Pomysł na europejski think tank

Kandydata PiS pomysł na europejski think tank

Rz

Prof. Ryszard Legutko ogłosił, że we Wrocławiu powstanie Instytut Myśli Europejskiej.

– Zadziwiające, że wszystkie tego typu placówki w Polsce zajmują się promowaniem UE w najbardziej prounijnym kraju – mówił na konferencji prasowej kandydat nr 1 na dolnośląsko-opolskiej liście PiS. – Zamierzam odwrócić ten trend. Instytut będzie promował Polskę w Unii. IME ma wypracować polską doktrynę integracji europejskiej. – Nie wystarczą hasła: integracja, wspólna polityka energetyczna, pakiet klimatyczny – uważa prof. Legutko. – Trzeba powiedzieć, jakie to konkretne szanse i zagrożenia dla Polski, i poprzeć to analizami oraz raportami. Instytut ma też monitorować proces przyznawania środków unijnych.

Selekcja młodzieży pod kątem udziału w uroczystościach na Wawelu w dniu 4 czerwca br.

Selekcjonowanie młodzieży na Wawel   2009-05-27 Blog ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego 

Jeden z nauczycieli alarmuje w swoim e-mailu, że w Krakowie rozpoczyna się selekcja młodzieży pod kątem udziału w uroczystościach na Wawelu w dniu 4 czerwca br. Jest to selekcja stricte polityczna. Co więcej jest w to zaangażowane ABW, które sprawdza nawet rodzinę danego kandydata. Poza tym, niektórzy młodzi mają być „przywiezieni w teczce” spoza Małopolski.

Należałoby więc zapytać, jaka młodzież i według jakich kryterów będzie uczestniczyć w tych uroczystościach? Czyje to będą dzieci? Może organizatorzy będa mieli odwagę odpowiedzieć na to pytania.  

W historii były już sprawdzone metody. W Trzeciej Rzeszy w tego typu imprezach uczestniczyła młodzież z Hitlerjugend. Z kolei w PRL młodzi aktywiści ZMP czy ZMS, a także dzieci wybranych partyjnych dygnitarzy. Tak było też w 1988 r., gdy na Wawelu pojawił się Gorbaczow ze swoją krasawicą Raisą, o której w czasie koncertu na dziedzińcu Zamku Królewskiego tak pięknie śpiewał Andrzej Rosiewicz.

W 1988 r. młodzi uczestnicy bili brawo jak na komendę. Ach, co to były za piękne czasy! Moze za kilka ten wyreżyserowany spektakl znów sie powtórzy.

 

Koniec z fikcyjnymi etatami na uczelniach

Koniec z fikcyjnymi etatami na uczelniach

Dziennik Polski

EDUKACJA. Ministerstwo sprawdza, czy nauczyciele akademiccy – pracując na kilku etatach – nie zaniedbują obowiązków.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego gromadzi oświadczenia uczelni na temat wieloetatowości naukowców. – Wpłynęło dopiero około stu odpowiedzi, głównie z mniejszych szkół – mówi Bartosz Loba, rzecznik resortu. – Informacje te pokażą skalę zjawiska, a są nam potrzebne w związku z planowanymi zmianami w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym.

Bartłomiej Banaszak, przewodniczący Parlamentu Studentów. – Docierają do nas sygnały od studentów z różnych uczelni. Wykładowcy nieraz opuszczają zajęcia, zaniedbują pracę naukową – wylicza. – Znane nazwiska często tylko firmują prywatne szkoły, które dzięki temu mogą przyciągnąć więcej studentów. Później okazuje się, że profesorowie na wykładach pojawiają się dwa razy w semestrze, a zajęcia prowadzą ich asystenci.

UJ aktualizuje dane na temat wieloetatowości. Trzy lata temu np. Wydział Studiów Międzynarodowych i Politycznych nie był jedynym źródłem utrzymania dla 36,5 proc. naukowców. Na więcej niż jednym etacie pracuje obecnie około 10 proc. wykładowców Uniwersytetu Pedagogicznego. Dwa etaty ma również około 11 proc. naukowców z Uniwersytetu Rolniczego. Spośród 717 pracowników naukowych i dydaktycznych Uniwersytetu Ekonomicznego 36 proc. pracuje na więcej niż jednym etacie. Na 2067 nauczycieli akademickich zatrudnionych przez Akademię Górniczo-Hutniczą drugą pracę podejmuje 318.

Co planowane przez ministerstwo zmiany oznaczają dla prywatnych uczelni? – Oznaczają postawienie w stan likwidacji wielu prywatnych szkół – twierdzi prof. Jerzy Malec, rektor Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. – W najgorszej sytuacji znajdą się placówki, które kształcą tylko na poziomie licencjatu. Tam większość kadry stanowią naukowcy z uczelni publicznych, zatrudnieni na drugim etacie.

Afera na Oksfordzie z seksem w tle

OxfordCrest

Afera na Oksfordzie z seksem w tle

Rz

Pierwsza kobieta profesor poezji na Oksfordzie podała się do dymisji. To efekt „kampanii oszczerstw”, jaką zorganizowała wobec rywala do stanowiska.

