Listy otwarte do rektora Uniwersytetu Wrocławskiego

Listy otwarte do rektora Uniwersytetu Wrocławskiego 

Blog ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego 


Zaradniejsi od elit

Jadwiga Staniszkis: Zaradniejsi od elit

netbird.pl

– Transformacji ustrojowej, czyli przejścia od PRL do suwerennej Polski nie da się zamknąć w minionym dwudziestoleciu. Dyskretne procesy świadczące o tym, że komunizm dobiega kresu, zaczęły się już w pierwszej połowie lat 80. Natomiast zlikwidowanie masy krytycznej komunizmu nastąpiło dopiero w roku 1991, po klęsce puczu Janajewa, który usiłował ten proces odwrócić…

W Polsce bardzo spadła liczba ośrodków rozwojowych, co – jak widać dzisiaj – zdeformowało nasz system edukacyjny. Uczelnie, skazane na zdobywanie środków, zaczęły mnożyć usługi edukacyjne, a minimalizować badania. Wzrosła liczba absolwentów studiów zaocznych, podyplomowych, nieraz o miernym poziomie nauczania. Z kolei ci dobrze wykształceni często muszą emigrować, bo nasza gospodarka prawie nie potrzebuje wyspecjalizowanych usług eksperckich.

Koniec Sorbony?

2009 jak 1968. Koniec Sorbony?

fronda.pl

Wiele francuskich uniwersytetów jest od kilku miesięcy blokowanych przez lewicowych aktywistów. – To oni są chuliganami – mówił do studentów o rządzących rektor paryskiej Sorbony.

Oskarżony – rektor Georges Molinié

Najbardziej charakterystyczna sytuacja jest na Sorbonie. Wszystko wskazuje na to, że w następnym roku akademickim ten prestiżowy uniwersytet straci 25 proc. studentów. Stanie się tak, jeśli będzie się przedłużał trwający od kilku miesięcy konflikt. 7 maja odbyło się zgromadzenie ogólne, które miało zadecydować, co dalej ze strajkiem. Niektórzy wykładowcy starali się przemówić blokującym do rozsądku. Bezskutecznie.

Strajk jest kontynuowany, a rebelianci czują się coraz swobodniej, coraz częściej obrażają swoich wykładowców. Te burdy nie wydają się wzruszać Georges’a Molinié’a – rektora Uniwersytetu Paryż-IV Sorbona, na którym studiuje 24 tysiące studentów. Mimo swoich 64 lat ten profesor stylistyki francuskiej i były doradca socjalistycznej kandydatki na prezydenta w 2007 roku Ségolène Royal, dał się poznać jako rewolucyjna dusza, która nie przestaje podburzać studentów przeciwko ustawie dotyczącej autonomii uniwersytetów.

W prawie, jak w nauce

Kartel szkodzący państwu

Rz

Prawo jest fundamentem państwa. Ale w Polsce oddane zostało ono korporacji. Wyobrażenie, że sama się ona zreformuje, jest bardziej niż naiwne. Mogą to zrobić tylko politycy.

Wszystko, jak to w III RP, zaczęło się w PRL, czyli przy Okrągłym Stole. To w trakcie tych rokowań zagwarantowana została polityczna nieodwoływalność sędziów. Wydawałoby się: cywilizacyjne osiągnięcie – pod warunkiem wszakże, że zasada ta działa w całości. Tzn. na początku sędziowie powoływani są zgodnie z zasadami państwa prawa i dlatego nie mogą być z politycznych względów odwoływani.

Sęk w tym, że nikt (łącznie z Sądem Najwyższym) nie uznaje PRL za państwo prawa. Trudno więc przyjąć, że w takim państwie sędziowie nominowani byli zgodnie z właściwymi normami. Nie znaczy to, że nie było wśród nich wielu uczciwych i kompetentnych ludzi. Z pewnością jednak niewysokie standardy regulowały funkcjonowanie tej zbiorowości.

Natomiast już od upadku komunizmu całe środowisko zwarło szeregi, aby bronić wszystkich członków korporacji. Ta korporacyjna mentalność naznaczyła jego postawę i nie zmieniła się na jotę po dziś dzień. Nikt z sędziów nie został rozliczony za usługową działalności względem aparatu represji totalitarnego państwa. W latach 90. wprowadzono ustawę o pozbawieniu uprawnień sędziów, którzy w PRL sprzeniewierzyli się niezawisłości. Pozostała ona martwa, gdyż została zbojkotowana przez sędziów, a komisja dyscyplinarna nie wyciągnęła konsekwencji wobec nikogo. Może wystarczy przykład sędziego Andrzeja Węglowskiego, który w latach 80. skazał na dwa i pół roku więzienia człowieka przyłapanego z prosiakiem, na którym widniał napis: „ja głosuję“. Sędzia ów był wzorcowym przykładem przedstawiciela aparatu represji, m.in. nadzorował weryfikację swoich kolegów. Kilka lat temu wspomniana komisja na oczywiście niejawnym posiedzeniu oczyściła go z wszystkich zarzutów.

Najbardziej w tej kwestii wymowna jest postawa Sądu Najwyższego. Stosunkowo niedawno, bo w grudniu 2007 roku położył on kres śledztwu, jakie IPN wszczął wobec sędziów stanu wojennego, którzy wydawali wieloletnie wyroki na zamówienie, łamiąc nawet prawo PRL. Skazywali organizatorów strajków bezpośrednio po ogłoszeniu stanu wojennego. Dekret o jego ogłoszeniu nie został wtedy jeszcze opublikowany w Dzienniku Ustaw, a więc organizatorzy strajków nawet, zgodnie z PRL-owskimi zasadami, „ustawy“ tej nie zdążyli naruszyć. Podnosili to wielokrotnie ich obrońcy, ale dyspozycyjni sędziowie nie przejmowali się tym.

Uchwała Sądu Najwyższego stwierdziła m.in., że sędziów tych nie można pociągnąć do żadnej odpowiedzialności, ponieważ: „PRL nie była państwem prawa“. I chociaż z tym ostatnim zgodzić się należy, uznanie tej prawdy za uzasadnienie bezkarności jego funkcjonariuszy jest ewenementem na światową skalę, nie mówiąc o tym, że jest sprzeczne z innym orzeczeniami Sądu Najwyższego. Również w tym wypadku widać zasadę chorej korporacji, która uznaje za naczelną zasadę obronę swoich członków.