Koniec z fikcyjnymi etatami na uczelniach

Koniec z fikcyjnymi etatami na uczelniach

Dziennik Polski

EDUKACJA. Ministerstwo sprawdza, czy nauczyciele akademiccy – pracując na kilku etatach – nie zaniedbują obowiązków.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego gromadzi oświadczenia uczelni na temat wieloetatowości naukowców. – Wpłynęło dopiero około stu odpowiedzi, głównie z mniejszych szkół – mówi Bartosz Loba, rzecznik resortu. – Informacje te pokażą skalę zjawiska, a są nam potrzebne w związku z planowanymi zmianami w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym.

Bartłomiej Banaszak, przewodniczący Parlamentu Studentów. – Docierają do nas sygnały od studentów z różnych uczelni. Wykładowcy nieraz opuszczają zajęcia, zaniedbują pracę naukową – wylicza. – Znane nazwiska często tylko firmują prywatne szkoły, które dzięki temu mogą przyciągnąć więcej studentów. Później okazuje się, że profesorowie na wykładach pojawiają się dwa razy w semestrze, a zajęcia prowadzą ich asystenci.

UJ aktualizuje dane na temat wieloetatowości. Trzy lata temu np. Wydział Studiów Międzynarodowych i Politycznych nie był jedynym źródłem utrzymania dla 36,5 proc. naukowców. Na więcej niż jednym etacie pracuje obecnie około 10 proc. wykładowców Uniwersytetu Pedagogicznego. Dwa etaty ma również około 11 proc. naukowców z Uniwersytetu Rolniczego. Spośród 717 pracowników naukowych i dydaktycznych Uniwersytetu Ekonomicznego 36 proc. pracuje na więcej niż jednym etacie. Na 2067 nauczycieli akademickich zatrudnionych przez Akademię Górniczo-Hutniczą drugą pracę podejmuje 318.

Co planowane przez ministerstwo zmiany oznaczają dla prywatnych uczelni? – Oznaczają postawienie w stan likwidacji wielu prywatnych szkół – twierdzi prof. Jerzy Malec, rektor Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. – W najgorszej sytuacji znajdą się placówki, które kształcą tylko na poziomie licencjatu. Tam większość kadry stanowią naukowcy z uczelni publicznych, zatrudnieni na drugim etacie.

Afera na Oksfordzie z seksem w tle

OxfordCrest

Afera na Oksfordzie z seksem w tle

Rz

Pierwsza kobieta profesor poezji na Oksfordzie podała się do dymisji. To efekt „kampanii oszczerstw”, jaką zorganizowała wobec rywala do stanowiska.

Nominacja poetki Ruth Padel wywołała euforię brytyjskich feministek. Była to bowiem pierwsza kobieta w historii uczelni, która otrzymała prestiżową katedrę poezji na Oksfordzie. Nie minęło jednak dziewięć dni, a profesor musiała w niesławie ustąpić ze stanowiska. Okazało się bowiem, że zdobyła je, stosując ciosy poniżej pasa.

W dniach poprzedzających wybór 200 pracowników Oksfordu dostało ręcznie pisane anonimy. Główny konkurent Padel – zdobywca Nagrody Nobla w 1992 r. Derek Walcott pochodzący z małego karaibskiego państwa Saint Lucia – został w nich oskarżony o molestowanie seksualne studentów na Harvardzie w 1982 roku.

Oburzony Walcott powiedział wówczas, że padł ofiarą „wypływającego z niskich pobudek i poniżającego zamachu na jego reputację” i wycofał swoją kandydaturę. Choć w tej sytuacji Padel dostała pracę, szybko podejrzenie padło właśnie na nią. Okazało się, że w tym samym czasie wysłała podobne e-maile do kilku brytyjskich dziennikarzy.

Podobna afera nie wydarzyła się w Wielkiej Brytanii nigdy. Żaden profesor tak szybko nie podał się do dymisji. Swoją decyzją Padel oszczędziła sobie jednak jeszcze bardziej upokarzającego losu – jej koledzy szykowali się już do wszczęcia procedury jej dyscyplinarnego zwolnienia.