Nominacja poetki Ruth Padel wywołała euforię brytyjskich feministek. Była to bowiem pierwsza kobieta w historii uczelni, która otrzymała prestiżową katedrę poezji na Oksfordzie. Nie minęło jednak dziewięć dni, a profesor musiała w niesławie ustąpić ze stanowiska. Okazało się bowiem, że zdobyła je, stosując ciosy poniżej pasa.

W dniach poprzedzających wybór 200 pracowników Oksfordu dostało ręcznie pisane anonimy. Główny konkurent Padel – zdobywca Nagrody Nobla w 1992 r. Derek Walcott pochodzący z małego karaibskiego państwa Saint Lucia – został w nich oskarżony o molestowanie seksualne studentów na Harvardzie w 1982 roku.

Oburzony Walcott powiedział wówczas, że padł ofiarą „wypływającego z niskich pobudek i poniżającego zamachu na jego reputację” i wycofał swoją kandydaturę. Choć w tej sytuacji Padel dostała pracę, szybko podejrzenie padło właśnie na nią. Okazało się, że w tym samym czasie wysłała podobne e-maile do kilku brytyjskich dziennikarzy.

Podobna afera nie wydarzyła się w Wielkiej Brytanii nigdy. Żaden profesor tak szybko nie podał się do dymisji. Swoją decyzją Padel oszczędziła sobie jednak jeszcze bardziej upokarzającego losu – jej koledzy szykowali się już do wszczęcia procedury jej dyscyplinarnego zwolnienia.

Sama Padel nie widzi w swoim działaniu niczego złego. Zaprzecza, jakoby to ona pisała anonimy. Jeżeli zaś chodzi o e-maile przesłane prasie, twierdzi, że kierowała się troską o dobro studentów, którzy mieliby trafić na zajęcia Walcotta.

– W wyniku obaw i niepokoju studentów, jak teraz wiem naiwnie i niemądrze, przesłałam dwóm dziennikarzom, którzy – jak myślałam – będą opisywać proces elekcji w sposób odpowiedzialny, informacje, które i tak były w Internecie. Działałam w dobrej wierze, ale widzę, że ludzie zinterpretowali moje działania inaczej – powiedziała cytowana przez „Timesa” profesor. I wyraziła nadzieję, że następny profesor poezji na Oksfordzie też będzie kobietą.

Wspólna walka o wolność mediów

Wspólna walka o wolność mediów

Rz

Przełomowy dokument: Dziennikarze rozpoczęli bój o zagwarantowanie przestrzegania wolności prasy w całej Unii Europejskiej. Ci z państw nienależących do Wspólnoty liczą, że również u nich zapisy wspólnej deklaracji będą obowiązywać.

48 przedstawicieli mediów z 19 krajów uchwaliło w poniedziałek w Hamburgu Europejską kartę na rzecz wolności prasy. – To niesłychanie ważna inicjatywa, która pomoże zachować wolność prasy w Europie – mówi „Rz” szef reporterów niemieckiego tygodnika „Stern” Hans-Ulrich Jörges, inicjator podpisania karty.

– Chcemy, by karta stała się dokumentem, który będzie respektowany w całej UE – mówi Jörges. W tym celu spotka się zaraz po wyborach do Parlamentu Europejskiego z unijną komisarz ds. mediów Viviane Reding, której przekaże kartę.

– Jeśli jakiś kraj będzie chciał wstąpić w przyszłości do Unii, powinien zagwarantować, że będzie przestrzegał zawartych w karcie zasad – dodaje Jörges, który na pomysł sporządzenia jej wpadł po tym, jak bułgarscy i rumuńscy dziennikarze opowiedzieli mu o naciskach ze strony państwa, które utrudniają im pracę. W ubiegłym roku głośno było też o zmianach w słowackim prawie prasowym, które zdaniem tamtejszych mediów prowadzą do ograniczenia wolności słowa.

To bardzo cenna inicjatywa – mówi „Rz” medioznawca prof. Jacek Dąbała z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. – Otwiera przestrzeń do działań dziennikarskich na rzecz obrony ich wolności i niezależności.

Dodaje jednak, że dziennikarze, walcząc o swoje prawa, muszą się też poczuwać do odpowiedzialności za to, co piszą.

Zdaniem prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krystyny Mokrosińskiej największe zagrożenia dla wolności prasy to cenzura i autocenzura. Bardzo niepokoi ją też ostatni wyrok polskiego Sądu Najwyższego, który umożliwia karanie dziennikarzy za ujawnienie tajemnicy państwowej. – To próba zamknięcia ust mediom – mówi „Rz”.

Europejska Karta Na Rzecz Wolności Prasy

Rzeczpospolita: 26-05-2009 

Europejska Karta Na Rzecz Wolności Prasy

ART. 1

Wolność prasy jest niezbędna w demokratycznym społeczeństwie. Wszystkie rządy powinny szanować i chronić różnorodność dziennikarskich mediów oraz szanować ich społeczną, polityczną i kulturową misję.

