniejsza, bo zawierająca bardziej szczegółowe dane.

Przeciwnicy ujawniania informacji zgromadzonych przez bezpiekę pewnie będą znów rozrywać szaty. Wszak teraz łatwiej będzie dojść do prawdy o tym, kto był bohaterem, a kto zdrajcą. A kto – w różnych okresach swojego życia – i jednym, i drugim.

Tych, którzy uważają archiwa IPN za tykającą bombę, którzy obawiają się, że prawda o przeszłości może być niebezpieczna, bo czasem unieważnia legendy i burzy pomniki, udostępnienie nowego katalogu Instytutu zmartwi. Ale wszystkich innych, którzy chcą znać historię, aby lepiej oceniać współczesność, zmiana w IPN powinna ucieszyć.