Sama Padel nie widzi w swoim działaniu niczego złego. Zaprzecza, jakoby to ona pisała anonimy. Jeżeli zaś chodzi o e-maile przesłane prasie, twierdzi, że kierowała się troską o dobro studentów, którzy mieliby trafić na zajęcia Walcotta.

– W wyniku obaw i niepokoju studentów, jak teraz wiem naiwnie i niemądrze, przesłałam dwóm dziennikarzom, którzy – jak myślałam – będą opisywać proces elekcji w sposób odpowiedzialny, informacje, które i tak były w Internecie. Działałam w dobrej wierze, ale widzę, że ludzie zinterpretowali moje działania inaczej – powiedziała cytowana przez „Timesa” profesor. I wyraziła nadzieję, że następny profesor poezji na Oksfordzie też będzie kobietą.

Wspólna walka o wolność mediów

Wspólna walka o wolność mediów

Rz

Przełomowy dokument: Dziennikarze rozpoczęli bój o zagwarantowanie przestrzegania wolności prasy w całej Unii Europejskiej. Ci z państw nienależących do Wspólnoty liczą, że również u nich zapisy wspólnej deklaracji będą obowiązywać.

48 przedstawicieli mediów z 19 krajów uchwaliło w poniedziałek w Hamburgu Europejską kartę na rzecz wolności prasy. – To niesłychanie ważna inicjatywa, która pomoże zachować wolność prasy w Europie – mówi „Rz” szef reporterów niemieckiego tygodnika „Stern” Hans-Ulrich Jörges, inicjator podpisania karty.

– Chcemy, by karta stała się dokumentem, który będzie respektowany w całej UE – mówi Jörges. W tym celu spotka się zaraz po wyborach do Parlamentu Europejskiego z unijną komisarz ds. mediów Viviane Reding, której przekaże kartę.

– Jeśli jakiś kraj będzie chciał wstąpić w przyszłości do Unii, powinien zagwarantować, że będzie przestrzegał zawartych w karcie zasad – dodaje Jörges, który na pomysł sporządzenia jej wpadł po tym, jak bułgarscy i rumuńscy dziennikarze opowiedzieli mu o naciskach ze strony państwa, które utrudniają im pracę. W ubiegłym roku głośno było też o zmianach w słowackim prawie prasowym, które zdaniem tamtejszych mediów prowadzą do ograniczenia wolności słowa.

To bardzo cenna inicjatywa – mówi „Rz” medioznawca prof. Jacek Dąbała z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. – Otwiera przestrzeń do działań dziennikarskich na rzecz obrony ich wolności i niezależności.

Dodaje jednak, że dziennikarze, walcząc o swoje prawa, muszą się też poczuwać do odpowiedzialności za to, co piszą.

Zdaniem prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krystyny Mokrosińskiej największe zagrożenia dla wolności prasy to cenzura i autocenzura. Bardzo niepokoi ją też ostatni wyrok polskiego Sądu Najwyższego, który umożliwia karanie dziennikarzy za ujawnienie tajemnicy państwowej. – To próba zamknięcia ust mediom – mówi „Rz”.

Europejska Karta Na Rzecz Wolności Prasy

Rzeczpospolita: 26-05-2009 

Europejska Karta Na Rzecz Wolności Prasy

ART. 1

Wolność prasy jest niezbędna w demokratycznym społeczeństwie. Wszystkie rządy powinny szanować i chronić różnorodność dziennikarskich mediów oraz szanować ich społeczną, polityczną i kulturową misję.

ART. 2

Cenzura musi być zakazana. Musi istnieć gwarancja, że niezależne dziennikarstwo we wszystkich mediach jest wolne i nie podlega represji, prześladowaniom lub politycznej regulacji ze strony państwa. Prasa i media internetowe nie powinny być licencjonowane przez państwo.

ART. 3

Prawo dziennikarzy do zbierania i rozpowszechniania informacji i opinii nie powinno podlegać ograniczeniom, represjom ani karom.

ART. 4

Ochrona dziennikarskich źródeł musi obowiązywać. Przeszukania redakcji oraz innych miejsc pracy dziennikarskiej podobnie jak wychwytywanie, podsłuchiwanie i nadzór dziennikarskiej komunikacji w celu identyfikacji źródeł informacji lub łamania zasady tajemnicy redakcyjnej są niedopuszczalne.

