Najwyżej opłacani są dziś absolwenci politechnik

Najwyżej opłacani są dziś absolwenci politechnik

Polska

Chociaż od początku roku bezrobocie rośnie i coraz trudniej o dobrze płatną pracę, osoby po uczelniach technicznych mogą liczyć na wysokie pensje. Z raportu opublikowanego wczoraj przez agencję Sedlak & Sedlak dotyczącego zarobków absolwentów w 2008 r. wynika, że absolwenci studiów technicznych zarabiają o 50 proc. więcej niż absolwenci kierunków humanistycznych. Świeżo upieczony informatyk może liczyć na pensję w wysokości 4,5 tys. zł. To o tysiąc złotych więcej od gaży absolwenta uczelni ekonomicznej i o 1,3 tys. zł więcej niż młody lekarz. – Na rynku pracy już od dawna brakuje inżynierów. Dlatego firmy są w stanie zapłacić im naprawdę dużo – tłumaczy dr Kazimierz Sedlak, autor raportu.

Wysokie pensje inżynierów w stosunku do wynagrodzenia humanistów są w Polsce znacznie większe niż na Zachodzie. Tam różnica ta wynosi zaledwie 15 proc. – Dzieje się tak z dwóch powodów – tłumaczy Sedlak. – Głównie dlatego, że w Polsce jest bardzo dużo osób po uczelniach humanistycznych, a niewielu po technicznych. Za granicą te proporcje są bardziej wyrównane. 

Kontrola na uczelni

logo_mnsw3

Ministerstwo sprawdzi co z nadużyciami

Rz

Nadzwyczajną kontrolę urzędników z ministerstwa nauki w Wyższej Szkole Pedagogiki Resocjalizacyjnej „Pedagogium” – zapowiada minister Kudrycka.

Chodzi o doniesienia „Rzeczpospolitej” („Kanclerz uczelni szefem zorganizowanej grupy przestępczej?”) dotyczące wyprowadzenia z uczelni 5 mln zł przez jej ówczesnego kanclerza.

– Kontrola zostanie przeprowadzona najszybciej jak to możliwe – podkreśliła minister nauki Barbara Kudrycka. Jak zastrzegła, MNiSW niewiele może zrobić, nawet jeśli odkryje nieprawidłowości w działalności szkoły. Przeważnie kontrole owocują tylko zaleceniami naprawienia wykrytych nieprawidłowości. Jeśli okaże się, że ktoś popełnił przestępstwo, zostanie zawiadomiona prokuratura. – Przy czym w tym przypadku rektor tej uczelni już to zrobił – powiedziała minister.

Kudrycka zapewniła, że pracując nad nowelizacją ustawy prawo o szkolnictwie wyższym resort chce zagwarantować ministrowi nauki uprawnienia do wyciągania konsekwencji wobec władz uczelni dopuszczających się nadużyć.

Ponadto, ministerstwo chce uszczegółowić przepisy dotyczące odpowiedzialności uczelni za działalność jej poszczególnych organów – założyciela, właściciela i rektora. Powinno to, jej zdaniem, pomóc uniknąć w przyszłości konfliktów i nadużyć

Przebieg nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej

Przebieg nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej 

Pozarządowe Centrum Dostępu do Informacji Publicznej

Nowelizacja ustawy o dostępie do informacji publicznej – „nie wychodzę z szoku”.

Czy nowelizacja ustawy o dostępie do informacji publicznej przyniesie rzeczywiste i potrzebne zmiany procedury, które ułatwią każdemu dostęp do informacji publicznej, czy też prowadzą do niepotrzebnego zamieszania i wątpliwości.

Temat nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej zaczyna przypominać dziwną i niekończącą się opowieść, w której nie jest jasne kto nowelizuje, w jakim zakresie i ostatecznie czy ktoś zastanawia się nad propozycjami zmian.

Odmowa udzielenia informacji organizacji pozarządowej

Odmowa udzielenia informacji organizacji pozarządowej stanowi naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka

VaGla.pl

Symptomy współpracy z SB

Symptomy współpracy z SB

Dziennik Polski

LUSTRACJA. Naukowiec za umieszczenie na liście agentów wini IPN. Za rzekome inne krzywdy – także swą uczelnię.

Kilka lat spotykał się z esbekiem w kawiarni i opowiadał, co słychać w instytucie. Dziś uważa się za pokrzywdzonego i niesłusznie oskarżonego o współpracę z SB. Do Instytutu Pamięci Narodowej oraz władz UJ ma pretensję, iż nie wyjaśniły zarzutów pod jego adresem.

Z materiałów dostępnych na stronie Uniwersytetu Jagiellońskiego wyłania się jednak nieco inny obraz tej historii.

