Ministerstwo nauki o „trzecim filarze” reformy szkolnictwa wyższego

logo_mnsw7

Ministerstwo nauki o „trzecim filarze” reformy szkolnictwa wyższego

PAP – Nauka w Polsce

12 marca minister nauki Barbara Kudrycka przedstawiła pakiet „Partnerstwo dla wiedzy – nowy model zarządzania szkolnictwem wyższym„, który – według niej – ma być „trzecim filarem” przyszłej reformy szkolnictwa wyższego. Według Kudryckiej za najważniejszą zmianę należy uznać stworzenie mechanizmu wyłaniania Krajowych Naukowych Ośrodków Wiodących (KNOW), czyli „ośrodków, które prowadzą badania naukowe na najwyższym poziomie”. Ośrodki te mają być wybierane w drodze konkursu przez komisje z udziałem międzynarodowych ekspertów. 

Pakiet „Partnerstwo dla wiedzy – nowy model zarządzania szkolnictwem wyższym”, zostanie teraz skierowany do konsultacji społecznych. W styczniu i lutym MNiSW przedstawiło dwa pakiety dotyczące: poprawy sytuacji studenta („Partnerstwo dla wiedzy – reforma studiów i praw studenckich”) i zmian w ścieżce kariery akademickiej („Partnerstwo dla wiedzy – nowy model kariery akademickiej”).

Jedna odpowiedź

  1. Kudrycka: Habilitacja do kas(tr)acji

    http://wyborcza.pl/1,75515,6389266,Kudrycka__Habilitacja_do_kas_tr_acji.html?as=1&ias=2&startsz=x

    Chcemy nadać więcej autonomii uczelniom w sprawach personalnych. Dziś konkursy na stanowiska naukowe są pozornie otwarte, a wynik nawet często przesądzony przed rozstrzygnięciem oficjalnym – mówi minister Barbara Kudrycka

    Adam Leszczyński: W ramach reformy nauki zapowiadała pani zniesienie habilitacji. W najnowszym projekcie habilitacja zostaje. Skąd ta zmiana?

    Prof. dr hab. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego*: Zdecydowaliśmy o tym po głębokich konsultacjach. Odbyłam wiele wizyt na uczelniach. Wielu naukowców przysyłało do nas listy. Doszliśmy do wniosku, że środowisku lepiej będzie służyć pozostawienie habilitacji.

    Proszę zresztą pamiętać, że nie planowaliśmy jej całkowitej likwidacji, ale wprowadzenie zamiast niej „uprawnień promotorskich”, tak jak nazywają to Francuzi.

    Dziś przyzwoicie przeprowadzona habilitacja to bardzo brutalny egzamin. Kandydat musi m.in. wygłosić wykład i odpowiadać na pytania recenzentów i członków rady wydziału. Projekt zakłada rezygnację z tego wszystkiego – będzie się składało wnioski przez internet.

    – To niekoniecznie brutalny egzamin. Pamiętam swoje kolokwium habilitacyjne na Uniwersytecie Warszawskim. Pytań było dużo. Głosowanie jednomyślne. Po latach wspominam to całkiem sympatycznie. Potrzebne jest jednak skrócenie i uproszczenie procedury. To, czy ktoś jest na tyle sprawny intelektualnie, żeby przekazywać swoje myśli studentom, będzie oceniane w czasie publicznej obrony pracy doktorskiej. Wtedy rada wydziału ma możliwość zweryfikowania erudycji kandydata. Dziś ta samodzielność jest nadawana późno. Chcemy skrócić okres pomiędzy doktoratem a habilitacją i samą procedurę, która dziś może trwać rok i dłużej.

    W naukach inżynieryjno-technicznych i przyrodniczych dorobek naukowy wystarczy, żeby stwierdzić, czy ktoś jest na tyle dobrym naukowcem, żeby sprawować opiekę nad młodszymi kolegami czy kierować zespołami badawczymi.

    Mam pełną świadomość, że humanistyka rządzi się nieco innymi regułami. W tej grupie nauk jest ważne, żeby naukowiec nie tylko znał wąski temat swojej pracy, ale był dużej klasy erudytą. Dlatego komisja do przeprowadzenia postępowania habilitacyjnego – w razie wątpliwości – będzie mogła wezwać kandydata na rozmowę o jego dokonaniach i planach badawczych . Wtedy będzie można kandydata rzetelnie przepytać i sprawdzić pod tym kątem. Siedmiu członków komisji będzie mogło zadać dowolne pytania.
    Nie odbiera pani uprawnień uczelniom i instytutom naukowym? Dziś to one decydują, kto zostanie doktorem habilitowanym. W nowym projekcie pięciu z siedmiu członków komisji będzie powoływanych spoza uczelni.

    – Dziś jest tak, że dwóch recenzentów pracy habilitacyjnej powołuje rada wydziału, a dwóch – Centralna Komisja ds. Tytułów i Stopni Naukowych. Rada wydziału decyduje w tajnym głosowaniu. Nie każda rada wydziału ma specjalistów o odpowiedniej specjalizacji naukowej.