ART. 5

Wszystkie państwa muszą zapewnić mediom w zakresie wykonywania ich obowiązków pełną ochronę prawną, urzędową oraz ochronę niezależnego systemu sprawiedliwości. Szczególnie w odniesieniu do presji wywieranych na dziennikarzy i ataków na ich życie i ich współpracowników. Groźby ograniczenia tych praw oraz ich naruszanie powinny podlegać starannemu śledztwu i być karane przez wymiar sprawiedliwości.

ART. 6

Państwo oraz państwowe organizacje nie powinny zagrażać ekonomicznym podstawom egzystencji niezależnych mediów. Grożenie ekonomicznymi sankcjami jest również nie do przyjęcia. Prywatne firmy powinny szanować dziennikarską wolność mediów. Nie powinny wywierać presji na przekaz mediów oraz nie powinny próbować zacierać granicy między materiałami dziennikarskimi a reklamą.

ART. 7

Państwowe oraz kontrolowane przez państwo instytucje nie powinny utrudniać mediom dostępu do informacji. Są zobowiązane do ułatwienia im tego dostępu oraz do wspierania mediów w ich informacyjnej misji.

ART. 8

Dziennikarze i media mają prawo do nieograniczonego dostępu do wszystkich źródeł informacyjnych, także tych zagranicznych. Zagraniczni dziennikarze powinni natychmiast otrzymywać wizy, akredytacje oraz inne dokumenty niezbędne do ich pracy.

ART. 9

Odbiorcy w każdym państwie powinni mieć gwarantowany dostęp do wszystkich krajowych i zagranicznych mediów oraz źródeł informacji.

ART. 10

Państwo nie powinno ograniczać dostępu do zawodu dziennikarza.

tłumaczenie Aleksandra Rybińska

Zbieramy podpisy pod postulatami dziennikarzy

 

Europejska Karta Na Rzecz Wolności Prasy w wersji angielskiej, niemieckiej i francuskiej

Media kontra blogosfera?

UJAWNIJCIE SWOJE ŹRÓDŁA JAK UJAWNILIŚCIE KATARYNĘ

Pawlak: „Dziennik” polegnie po ataku na Katarynę

tvn.24

„Gazeta aspirująca do poważnej i opiniotwórczej pewnie polegnie na desperackim ataku na blogerkę” – pisze wicepremier Waldemar Pawlak na własnym – nomen omen – blogu w onet.pl. Polityk bezkompromisowo ocenia postępowanie „Dziennika” wobec Kataryny – i dopomina się, by gazeta ujawniła też „anonimowych informatorów”.

Przy okazji wpisu o Katarynie uskarża się na – jak to określa – „cichych decydentów w internecie”. Jego zdaniem „prawdziwa władza to moderator”. Zdaniem autora bloga to właśnie moderatorzy są dopowiedzialni za to, że na ogół pozytywne komentarze pod artykułami i wpisami na blogu nie są przepuszczane, zaś „obelgi płyną bez przeszkód”

Zdaniem Waldemara Pawlaka „atak Dziennika na Katarynę” jest wyzwaniem rzuconym przez tradycyjne media „całej prawie blogosferze”.

„Temperatura ataku pokazuje, że tradycyjni dziennikarze tracą nerwy kiedy znajdą się po drugiej stronie” – pisze blogujący polityk. Jak dodaje, osobiście kibicuje Katarynie, choć nie podziela jej poglądów.

Czym różni się anonimowość blogerki od anonimowych źródeł w tekstach dziennikarzy z Dziennika czy Faktu? – pyta wicepremier i opisuje jak to z wtorkowego artykułu „Dz” dowiedział się, że właśnie się obraził na premiera. Informacja gazety opierała się zaś na wypowiedzi „anonimowego polityka PO”.

„Życzę redakcji ujawnienia niewiarygodnych anonimowych informatorów. Chętnie ich poznamy. […] Śmiało ujawnijcie inspiratora „z najbliższego otoczenia premiera” tak jak ujawniliście Katarynę – wzywa Waldemar Pawlak.