Mendy internetowe

www

Nasz rynsztok świadczy o nas

Rz, Rafał A. Ziemkiewicz
Polski Internet pęcznieje od chamstwa, prymitywnej agresji, obrzydliwych obelg i pomówień, a jego typowym przedstawicielem wydaje się osobnik, którego nazywam „mendą internetową” − ktoś, kto wchodzi do sieci głównie po to, żeby dać upust rozsadzającemu go plugastwu i nienawiści do wszystkiego.
 Zapewne w „realu” większość MI to niczym się nie wyróżniający urzędnicy czy pracownicy korporacji, może nawet uchodzący za miłych i uprzejmych, natomiast złudzenie anonimowości wydobywa z nich rzeczywistą naturę skręcanych zawiścią frustratów, niczym z „Dnia Świra” Koterskiego.
Oczywiście, może ktoś to czasami nakręca − znana jest partyjna młodzieżówka, która dostawała instrukcje, jak ma tępić wrogów swej partii na internetowych forach. Niekiedy podejrzewać można moderatorów, którzy teoretycznie powinni MI tępić, ale chętnie przed nimi kapitulują, a nawet zdają się je hodować. „Fronda” zrobiła kiedyś eksperyment, udokumentowany na jej stronie, wysyłając na jeden z bardziej popularnych portali pod różnymi nickami na przemian wyważone, merytoryczne posty w duchu konserwatywnym i chamskie, prymitywne bluzgi, idące w „słusznym” kierunku − z grupy pierwszej ukazywał się na portalu co czwarty, z drugiej nie zatrzymał moderator ani jednego. Ale jeśli nawet „wiki-buractwu” ktoś z sobie znanych przyczyn czasem pomaga, to przecież nie byłoby ono tak powszechne, gdyby nie jakaś choroba polactwa, skażonego na skalę pandemiczną zawiścią, nienawiścią i chęcią bezinteresownego szkodzenia innym, a jak nie można zaszkodzić, to przynajmniej opluwania ich. Pytam kolegów sprawniejszych w obcej mowie, czy na portalach innych stref językowych też znajdują tyle plugastwa; zawsze słyszę, że nie, że to by było nie do pomyślenia. Cóż, widać znowu podsunięto nam lustro, i pokazało się w nim coś, czego nie chce się oglądać.

Polscy naukowcy czerpią za mało z unijnej kasy

logo_mnsw2

Polscy naukowcy czerpią za mało z unijnej kasy

Rz

Według resortu nauki wykorzystaliśmy niewiele ponad połowę polskiego wkładu w dotacje Unii Europejskiej

Ministerstwo Nauki podliczyło, jak wygląda wykorzystanie funduszy unijnych przez polskich naukowców. – Dane są niepokojące, bo polskie grupy badawcze zdobywają z Unii najmniej pieniędzy w przeliczeniu na produkt krajowy brutto – zaznacza Wojciech Niewierko, szef gabinetu politycznego minister Barbary Kudryckiej.

Resort swoje obliczenia oparł na zamkniętym już okresie finansowania projektów w latach 2002 – 2006 w ramach tzw. szóstego programu ramowego, z którego głównie dotowano badania przydatne dla przemysłu. – Za te lata z naszego proporcjonalnego wkładu do unijnego budżetu na naukę odzyskaliśmy jedynie 53,6 proc., czyli 216 mln euro, a powinniśmy 403mln euro – mówi Niewierko.

W całym programie do wykorzystania było ponad 17 mld euro. Ministerstwo twierdzi, że Czesi wykorzystali 75 proc. swojego wkładu, Węgrzy – 96, a Słowenia aż 155 proc.

Jak resort to oszacował? Wyliczył, że otrzymaliśmy 1,26 proc. wszystkich środków szóstego programu. Porównał ten wynik z procentowym wkładem Polski do całego budżetu Unii Europejskiej (2,34 proc.).

 

W kolejnym siódmym programie ramowym – też nakierowanym na dofinansowywanie badań użytecznych dla przemysłu – do wzięcia jest już 54 mld euro w latach 2007 – 2013.

Dr Siemaszko: – Polska nie uczestniczy w żadnym wielkim programie badawczym finansowanym z pieniędzy unijnych. Można nawet powiedzieć, że jesteśmy w technologicznej zapaści, jeśli spojrzymy na nasz przemysł w globalnej perspektywie. Rozdział pieniędzy w siódmym programie będzie jak godzina prawdy.

Resort nauki liczy, że wykorzystanie środków z UE zwiększy wprowadzenie w 2010 r. reformy, która będzie promować konkursowy podział krajowych funduszy. Ma ona sprawić, że pieniądze popłyną do najlepszych, a naukowcy zaprawią się w pisaniu wniosków. – Mamy nadzieję, że reforma okaże się punktem zwrotnym – mówi Niewierko.

Jednak dr Siemaszko twierdzi, że problemem nie jest pisanie wniosków, lecz brak szerszego zainteresowania krajowego przemysłu nowymi technologiami i wykorzystywaniem badań.

Kanclerz uczelni szefem zorganizowanej grupy przestępczej?

Kanclerz uczelni szefem zorganizowanej grupy przestępczej?

Rz

Do CBŚ wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu wyprowadzenia z jednej z warszawskich szkół wyższych ponad 5 mln zł.

– To był jeden z moich najbliższych przyjaciół – tak Marek Konopczyński mówi o Jacku Budnerze. Ten pierwszy jest rektorem Wyższej Szkoły Pedagogiki Resocjalizacyjnej w Warszawie Pedagogium, drugi był do niedawna jej kanclerzem.

Panowie nie tylko się bowiem przyjaźnili, ale i razem działali w biznesie. Warszawską uczelnię w 2004 r. powołała do życia spółka Academos, w której mieli po połowie udziałów.

Przyjaźń skończyła się gwałtownie. W ubiegłym miesiącu Konopczyński zawiadomił Centralne Biuro Śledcze o swych podejrzeniach, że w latach 2006 – 2008 Budner miał prać pieniądze w Pedagogium, dopuszczać się fałszerstw i wyłudzeń, co w sumie przyniosło szkole 5 mln zł strat.

Konopczyński doniósł, że „z wielkim prawdopodobieństwem na szkodę WSPR działała zorganizowana grupa przestępcza”, a Budner stał na jej czele. Miał zaplanować wyprowadzanie pieniędzy poprzez faktury wystawiane przez zaprzyjaźnione firmy za fikcyjne prace, związane m.in. z marketingiem i reklamą. Według Konopczyńskiego Budner, który posiadał upoważnienie do jednoosobowego dysponowania kontem uczelni, pobierał pieniądze w gotówce z banków i bankomatów. Potem miał przedstawiać lewe faktury na pobrane sumy.