Wirtualny Hyde Park

Fora internetowe nie są jak grecka agora 

W WIRTUALNYM HYDE PARKU ŁATWO O AGRESJĘ

Odpowiednio wyostrzony tytuł, treść newsa, a pod spodem najświeższe komentarze, potrafią pobudzić emocje i wywołać irytację czy złość. Szybka decyzja – wpisujemy komentarz. Jeśli po kilkunastu minutach nie pojawi się na forum, to pewnie został odrzucony przez moderatora. Kiedy jednak się pojawia – najczęściej tonie w powodzi pyskówek. Wielkim szczęściem jest, gdy ktoś podejmie z nim dyskusję. Ale to rzadkość. Najczęściej w komentatorskich zaułkach można natrafić na zaczepki, docinki, złośliwości, przemoc, chamskie aluzje – po prostu dostać w ryj. Jeśli ktoś szuka na forach kultury debaty rodem z greckiej agory, to srogo się zawiedzie. Zostanie przekrzyczany i stłamszony.

Fora przyciągają oczywiście tzw. internetowych trolli, a więc osoby zaśmiecające je prowokacyjnymi, często głupimi wpisami na niemalże wszelkie tematy. Ich obecność to niemal norma, a anonimowość tylko zachęca do takich działań.

„Osoby bezrobotne, samotne czy – jak emeryci – dysponujące pewną ilością wolnego czasu, szukają sensu życia przez kontakt z wybranym medium” – tłumaczy psycholog Ewa Woydyłło. Stąd wyżywanie się w internecie, bo wokół nich jest pustka. Tam znajdują dla siebie swego rodzaju ratunek i nie jest to szkodliwe. „Gorzej, gdy internetowa tożsamość zaczyna być substytutem normalnego życia. To już problem” – podkreśla psycholog.

Umasowienie szkolnictwa wyższego powoduje jego głęboki kryzys

Triumf mas

Opcja na Prawo
Piotr Tadeusz Waszkiewicz 

Jeśli nawet abstrahować od bzdur, jakie coraz częściej są wykładane na uniwersytetach, samo umasowienie szkolnictwa wyższego powoduje jego głęboki kryzys.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w Strategii rozwoju nauki w Polsce do 2015 roku stwierdza, że mocnymi stronami polskiej nauki, to znaczy tymi, które w przyszłości mają prowadzić do jej sukcesów, jest m.in. rosnąca liczba studentów, doktorantów i osób zatrudnionych ze stopniem doktora w sektorze B+R [badania i rozwój], a także wzrastająca liczba publikacji naukowych. Ani słowa o jakości, co jest wprawdzie zrozumiałe – trudniej ją bowiem zmierzyć – ale i tak niepokojące; nie ma o tej jakości mowy także przy okazji omawiania szans i zagrożeń – te wiążą się, według ministerstwa, głównie z kwestiami finansowymi. Oczywiście, pieniądze są bardzo ważne, ale nie one stanowią przecież sedno nauki. Derek de Solla Price stwierdził nawet, że dobre były czasy, w których uczeni przymierali głodem i cieszyli się zaledwie tolerancją społeczeństwa – byli za to prawdziwymi pasjonatami. Wybitne dzieła naukowe nierzadko powstawały w trudnych warunkach (ot, choćby znakomite „Malarstwo polskie”, które Eligiusz Niewiadomski kończył pospiesznie w więziennej celi, czekając na egzekucję), trudno jednak mówić o wybitnych dziełach naukowych, jeśli brakuje wybitnych naukowców… Do rozpatrzenia pozostaje kwestia wpływu ilości uczestników życia naukowego (od studentów poczynając) na jego jakość.

Prezes Zarządu Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, Maciej Grabski, stwierdził, że bylejakość jest owocem przede wszystkim umasowienia nauki i zarazem ziarnem, z którego kiełkują różne grzechy popełniane przez naukowców. Także Grabowski, pytany o przyczynę kryzysu nauki, odpowiada bez wahania: „Masa. Ludzka masa, umasowienie studiów wyższych. Zdarza się, że profesor opiekuje się dwudziestoma pracami magisterskimi i więcej, ma do przepytania w sesji kilkuset studentów, ma nadgodziny, bo jest dużo chętnych na studia zaoczne. To rzutuje i na jakość dydaktyki, i na jakość jego pracy naukowej.

Czy plagiaty to kradzież ?