CZYTAJ cały wpis na blogu Waldemara Pawlaka


Działania operacyjne i dezintegracyjne wobec Gazety Polskiej

Niezależna pl logo

JESTEŚMY, BĘDZIEMY, GŁOSUJEMY

Tomasz Sakiewicz „Gazeta Polska”, 26-05-2009 

„Gazeta Polska” będzie się ukazywać. Wbrew doniesieniom „Gazety Wyborczej” nie tylko nie bankrutujemy, ale zaczynamy przynosić coraz większe zyski. Przybywa czytelników, szczególnie na portalu Niezależna.pl współpracującym z „GP”. W ostatnich dniach odnotowywaliśmy do 20 tys. indywidualnych wejść dziennie (około pół miliona miesięcznie).

Gonimy czołówkę pism związanych z bogatymi koncernami. Oczywiście mamy wiele problemów, np. bardzo mało reklam czy brak hojnych sponsorów. Musimy mieć środki na skromne wynagrodzenia dla przychodzących do naszego zespołu znanych dziennikarzy. Ostatnio po latach pracy w TVP wróciła do redakcji Anita Gargas. Przychodzą też inni dziennikarze znani z radia, telewizji, a nawet konkurencyjnych pism. Przychodzą, bo „Gazeta Polska” stała się oazą wolności dla środowisk patriotycznych.

Sukcesy „Gazety Polskiej” i nasza bezkompromisowość spowodowały największy w historii atak na redakcję. Były prezes nie tylko zablokował konta spółki, uniemożliwiając zapłacenie za druk czy rachunków za prąd i telefon, ale dwa dni przed walnym zgromadzeniem, które zdecydowało o jego usunięciu, zgłosił do sądu wniosek o upadłość. Prezes nie poinformował o tym udziałowców. Przekazał tę informację portalowi „Gazety Wyborczej”. Wedle naszej wiedzy wniosek nie ma szans na rozpatrzenie.
Próbie wykończenia spółki towarzyszyła kanonada oskarżeń pod moim adresem, mojej zastępczyni Katarzyny Hejke i innych członków zespołu. Codziennie media przynosiły wyssane z palca, często poza granicami absurdu informacje szkalujące redakcję i przedstawiające kompletnie nieprawdziwy stan finansów spółki wydającej „GP”.

Rzeczpospolita Pozorów i Pozerów

Niech się święci 4 czerwca

Rz, Zdzisław Krasnodębski 26-05-2009

Kłopoty z organizacją narodowego święta pokazały, że trudno jest się cieszyć na siłę. Można tylko poudawać. Z tym powinniśmy sobie jednak poradzić, bo na udawaniu znamy się najbardziej – pisze filozof społeczny.

Rzeczpospolita Pozorów i Pozerów 

Bilans dwudziestolecia w Polsce jest o wiele mniej jednoznaczny niż bilans niemiecki. Przestaliśmy być kolonią sowieckiego imperium, ale bieda i brak równości – równości wobec prawa i równości szans – pozostały. Nie daj Boże być w Polsce starym, chorym, niedołężnym i biednym.

Państwo polskie nie spełnia wielu podstawowych funkcji i już nawet się do tego przyzwyczailiśmy. Jesteśmy niemal całkowicie uzależnieni od kapitału zagranicznego. Nasi ekonomiczni stratedzy twierdzą, że na tym polega nasza wolność i rozwój gospodarczy.

Po krótkim okresie, w którym wydawało się, że możliwa będzie gruntowna reforma państwa, nie tyle wróciła III RP, ile nastała RPiP – Rzeczpospolita Pozorów i Pozerów. Mamy pozorny budżet, pozorny brak kryzysu, pozorne sukcesy w polityce międzynarodowej itd. I bardzo dobry wizerunek. Słowianie lubią, jak wiadomo, sielanki, więc i tę chętnie zaakceptowali.

Trudności z organizacją narodowego święta pokazały jednak, że trudno jest, niestety, cieszyć się na siłę. Można tylko trochę poudawać. Z tym powinniśmy jednak sobie poradzić, bo na udawaniu znamy się najbardziej.

Duch Bolesława Bieruta nadal unosi się nad Uniwersytetem Wrocławskim.