ART. 2

Cenzura musi być zakazana. Musi istnieć gwarancja, że niezależne dziennikarstwo we wszystkich mediach jest wolne i nie podlega represji, prześladowaniom lub politycznej regulacji ze strony państwa. Prasa i media internetowe nie powinny być licencjonowane przez państwo.

ART. 3

Prawo dziennikarzy do zbierania i rozpowszechniania informacji i opinii nie powinno podlegać ograniczeniom, represjom ani karom.

ART. 4

Ochrona dziennikarskich źródeł musi obowiązywać. Przeszukania redakcji oraz innych miejsc pracy dziennikarskiej podobnie jak wychwytywanie, podsłuchiwanie i nadzór dziennikarskiej komunikacji w celu identyfikacji źródeł informacji lub łamania zasady tajemnicy redakcyjnej są niedopuszczalne.

ART. 5

Wszystkie państwa muszą zapewnić mediom w zakresie wykonywania ich obowiązków pełną ochronę prawną, urzędową oraz ochronę niezależnego systemu sprawiedliwości. Szczególnie w odniesieniu do presji wywieranych na dziennikarzy i ataków na ich życie i ich współpracowników. Groźby ograniczenia tych praw oraz ich naruszanie powinny podlegać starannemu śledztwu i być karane przez wymiar sprawiedliwości.

ART. 6

Państwo oraz państwowe organizacje nie powinny zagrażać ekonomicznym podstawom egzystencji niezależnych mediów. Grożenie ekonomicznymi sankcjami jest również nie do przyjęcia. Prywatne firmy powinny szanować dziennikarską wolność mediów. Nie powinny wywierać presji na przekaz mediów oraz nie powinny próbować zacierać granicy między materiałami dziennikarskimi a reklamą.

ART. 7

Państwowe oraz kontrolowane przez państwo instytucje nie powinny utrudniać mediom dostępu do informacji. Są zobowiązane do ułatwienia im tego dostępu oraz do wspierania mediów w ich informacyjnej misji.

ART. 8

Dziennikarze i media mają prawo do nieograniczonego dostępu do wszystkich źródeł informacyjnych, także tych zagranicznych. Zagraniczni dziennikarze powinni natychmiast otrzymywać wizy, akredytacje oraz inne dokumenty niezbędne do ich pracy.

ART. 9

Odbiorcy w każdym państwie powinni mieć gwarantowany dostęp do wszystkich krajowych i zagranicznych mediów oraz źródeł informacji.

ART. 10

Państwo nie powinno ograniczać dostępu do zawodu dziennikarza.

tłumaczenie Aleksandra Rybińska

Zbieramy podpisy pod postulatami dziennikarzy

 

Europejska Karta Na Rzecz Wolności Prasy w wersji angielskiej, niemieckiej i francuskiej

Media kontra blogosfera?

UJAWNIJCIE SWOJE ŹRÓDŁA JAK UJAWNILIŚCIE KATARYNĘ

Pawlak: „Dziennik” polegnie po ataku na Katarynę

tvn.24

„Gazeta aspirująca do poważnej i opiniotwórczej pewnie polegnie na desperackim ataku na blogerkę” – pisze wicepremier Waldemar Pawlak na własnym – nomen omen – blogu w onet.pl. Polityk bezkompromisowo ocenia postępowanie „Dziennika” wobec Kataryny – i dopomina się, by gazeta ujawniła też „anonimowych informatorów”.

Przy okazji wpisu o Katarynie uskarża się na – jak to określa – „cichych decydentów w internecie”. Jego zdaniem „prawdziwa władza to moderator”. Zdaniem autora bloga to właśnie moderatorzy są dopowiedzialni za to, że na ogół pozytywne komentarze pod artykułami i wpisami na blogu nie są przepuszczane, zaś „obelgi płyną bez przeszkód”

Zdaniem Waldemara Pawlaka „atak Dziennika na Katarynę” jest wyzwaniem rzuconym przez tradycyjne media „całej prawie blogosferze”.

„Temperatura ataku pokazuje, że tradycyjni dziennikarze tracą nerwy kiedy znajdą się po drugiej stronie” – pisze blogujący polityk. Jak dodaje, osobiście kibicuje Katarynie, choć nie podziela jej poglądów.

Czym różni się anonimowość blogerki od anonimowych źródeł w tekstach dziennikarzy z Dziennika czy Faktu? – pyta wicepremier i opisuje jak to z wtorkowego artykułu „Dz” dowiedział się, że właśnie się obraził na premiera. Informacja gazety opierała się zaś na wypowiedzi „anonimowego polityka PO”.

„Życzę redakcji ujawnienia niewiarygodnych anonimowych informatorów. Chętnie ich poznamy. […] Śmiało ujawnijcie inspiratora „z najbliższego otoczenia premiera” tak jak ujawniliście Katarynę – wzywa Waldemar Pawlak.

CZYTAJ cały wpis na blogu Waldemara Pawlaka