Tazbir: System łatwo popsuć, a naprawia się latami

Tazbir: System łatwo popsuć, a naprawia się latami

GW

Aleksandra Pezda: Humaniści nadal nie akceptują projektu Ministerstwa Nauki z nową ścieżką kariery naukowej, czyli z uproszczoną habilitacją. Dlaczego? 

Prof. Janusz Tazbir*: Ponieważ uważamy, że habilitacja się sprawdziła, a jakiekolwiek formy zastępcze całkowicie nie sprawdzą się w naszych warunkach

Minister Kudrycka uważa, że publiczna obrona przy doktoratach będzie wystarczającym sprawdzianem jakości, jak pan to określił, umiejętności repliki czy gotowości do pracy dydaktycznej.

– Bzdura. Czasem chodzę na obrony doktoratów. To jest czysta formalność. Doktoraty kiedyś były barierą jakościową. Teraz taka praca dość długo jest dostępna na wydziale, ale w praktyce nikt do niej nie zagląda, a na obronę przychodzi grupka znajomych, kolegów i rodzina, po czym wszyscy idą na proszony obiad i już. Jak stwierdzamy w Sekcji Humanistycznej Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych, na dziesięć doktoratów, jedynie trzy-pięć jest dobrych, reszta jest naprawdę marnej jakości. 

Tym bardziej na drodze do osiągnięcia samodzielności naukowej musi istnieć jakieś poważne sito kwalifikacyjne.

Mówi się, że w innych krajach habilitacji nie ma. Ale tam są konkursy na uczelniane stanowiska. Wygrana zależy od liczby i jakości publikacji oraz recenzji, to powoduje nieustanną weryfikację pracy naukowej. My konkursów nie mamy. Trzeba się z tym na razie pogodzić, bo przenosiny z miasta do miasta w Polsce są obecnie zbyt trudne dla utrzymujących się z uczelnianych pensji naukowców. Wobec tego może tak być, że pan X studiował, a potem został asystentem i adiunktem na tej samej uczelni, publikuje w wydawnictwach tej samej uczelni, tam się doktoryzuje i robi habilitację. Trudno więc uznać, że się rozwija albo sprawdza. I dlatego słaba uczelnia może „produkować” słabych naukowców. 

Wygląda na to, że pan nie chciałby żadnych zmian w karierze naukowej. 

– Wcale tego nie powiedziałem. Przecież recenzowanie prac przed drukiem oraz przenoszenie habilitacji poza macierzystą uczelnię byłoby dużą zmianą. Nie chodzi o to, żeby zrobić „coś”. A trochę tak wyglądają działania ministerstwa. Rzecz w tym, żeby to były zmiany w rozsądnym kierunku. My już przerabialiśmy ułatwienia w nauce, wprawdzie ze względów ideologicznych, w 1968 r. Wtedy się narobiło docentów bez habilitacji za zasługi w zwalczaniu „syjonizmu”. Przez długie lata nie mogliśmy sobie potem z tym poradzić. System bardzo łatwo jest popsuć, a naprawia się latami. A popyt na samodzielnych pracowników naukowych jest gwałtowny, są potrzebni do otwierania nowych uczelni i nowych kierunków. Po zniesieniu w 2005 r. kontroli habilitacji przez Centralną Komisję wzrosła ich liczba, ale popsuła się jakość. A o jakość nauki trzeba dbać. Tu nie ma miejsca na pospiesznie klecone reformy czy egalitaryzm, nauce potrzeba elitaryzmu.

Młodzi naukowcy uciekają do biznesu

Młodzi naukowcy uciekają do biznesu

Dziennik Polski

Politechnika Krakowska właśnie zaczyna szczegółowo analizować stan swojej kadry naukowej.

– Teraz nie cierpimy na brak młodych naukowców, ale chcemy uważnie przyglądać się sytuacji, żeby w przyszłości nie pojawił się problem – mówi prof. Jan Kazior, prorektor uczelni. – Naszym celem jest stworzenie warunków do pozyskiwania doktorów habilitowanych i profesorów reprezentujących priorytetowe dla PK dyscypliny naukowe.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat stopień doktora uzyskało tutaj 510 osób, a stopień doktora habilitowanego – 107. – Nasi absolwenci już na studiach są rozchwytywani przez międzynarodowe korporacje – mówi prof. Kazior. – Świadczy o tym fakt, że według ogólnopolskiego rankingu szkół wyższych Newsweek/Polska, Politechnika Krakowska sklasyfikowana została najwyżej pod względem rynkowej wartości wykształcenia. Tymczasem możliwości w uczelni też są bardzo duże.

W AGH w ciągu ostatnich lat systematycznie spadała liczba doktorantów. W 2003 r. było ich ponad 600, a w 2007 r. o stu mniej. Z kolei w Politechnice Łódzkiej w 2003 r. na studiach doktoranckich były 764 osoby, a cztery lata później – tylko 478.

– Obecnie struktura zatrudnienia w uczelniach w Polsce pokazuje, że odnotowujemy stosunkowo małą grupę nauczycieli akademickich w przedziale wiekowym 35-45 lat, a grupa profesorów w wieku przedemerytalnym, czyli przed 65 lub 70 rokiem życia, jest bardzo duża – mówi Bartosz Loba, rzecznik resortu nauki. – Mamy świadomość, że za kilka lat może powstać luka pokoleniowa. Chcemy więc jej zapobiec.