NICK – BEZPIECZNA MASKA CZY NOWA TOŻSAMOŚĆ?

NICK – BEZPIECZNA MASKA CZY NOWA TOŻSAMOŚĆ?

Etyk: Anonimowość kochają frustraci  

Dziennik

Na anonimowych blogach i forach wypowiadają się często osoby głęboko sfrustrowane – wylewając swój jad na tych, przez których w jakiś sposób czują się dotknięci. A boją się o tym opowiedzieć, firmując to własnym nazwiskiem – pisze filozof i etyk Jacek Hołówka. Bardzo często blogi są prowadzone w sposób nierzetelny i naciągany. A autorzy informacji wykorzystują fakt, że są anonimowi i wypuszczają paszkwile lub niesprawiedliwe krytyki wymienianych już z nazwiska osób.

Zdają oni sobie sprawę, że nie grożą im za to żadne konsekwencje. Na anonimowych blogach wypowiadają się często osoby głęboko sfrustrowane wylewając swój jad na tych, przez których w jakiś sposób czują się dotknięci. A boją się o tym opowiedzieć firmując to swoim nazwiskiem. Tacy blogerzy najczęściej wypowiadają się o osobach publicznych tylko po to, by obniżyć ich rangę. Bo na polskich blogach dominuje ton oczerniający.

Powstaje pytanie, czy można z tym coś zrobić i czy można się obronić. Można jedynie wystąpić w kontrze do danej wypowiedzi albo bojkotować blog i go nie czytać. Można też wprowadzić obowiązkowe opłaty za używanie takich stron lub żądanie ujawnienia tożsamości piszących. Nie wiadomo jednak, kto miałby się tym zajmować i w oparciu o jakie kryteria – każdy, kto poczułby się dotknięty i czyje nazwisko zostałoby wspomniane na blogu, miałby prawo podawać takiego blogera do sądu? Wtedy pieniactwo, które w Polsce i tak jest powszechne, nabrałoby rozmiaru kataklizmu. A na to zgodzić się nie można. Uczciwy sposób komunikowania się w internecie jest taki sam jak sposób komunikowania się w realu.
Oznacza to, że wypowiedzi należy podpisywać.Blogi jednak służą raczej domorosłej psychoterapii osób, które chcą się wywrzeszczeć na kogoś innego. Osobiście nie czytam blogów, bo drażnią mnie niesprawdzone informacje,
anonimowe oceny są po prostu bezwartościowe.

Polskie uczelnie rzekomo walczą z plagiatami

plagiat logoPolskie uczelnie walczą z plagiatami  

ONET.p

Już 80 polskich uczelni przeciwdziała plagiatowaniu, korzystając z elektronicznego systemu „Plagiat.pl”. Najnowszą placówką, która dołączyła do programu 20 maja jest Powszechna Wyższa Szkoła Humanistyczna „Pomerania” z Chojnic (PWSH).  Serwis „Plagiat.pl” istnieje od połowy 2003 roku. Świadczy usługi zarówno dla szkół wyższych, firm komercyjnych, jak i instytucji publicznych (m. in. prokuratur i Najwyższej Izby Kontroli). Władzom uczelni umożliwia zarówno kontrolę antyplagiatową prac studenckich, jak i ich ochronę przed nieuprawionym wykorzystywaniem. „Dzięki weryfikacji w naszym serwisie, każde skopiowany fragment pracy dodanej uprzednio do bazy serwisu zostanie niechybnie wykryty. Warto pamiętać również o tym, że system antyplagiatowy to nie tylko narzędzie informatyczne, lecz także ludzie, którzy z nim pracują i zasady, które dotyczą w jakiś sposób wszystkich członków społeczności akademickiej. Ze skutecznymi i sprawdzonymi procedurami związana jest zarówno wysoka jakość kształcenia, jak i sprawiedliwe ocenianie osiągnięć studentów. Jednym z najbardziej frustrujących doświadczeń dzisiejszych absolwentów szkół wyższych jest świadomość, że pisząc prace samodzielnie, pracując nad nimi długimi tygodniami, dostają oceny identyczne jak koledzy, którzy skompilowali je w ciągu kilku godzin albo kupili za kilkaset złotych. Na uczelniach i wydziałach, które używają systemu, taka sytuacja jest niemożliwa – po prostu opłaca się być uczciwym” – mówi dr Sebastian Kawczyński, prezesa zarządu Plagiat.pl.

Do tej pory do systemu przyłączyły się m.in.: Uniwersytety Ekonomiczne w Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet Medyczny w Łodzi, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, Akademia Medyczna w Gdańsku, Uniwersytet Warszawski, WSHiP im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie, Collegium Civitas oraz Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej.

Prezydent: przed Polską stoi problem zmian w nauce

prezydentPrezydent: przed Polską stoi problem zmian w nauce  

PAP – Nauka w Polsce  

Przed Polską stoi problem zmian w nauce – powiedział prezydent Lech Kaczyński podczas czwartkowej sesji w Polskiej Akademii Nauk. Do kwestii wymagających zmian zaliczył m.in. wieloetatowość na uczelniach, trudności w awansie na szczeblach naukowych i dostępie do grantów na badania. 

