MINISTER NAUKI O KONTROLI NA UJ PO PUBLIKACJI ZYZAKA

logo_mnsw

Kudrycka: Nie można pisać i uczyć metodą Zyzka-

MINISTER NAUKI O KONTROLI NA UJ PO PUBLIKACJI ZYZAKA

tvn.24

To nie ma nic wspólnego z polityką, nikt na mnie nie naciskał – zapewniła w TVN24 minister nauki Barbara Kudrycka, tłumacząc swoją decyzję o wysłaniu kontroli na UJ w związku z pracą Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie. Jej zdaniem trzeba sprawdzić, czy na uczelni nie doszło do naruszeń w standardach badań naukowych.
Historycy – jak podkreśliła minister – zweryfikują metodologię zastosowaną w pracy Zyzyka. Kudrycka sprawy nie przesądziła, ale powiedziała o swoich zastrzeżeniach.

– Wyobraźmy sobie inne prace przygotowywane metodą Zyzaka, inne biografie: Lecha Kaczyńskiego czy Jacka Kuronia. A nauczyciele będą nauczać historii metodą Zyzaka opierając się na anonimowych źródłach – stwierdziła Kudrycka.

Kudrycka stwierdziła, że trudno nie oprzeć się wrażaniu, iż nauki historyczne ulegają polityzacji. – Nie tylko młodzi ludzie, ale też część pracowników (uczelni – red.) podlega pewnym wpływom politycznym. I dlatego standardy metodologiczne powinny uleć weryfikacji. Proponujemy zorganizowanie konferencji na ten temat – powiedziała minister.

I dodała: – Trzeba uwrażliwić profesorów na prawdę. A studenci muszą obiektywizować fakty, a nie udawać że piszą prawdę, opierając się na anonimowych źródłach.

Brońmy wolności badań naukowych w Polsce

Brońmy wolności badań naukowych w Polsce

Dziennik Polski

Rozmowa z prof. Andrzejem Chojnowskim, historykiem z Uniwersytetu Warszawskiego, wiceszefem kolegium IPN

Czy wolność badań naukowych jest w Polsce zagrożona? Po raz kolejny okazuje się, jak trudno pisać o żyjących bohaterach naszych najnowszych dziejów, a przecież młody historyk ma chyba prawo wydać niedobrą książkę?

– Odwołam się do sytuacji z okresu międzywojennego, kiedy jeden z profesorów Uniwersytetu w Wilnie został pobity przez oficerów Wojska Polskiego za obrazę imienia marszałka Piłsudskiego. Nie wymienił go wprawdzie w tekście, ale czytelne było, kogo nazwał „kabotynem”. Pod wpływem tego incydentu przygotowano i uchwalono w 1938 roku przepisy o ochronie dobrego imienia Józefa Piłsudskiego, które de facto uniemożliwiały jego krytykę.

Chce Pan powiedzieć, że teraz jest lepiej?

– To pokazuje po prostu pewną chorobę zacofania – w krajach, które mają jakieś kompleksy, nie są do końca pewne swoich racji, historia jest wykorzystywana do walki politycznej. To rzeczywiście prowadzi do zagrożenia wolności badań historycznych, bo trudno uznać za normalną sytuację, gdy premier czy ministrowie rządu recenzują pracę magisterską.

Politycy pogrozili też przy okazji palcem Instytutowi Pamięci Narodowej.

– Po raz pierwszy chyba w historii Polski od 1918 roku elity sprawujące władzę są obiektem badań historycznych. W II Rzeczypospolitej historycy nieczęsto zajmowali się bieżącymi sprawami, poza wyjątkami. Mam na myśli np. Władysława Poboga-Malinowskiego, który miał kłopoty z presją kół sanacyjnych. Komuniści też nie byli po wojnie obiektem zainteresowania historyków, chyba że historyków partyjnych, świadczących usługi na rzecz owego establishmentu. Opisywana wówczas historia II RP nie pozwalała jej bohaterom na udział w tym dyskursie, bo oni albo nie żyli, albo byli w więzieniach, albo przebywali na emigracji. Natomiast po 1989 roku przemianom towarzyszyło hasło wolności badań historycznych i przekonanie, że historia zostanie odkłamana. Tyle że nowe elity nie uświadamiały sobie, iż to one staną się przedmiotem owych badań. W dodatku ich wizja własnej przeszłości jest nierzadko inna niż ta, do jakiej dochodzą i dochodzić będą historycy. Stąd pojawia się konflikt interesów. Problem polega na tym, że elity usiłują historykom narzucić własną interpretację wydarzeń.

Rwetes o magistra

Rwetes o magistra

Dziennik Polski

Minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka zdecydowała o nadzwyczajnej kontroli na Wydziale Historycznym UJ w związku z pracą Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie. – Kuriozum, nonsens – tak zgodnie trzech profesorów historii Uniwersytetu Jagiellońskiego: Andrzej Chwalba, Tomasz Gąsowski i Stanisław Sroka ocenia wniosek pani minister.

