Zbyt nowocześni aby otrzymać pracę

Uczelnie wyprzedzają biznes, a specjaliści szukają pracy

Dziennik Polski

Od października uczelnie zwiększą liczbę miejsc na kierunkach, które resort nauki promuje jako ważne dla gospodarki. Tymczasem po biotechnologii czy ochronie środowiska wciąż brakuje ofert pracy.– Uczelnie reagują szybciej na potrzeby rynku niż sami pracodawcy. Otwierają przyszłościowe kierunki, ale nie ma to przełożenia na nowe miejsca pracy. Proces rozwijania niektórych branż przebiega zbyt wolno – mówi dr Marcin Zawicki z Katedry Gospodarki i Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Z badań, które na zlecenie firmy Ernst&Young przeprowadzili eksperci Uniwersytetu Ekonomicznego, wynika, że poziom zatrudnienia w sektorze nauki i wysokich technologii jest w Małopolsce za niski. – Współpraca uczelni z biznesem poszerza się, ale w regionie jest wciąż zbyt mało przedsiębiorstw korzystających z najnowszych osiągnięć naukowych – mówi dr Marcin Zawicki. – Powoduje to, że obecnie brakuje miejsc pracy nawet po nowoczesnych studiach.

Prawidłowa wersja historii

Prawidłowa wersja historii

Rz, Paweł Lisicki 05-06-2009

W lutym – podawała „Rz” – minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Siergiej Szojgu zaproponował wprowadzenie odpowiedzialności karnej za negowanie zwycięstwa ZSRR w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Jak to w Rosji bywa, na pomyśle ministra skończyć się nie mogło i zaraz potem grupa deputowanych Jednej Rosji wniosła do Dumy projekt poprawek do kodeksu karnego. Cel? Mają one przeciwdziałać pomniejszaniu roli Związku Radzieckiego w zwycięstwie nad faszystami oraz przewidują kary za „nazywanie przestępstwem działań koalicji antyhitlerowskiej”.

Hm, bardzo to ciekawy postulat. Z pewnością autorzy tego projektu przez „działania koalicji antyhitlerowskiej” rozumieją działania armii sowieckiej. Tym sposobem do więzienia powinna trafić większość historyków polskich, litewskich, węgierskich czy łotewskich, którzy bronią heretyckiej tezy, zgodnie z którą Sowieci popełniali na zajętych przez siebie terenach zbrodnie wojenne i byli siłą okupacyjną….

Ciekaw jestem tylko, ile czasu rosyjskim ekspertom zabierze dojście do tego wniosku. Gdy to się już stanie, mogliby, sądzę, połączyć siły z niektórymi znawcami niemieckimi. Okazałoby się wówczas, że wojna została wywołana przez Polaków; że sprawcami Holokaustu byli Europejczycy; że jedynym obrońcą praw człowieka stał się towarzysz Stalin; i że Armia Czerwona niosła Europie wolność i wyzwolenie. Oto jak mogłaby wyglądać prawidłowa wersja dziejów. Absurdalne? Zapewne. Ale nie takie rzeczy już, dzięki sprawnej propagandzie, zdobywały uznanie.

Ilu polskich obywateli zginęło podczas II wojny światowej

Mit sześciu milionów

Rz

Nikt nie wie, ilu polskich obywateli zginęło podczas II wojny światowej. Wiadome jest tylko jedno – na pewno nie 6 milionów.

6 028 000 – to oficjalna liczba polskich strat osobowych, którą można było znaleźć w każdej peerelowskiej encyklopedii i książce poświęconej II wojnie światowej. Z czasem liczba ta stała się jednym z fundamentów polityki historycznej komunistycznego państwa. Miała dowodzić, jak bardzo naród polski ucierpiał pod jarzmem „hitlerowskiego okupanta”. Nie zmieniło się to po 1989 roku.

Owe 6 milionów gładko przeszło do obiegu naukowego i dyskursu publicznego w niepodległej Polsce. Dzisiaj jest czymś oczywistym, liczbą machinalnie powtarzaną w dyskusjach, artykułach prasowych czy wystąpieniach polityków. Jedyna różnica sprowadza się do tego, że czasami liczbę tę opatruje się komentarzem, iż połowę spośród zabitych stanowili Żydzi. W PRL wolano o tym nie wspominać. W wolnej Polsce nikt nie zadał sobie jednak trudu podjęcia próby weryfikacji tej liczby. Niewiele osób dociekało nawet, skąd się właściwie wzięła. Odpowiedź dla wielu może się okazać szokująca.

Wszystko bowiem wskazuje na to, że wymyślił ją zaraz po wojnie… Jakub Berman. 17 grudnia 1946 roku szef Biura Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów Jerzy Osiecki przedstawił mu trudności statystyków i demografów dotyczące ustalenia liczby polskich obywateli zabitych podczas wojny. Berman, pełniący wówczas funkcję podsekretarza stanu w Prezydium Rady Ministrów, rozwiał te wątpliwości w dość bezceremonialny sposób. „Ustalić liczbę zabitych na 6 mln ludzi” – brzmiała dyrektywa komunistycznego dygnitarza.

Skąd wzięła się jednak końcówka 28 tysięcy? Sprawę wyjaśnił po latach znawca niemieckiej okupacji, profesor Czesław Madajczyk. W jednej z prywatnych rozmów miał powiedzieć, że dodano ją, aby liczba 6 milionów nie wyglądała podejrzanie i żeby dodać jej wiarygodności.

lu obywateli II Rzeczypospolitej zginęło więc podczas II wojny światowej? – Tego nikt nie wie. Liczba ta może spaść do 4,5 miliona, ale równie dobrze może podskoczyć do 7 – 8 milionów. Do pierwszej wersji przychylają się historycy, którzy starają się policzyć wszystkich zabitych, do drugiej demografowie, którzy do swoich szacunków stosują metody demografii i statystyki. Sam jestem bardzo ciekaw, co z tego wyjdzie – mówi historyk dr Andrzej Krzysztof Kunert. We wrześniu tego roku – z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej – IPN i Ośrodek „Karta” zamierzają wydać opracowanie, w którym najlepsi polscy specjaliści spróbują oszacować straty wojenne naszego kraju.