„Przesłanki pewnych zmian jeżeli chodzi o naukę są oczywiste. Mamy pięć razy więcej studentów (niż w okresie PRL – PAP), ale bynajmniej nie pięć razy więcej profesorów czy adiunktów. Obciążenie w tym zakresie jest nieporównanie większe niż było i z jednej strony to jest jeden z największych sukcesów III Rzeczpospolitej, ale z drugiej na możliwości codziennej działalności naukowej wpływa w sposób negatywny” – ocenił prezydent. 

Odnosząc się do problemu wieloetatowości na uczelniach Lech Kaczyński powiedział, że rozumie pracę na dwóch czy trzech uczelniach, ale pięć czy siedem to sytuacja nie do zaakceptowania. Wyraził równocześnie opinię, że w związku z niżem demograficznym, ten problem będzie malał. „Myślę, że trzeba iść tu w kierunku ograniczeń, ale w granicach rozsądku, poprzez motywację pozytywną. Być może należy tu wrócić do stosowanego dawniej dodatku za jednoetatowość” – rozważał prezydent.

Za drugą przesłankę do zmian w nauce uznał problem trudności w awansie na szczeblach naukowych. „Ta struktura została nieco ograniczona, ale w dalszym ciągu jest dość głęboka. Są osoby, które twierdzą, że rodzi ona pewne ograniczenia, jeżeli chodzi o dynamikę w rozwoju badań naukowych” – podkreślił Lech Kaczyński dodając, że uproszczenie tej struktury poprawiłoby rezultaty działalności naukowej, co wpłynęłoby na wzrost prestiżu kraju i zwiększenie rolę w nauce europejskiej i światowej.

„Uważam, że w Polsce potrzebne są zmiany jeżeli chodzi o naukę, które doprowadzą do tego (…), żeby proces usamodzielniania się pracownika był szybszy. Okazało się bowiem, że likwidacja docentów i wprowadzenie w zamian profesora nadzwyczajnego nie jako tytułu naukowego, tylko jako stanowiska służbowego, nie tylko nie skróciło drogi, ale faktycznie ją przedłużyło” – mówił prezydent zaznaczając, iż w jego ocenie konieczne jest szybsze dochodzenie do stopni profesorskich, habilitacja powinna otwierać drogę do profesury nadzwyczajnej, a mianowanie profesorów tzw. belwederskich – do stopnia profesora zwyczajnego.

Lech Kaczyński odniósł się również do kwestii systemu konkurencji w dostępie do grantów na badania. „Przede wszystkim powinien być zagwarantowany udział pracowników młodszych w przyznawaniu tych grantów, mam tu na myśli adiunktów czy doktorantów. Zdarza się, że tworzą się pewne monopole i z tą praktyką trzeba walczyć” – podsumował prezydent. AKN

Tajemnicze nazistowskie archiwa na UJ

IMG_4488Tajemnicze nazistowskie archiwa na UJ    

GW  

Unikatowe nazistowskie archiwa zawierające m.in. badania rasowe nad ludnością Podhala trafiły na Uniwersytet Jagielloński. Naukowcy starają się rozwikłać zagadkę, po co Niemcy je robili. Odnalezione w Waszyngtonie archiwa opracował podczas drugiej wojny Instytut Niemieckiej Pracy na Wschodzie. Dokumentacja to materiały z lat 1941-43 sekcji rasowej i ludoznawczej. Są w niej zdjęcia z terenu Podhala: Zakopanego, Nowego Targu, Szaflar, Kościeliska, Witowa, ale także z miejscowości na wschód od Tatr, m.in. z Nowego Sącza, Hańczowej, Komańczy.

Najdokładniej naziści zbadali mieszkańców Szaflar, wsi pod Nowym Targiem. Obfotografowali tu 1003 osoby. Dlatego teraz naukowcy z UJ właśnie od Szaflar rozpoczęli rozwikływanie zagadki: – Po co naziści tak dokładnie badali górali?

 – To są typowe badania rasowe. Prawie wszystkim osobom zrobiono po cztery zdjęcia: en face, dwa profile i z głową zadartą do góry, tak by było dokładnie widać szyję – dodaje dr Małgorzata Maj, wicedyrektorka Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ.

Nazistowskie zdjęcia przewędrowały pół świata, zanim po ponad 60 latach znów trafiły na Podhale. Uciekając przed Armią Czerwoną, pod koniec wojny Niemcy wywieźli przechowywane w Krakowie archiwum do bawarskich zamków Zandt i Miltach. Tam trafiły w ręce Amerykanów, którzy jesienią 1945 roku wywieźli je do Stanów Zjednoczonych, myśląc, że to ważne dokumenty hitlerowskiej armii. Departament Wojny przekazał je do National Museum of Natural History przy Smithsonian Institution w Waszyngtonie. W 1950 r. część archiwum wróciła do Niemiec.

– Mamy też sygnały, że część dokumentów może ciągle znajdować się w wiedeńskich archiwach, bo badania na Podhalu prowadzili najprawdopodobniej Austriacy – mówi Trebunia-Staszel…W 75 pudłach przewieziono tysiące fotografii, slajdy, negatywy, rysunki – między innymi Tadeusza Kantora, sprawozdania, podania i legendy opisujące powstanie podhalańskich miejscowości. Są też szczegółowe ankiety antropologiczne i socjologiczne, z danymi osobowymi, genealogicznymi i medycznymi. Wiadomo już, że część negatywów pochodzi ze zrabowanych podczas wojny zbiorów Muzeum Tatrzańskiego.