Plagiaty – uczelnie z nimi walczą, ale wciąż mało kto traktuje je jak kradzież

PAP

Coraz więcej instytucji, przede wszystkim naukowych i akademickich próbuje pozbyć się problemu plagiatów. W świadomości społecznej jednak nielegalne wykorzystanie własności intelektualnej nadal jest akceptowane – ocenili w piątek uczestnicy warszawskiej konferencji poświęconej problemowi plagiatów. 

Jak mówili uczestnicy spotkania, plagiatami są prace magisterskie, wystąpienia polityków, utwory muzyczne, a nawet prace domowe uczniów podstawówek. Ze zjawiskiem tym trudno walczyć, bo Polakom w tej materii brakuje wiedzy o tym, co jest legalne i etyczne, a co nie.

Według przewodniczącego Państwowej Komisji Akredytacyjnej (PKA) prof. Marka Rockiego, polskie prawo na razie nie pomaga uczelniom w zwalczaniu zjawiska plagiatowania. Jak powiedział w rozmowie PAP, prawo nie nakłada na uczelnię np. obowiązku archiwizowania w formie elektronicznej prac obronionych na niej, co jest konieczne do stworzenia bazy danych, z którą będzie można porównywać nowo składane prace.

Sama PKA, jak mówił, dopiero od dwóch lat w ramach oceny jakości kształcenia na danym wydziale sprawdza wyrywkowo ok. 10 proc. obronionych prac również pod kątem samodzielności. Na razie wynik tej weryfikacji nie ma wpływu na ocenę pracy wydziału, może tylko stanowić podstawę do wystosowania przez PKA zaleceń pod adresem władz uczelni o dopilnowanie uczciwości autorów prac.
„Państwowa Komisja Akredytacyjna nie dysponuje programem komputerowym do porównywania treści prac z zasobami bazy danych. Dysponują nim poszczególni członkowie komisji. Przy czym program ten nie jest niezbędny, można porównywać fragmenty pracy z zasobami internetu, używając zwykłej, ogólnodostępnej wyszukiwarki internetowej” – powiedział Rocki.
Według niego, z problemem plagiatów w największym stopniu borykają się małe uczelnie, do których dojeżdżają wykładowcy „wypożyczeni” z większych ośrodków oraz tzw. modne kierunki, na których prace zbyt dużej liczby studentów podlegają opiece zbyt małej liczby promotorów. 

Dyplom Harvardu z fabryki

Dyplom Harvardu z fabryki

Dziennik Polski

W internecie kwitnie handel fałszywymi dyplomami prestiżowych uczelni. Tytuł naukowy można mieć już za 2 tys. zł.

„Mgr, licencjat, świadectwa. Szybko, tanio, profesjonalnie” – w sieci bez problemu można znaleźć oferty sprzedaży podrabianych dyplomów. Co dokładnie proponują internetowi oszuści? „Wpis do księgi absolwentów uczelni, suplement, czyli wykaz wszystkich przedmiotów i uzyskanych ocen włącznie z oceną dyplomową” – czytamy w e-mailu otrzymanym kilka godzin po wysłaniu odpowiedzi na jedno z ogłoszeń.

„Pilnie potrzebuję dyplomu do pracy. Czy będzie możliwość wykonania go?” – pytamy kolejną osobę, która reklamuje swoje usługi w internecie. Przychodzi wiadomość: „Potrzebuję tygodnia, aby wykonać pieczęć dowolnej uczelni. Proszę o wybranie regionu i wydziału uczelni. Postaram się zdobyć potrzebne dokumenty do wykonania kopii”.

Trzeba tylko podać dane osobowe, przesłać zdjęcie i wpłacić zaliczkę na podany numer konta. Koszt dyplomu – 2-2,5 tys. zł.

 „Fabryki” dyplomów tworzone są już nie tylko za granicą, ale również w Polsce. Sama też otrzymałam e-maila od osoby, która trudniła się fałszowaniem dyplomów uczelni amerykańskich – mówi Aleksandra Augustyniak. – Przestrzegamy studentów przed korzystaniem z takich ofert. To naprawdę bezwartościowe papiery.

Stopnie i tytuły naukowe sprzedawane są również za pośrednictwem stron internetowych „uczelni”, w których w ogóle nie trzeba studiować i zdawać egzaminów. Taką możliwość oferuje m.in. Rochville University czy Belford University.