Jednocześnie nasi rozmówcy z Instytutu Historii UJ podkreślają, że nie czytali ani pracy magisterskiej Zyzaka, ani książki, którą w oparciu o nią opublikowało wydawnictwo Arcana. Jednak przypominają, że odpowiedzialność merytoryczną za pracę magisterską biorą wyłącznie – poza autorem – jej promotor i recenzent.

Prof. Stanisław Sroka, dyrektor Instytutu Historii UJ, zwraca uwagę, że zaledwie nieco ponad rok temu przedstawiciele Państwowej Komisji Akredytacyjnej oceniali kierowany przez niego instytut. – Ocenili nas bardzo dobrze – mówi dyrektor Sroka. Na czele 4-osobowej komisji stał prof. Ryszard Szczygieł, mediewista z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Jej członkami byli również: prof. Kazimierz Dopierała z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, znawca stosunków polsko-tureckich, oraz prof. Jan Szymczak, mediewista z Uniwersytetu Łódzkiego….

Również dziekan Wydziału Historycznego UJ prof. Andrzej Banach twierdzi, że wydział nie ma nic do ukrycia. – Warto zwrócić uwagę, że nasz wydział nie przyjął Zyzaka na studia doktoranckie. To o czymś świadczy – podkreśla dziekan Banach. Prof. Piotr Franaszek z Instytutu Historii UJ w wypowiedzi udzielonej „Gazecie Wyborczej” twierdzi, że obrona pracy Pawła Zyzaka wywołała konsternację wśród części pracowników Instytutu Historii UJ. Prof. Franaszek zapewniał, że on takiej pracy magisterskiej nie przepuściłby. Zyzak chciał kontynuować pracę nad biografią Wałęsy na studiach doktoranckich na UJ. – Komisja egzaminacyjna we wrześniu ubiegłego roku stwierdziła, że metody badawcze i wiedza historyczna nie pozwalają mu podjąć studiów doktoranckich na ten temat – powiedział prof. Franaszek. Od października 2008 r. Zyzak pracuje w krakowskim oddziale IPN jako archiwista (ma umowę do 30 kwietnia tego roku).

Standardy powstawania prac magisterskich

Wolność słowa kończy się, gdy narusza godność innych

Rz

Rozmowa z prof. Barbara Kudrycka minister nauki i szkolnictwa wyższego.

RZ: Czy jakiś polityk prosił panią o interwencję w sprawie publikacji pracy magisterskiej Zyzaka?

Prof. Barbara Kudrycka: Nie. To moja inicjatywa, bo rozumiem, na czym polega funkcjonowanie organów państwa, a także wolność słowa, o której tak dużo mówimy.

Zleca więc pani kontrolę, bo praca magisterska Zyzaka naruszyła godność Lecha Wałęsy?

Raczej działam profilaktycznie, by w przyszłości na wszystkich uczelniach dbano o standardy przygotowania prac dyplomowych, w tym na tematy szczególnie wrażliwe. Poza tym nie zleciłam kontroli, tylko wystosowałam list do przewodniczącego Państwowej Komisji Akredytacyjnej z prośbą, aby wziął pod uwagę możliwość rozpoczęcia procedury akredytacyjnej Wydziału Historii UJ w trybie nadzwyczajnym. Kierowałam się medialnymi informacjami i opiniami historyków o tym, że mogło nastąpić naruszenie zasad metodologii i warsztatu naukowego przy przygotowywaniu pracy magisterskiej Pawła Zyzaka….

Czemu zajęła się pani akurat pracą autorstwa Zyzaka?

Powód jest prosty. Minister powinien reagować, kiedy istnieje domniemanie naruszenia standardów określonych przez państwo, w tym przypadku chodzi o standardy tworzenia prac magisterskich.

Jedna książka powinna być powodem kontroli PKA na wydziale?

Nie książka będzie przedmiotem oceny PKA, ale jakość pisanych i bronionych prac magisterskich.

Czego się pani spodziewa po tej kontroli?

Spodziewam się, że w razie stwierdzenia przez PKA jakichkolwiek uchybień Wydział Historii UJ uwzględni zalecenia komisji i podejmie starania, by standardy powstawania prac magisterskich na tak prestiżowej uczelni były zawsze respektowane.

Naukowcy o kontroli UJ – to atak na swobodę badań

Kudrycka: sprawdzić Zyzaka

Rz

Zamieszanie wokół biografii Wałęsy. Minister nauki zleca kontrolę na UJ w sprawie kontrowersyjnej pracy magisterskiej. Zdaniem części naukowców to atak na swobodę badań.