Boleslaw Bierut

Nie przesunięcie, ale rozwalenie konferencji 

 Blog ks. Tadeusza Iaskowicza-Zaleskiego 2009-05-26

Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego Marek Bojarski, twierdzi, że nie odwołał, ale tylko „przesunął” konferencję na okres powakacyjny, czyli w tzw. „ruski kalendarz”, w pełnym tego słowa znaczeniu. W tej sprawie dzwonią do mnie niektórzy zaproszeni prelegenci, których łącznie jest 12-stu. Twierdzą oni słusznie, że aby na nowo dopasowac terminy potrzeba wielu miesięcy. Poza tym nie wszyscy chcą się zgodzić na to, aby konferencję interdyscyplinarną przekształcić w internacjonalną, na dodatek z udziałem piewców UPA, SS Galizien i Stepana Bandery, którzy będą obrażać pamięć pomordowanych Polaków, Żydów i Ormian.

Trzeba dodać, że konferencja była przygotowywana od pażdziernika 2008 r., a jej program był znany Rektorowi od samego początku. Nie zgłaszał wtedy żadnego sprzeciwu. Dlaczego więc tak gwałtownie i tak radylanie zmienił zdanie? Powinien to uczciwie wyjasnić, najlepiej na pismie, tak prelegentom, jak i tym którzy chcieli wysłuchać zapowiedzianych wykładów.

Najgorsze jest jednak to, że ani rektor, ani jego dziekan nie pofatygowali się poinformowac o tym samych zainteresowanych. Ja też  do dnia dzisiejszego nic nie wiem, choć rzecznik prasowy uczelni dr Jacek Przygodzki pisze i wydzwania do różnych osób, naciskając je, aby mnie do przekonały do zmiany terminu. Ze mną, ani z innymi prelegentami jednak nie rozmawia, tak jak by nasze zdanie nie miało żadnej wartości. Nawiasem mówić, rzecznik prasowy w rozsyłanych e-mailach nie potrafi nawet poprawnie napisać mojego nazwiska.

No cóż, duch Bolesława Bieruta nadal unosi się nad Uniwersytetem Wrocławskim

Paranoja ’68

Bettina Röhl o Paranoi ’68

fronda.pl

2 czerwca 1967 roku zachodnioniemiecki policjant Karl Heinz Kurras zastrzelił studenta Benno Ohnesorga, który brał w Berlinie udział w demonstracji przeciwko wizycie szacha Iranu. Sąd uniewinnił Kurrasa, uznając, że strzelał w obronie własnej. Dla lewicowej młodzieży był to koronny dowód na to, że RFN jest kontynuacją Niemiec hitlerowskich, a Kurrasa oskarżano, że jest kryptonazistą. Jego ofiara została uznana za pierwszego męczennika ruchu studenckiego całego pokolenia ’68.

Okazało się jednak, że Karl Heinz Kurras był od 1955 roku agentem Stasi o pseudonimie Otto Bohl. W 1962 roku, czyli rok po zbudowaniu muru berlińskiego, złożył nawet wniosek o przyjęcie go do SED, partii komunistycznej w NRD. Otrzymał legitymację partyjną, a ze swymi mocodawcami ze Stasi kontaktował się za pomocą przydzielonej mu radiostacji. Za swoje donosy regularnie otrzymywał wynagrodzenie….

Zachodnioberlińska policja, jak wiele innych zachodnich instytucji, była silnie infiltrowana przez agentów Stasi. Karl-Heinz Kurras nie był przypadkiem odosobnionym. Jego historia jest doskonałą ilustracją systemu. Kurras jako młody mężczyzna spędził po wojnie kilka lat w sowieckiej niewoli a następnie najwyraźniej został jednym z tzw. przerobionych….

Uczestnicy ruchu ‘68 są dziś, na co wskazuje aktualna debata publiczna, u władzy w mediach, w instytucjach kulturalnych, wiodą prym w naukach humanistycznych, w wymiarze sprawiedliwości oraz w placówkach naukowych.

Uniwersytet Jagielloński daje, nie zabiera

IMG_4481

Uniwersytet Jagielloński daje, nie zabiera

Rz

Teza, że budowa nowego III Kampusu UJ ma się odbywać kosztem innych polskich uczelni, jest nieprawdziwa – rektor UJ polemizuje z Edmundem Wittbrodtem