Uniwersytet Jagielloński będzie się tłumaczyć za książkę Pawła Zyzaka „Lech Wałęsa. Idea i historia”. Minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka zdecydowała o przeprowadzeniu na uczelni nadzwyczajnej kontroli.

Jak napisała w liście do przewodniczącego Państwowej Komisji Akredytacyjnej prof. Marka Rockiego, kontrola ma być przeprowadzona „w związku z nieprawidłowościami metodologicznymi w procedurze przygotowania, zrecenzowania i obrony pracy magisterskiej pana Pawła Zyzaka na Wydziale Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego”. – Wyniki takiej oceny mogą być znane najwcześniej za półtora miesiąca – mówi „Rz” Rocki.

Według niego minister nauki zwraca się o „przeprowadzenie kontroli w trybie nadzwyczajnym” średnio kilkanaście razy rocznie. Jednak to pierwszy raz, kiedy dzieje się tak z powodu pracy magisterskiej.

Minister nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie PiS prof. Michał Seweryński uważa, że zadaniem PKA jest ocena jakości kształcenia, a nie tej czy innej pracy magisterskiej.

Część historyków z UJ odbiera decyzję Kudryckiej jako naciski polityczne. – To przejaw nadgorliwości pani minister – komentuje prof. Tomasz Gąsowski. Jego zdaniem nie kieruje się ona troską o poziom prac magisterskich, ale kalkulacją natury politycznej.

– To zamach na swobodę badań naukowych – ocenia były dyrektor Instytutu Historii UJ prof. Piotr Franaszek.

Promotor pracy magisterskiej Zyzaka prof. Andrzej Nowak uważa, że decyzja minister nauki jest niesprawiedliwa wobec uniwersytetu. – Uczelnia niczym sobie na nią nie zasłużyła – mówi „Rz”. Dodaje jednak, że sam jest z takiej kontroli zadowolony: – Nareszcie ktoś dokładnie przeczyta pracę i moją do niej recenzję. Obecnie wszyscy się na ten temat wypowiadają, a prawie nikt nie wie o czym.

Prof. Nowak jest przekonany, że taka kontrola wypadnie dla niego pomyślnie, bo praca została napisana z zachowaniem naukowych standardów.

Naukowiec, który wrócił do Polski

Naukowiec, który wrócił do Polski

Rz

Dostał grant na badania. Prof. Stanisław Karpiński w 2007 r. pisał w „Rz”, że badacze nie wrócą do kraju. Dziś, po 19 latach pracy w Szwecji, zaczyna projekt na polskiej uczelni.

Prof. Karpiński, który 19 lat pracował naukowo w Szwecji, jest bowiem jednym z trzech laureatów pierwszej edycji programu „Welcome”. – Projekt adresowany jest do wybitnych naukowców z całego świata, którzy zamierzają prowadzić prace badawcze w Polsce – wyjaśnia Michał Pietras z fundacji.

Wczoraj jej prezes prof. Maciej Żylicz oficjalnie podpisał z prof. Karpińskim umowę na rozpoczęcie pierwszego projektu naukowego w ramach programu „Welcome”.

Prof. Karpiński otrzymał na pięć lat ponad 6,6 mln zł. Te pieniądze pozwolą mu m.in. na stworzenie zespołu, z którym będzie pracował.

– Sam na łamach „Rzeczpospolitej” pisałem, że naukowcy nie wrócą do Polski, a dziś jestem jednym z pierwszych, który to czyni – przyznaje prof. Karpiński.

W listopadzie 2007 r. był współautorem publikacji, w której stwierdził, że naukowcy nie wrócą z „Irlandii, USA, Kanady. Ani ze Skandynawii. Wcale nie ze względu na finanse. Ale dlatego, że instytucje takie jak PAN nie pozwolą, aby ktoś zakłócił ich błogostan”.

– Wciąż prawo jest takie, że profesor z Oxfordu może zostać zatrudniony na zasadach takich jak magister czy adiunkt. Sam przez rok pracowałem na SGGW jako adiunkt – mówi „Rz” profesor. Współpraca z krajową uczelnią to jeden z warunków otrzymania grantu.

– Uczelnie muszą stosować prawo, a ono nie honoruje tytułów i stopni naukowych nadawanych w Szwecji i wielu innych krajach – tłumaczy prof. Alojzy Szymański, rektor SGGW.

Ministerstwo Nauki zapewnia, że to się zmieni. – W Sejmie jest już pakiet odpowiednich ustaw – mówi Bartosz Loba, rzecznik resortu. Jednak zmienione prawo obowiązywać będzie najwcześniej od 2010 r. Ale naukowcy, którzy mimo to chcą wrócić, mogą liczyć na pomoc fundacji. Ogłasza właśnie drugą edycję programu „Welcome”.

Więcej o programie „Welcome” www.fnp.org.pl