    Dlatego, według projektu przekazanego do konsultacji społecznych będzie trzech recenzentów dorobku habilitanta powoływanych przez CK oraz czworo członków komisji – dwaj z rady wydziału, dwaj z CK. Obecnie myślimy o zweryfikowaniu tego pomysłu tak, aby CK powoływała dwóch recenzentów i dwóch członków komisji, a rada wydziału jednego recenzenta i dwóch członków. Te komisje będą miały charakter doraźny i powoływane będą osobno dla każdego kandydata według kryterium merytorycznego.

    Cały proces przyznawania habilitacji jest scentralizowany. Przed otwarciem przewodu dorobek kandydata ocenia się w punktach. Sposób ich przyznawania ustala ministerstwo…

    – Absolutnie nie wprowadzamy centralizacji oceny dorobku naukowego. Punkty służyć będą głównie samoocenie kandydata. Zależy nam na tym, żeby komisji nie zalały wnioski składane przez osoby, które się nie nadają ze względów formalnych czy merytorycznych. Dlatego pomogą one zarówno tym nieśmiałym, jak też tym bardziej brawurowym doktorom w obiektywnym zweryfikowaniu własnego dorobku. Jeżeli np. humanista nie napisał po doktoracie dużej monografii, policzy swoje punkty i zobaczy, że raczej nie ma po co aplikować.

    Ostateczna ocena dorobku będzie dokonywana przez naukowców, którzy będą wyrokować według swojej najlepszej wiedzy, a nie punktacji.

    W naszym projekcie kandydat sam się zwraca o habilitację. To pozwali młodym, błyskotliwym uczonym szybciej wejść na ścieżkę dalszej kariery.

    Czyli np. młody ambitny politolog o nielubianych w środowisku poglądach politycznych będzie mógł sam – bez żadnych tajnych głosowań w radzie wydziału – wystąpić o habilitację?

    – Kandydat sam wskaże radę wydziału, która ma wydelegować członków do komisji oceniającej jego dorobek – bez pytania o zdanie szefa, dziekana itd. Przypuszczam, że zgodnie z dotychczasową tradycją w większości będą to macierzyste rady wydziałów.

    Będzie się można odwoływać? Wyobraźmy sobie kontrowersyjnego młodego uczonego, którego habilitację odrzucono z przyczyn niemerytorycznych. Wiadomo, że takie historie się zdarzają. W dzisiejszym systemie może próbować na innej uczelni. W nowym – jak przepadnie w Centralnej Komisji – będzie musiał czekać trzy lata na powtórkę?

    – Nie chcemy posądzeń o stosowanie metod sądu kapturowego. Weryfikowanie pracy CK odbywa się w systemie, który nazwałabym quasi-jawnym. Informacja o procedurze i dorobku kandydata będzie publikowana na stronach CK i ministerstwa. Każdy, kto ma wątpliwości, zobaczy, jak się zakończyła.

    Kandydat będzie mógł się domagać powtórzenia procedury przed komisją w innym składzie z udziałem superrecenzentów. Dopiero jak przepadnie jeszcze raz, będzie musiał czekać trzy lata, pozwalające na stworzenie odpowiedniego dorobku naukowego

    Wielu krytyków naszych projektów ocenia je z punktu widzenia czołówki polskiej nauki – najlepszych instytutów i rad wydziałów. Tam rzeczywiście egzamin jest dogłębny i zdarzają się przypadki negatywnych głosowań w procedurze habilitacyjnej.

    Ministerstwo musi jednak patrzeć na to także z perspektywy tych instytutów i rad wydziałów, które są żywotnie zainteresowane „produkcją” nowych doktorów habilitowanych, bo są im potrzebni do otwierania nowych kierunków studiów. Zdarza się, że rady przegłosowują habilitacje mimo dwóch negatywnych recenzji z zewnątrz!

    Jakość takich habilitacji często nie odpowiada poziomem przyzwoitym doktoratom, nie mówiąc o doktoratach z dobrych zachodnich uniwersytetów.

    To anachronizm, który musimy zmienić.

    Państwo, przekazując potężne pieniądze na zmiany w nauce, musi wprowadzić gruntowne zmiany. System musi mobilnie odpowiadać na potrzeby zmieniającego się świata. Na uczelniach muszą być także młodzi ludzie, którzy mają do przekazania studentom najnowszą wiedzę. Nie możemy szkodzić naszej utalentowanej młodzieży, tolerując nie zawsze wybitną kadrę.

    Doktoraty mają być lepsze. Doktorant musi mieć przynajmniej jedną publikację w recenzowanym czasopiśmie o zasięgu ogólnopolskim. Starczy czasopism?

    – Niech pan nie żartuje! To minimalny warunek! Kiedy robiłam doktorat, było niemożliwe, żebym w pierwszym roku pracy nie miała takiej publikacji. Inaczej nie mogłabym pracować na uniwersytecie.

    Powstaje wiele różnych pism naukowych. Każda uczelnia, także niepubliczna, zakłada pismo. Często publikuje się w nich artykuły bez recenzji specjalisty.W ten sposób tworzy się znaczny dorobek o kiepskiej jakości – często bez odpowiedniej wartości naukowej. Stąd wymóg recenzji.

    Zależy nam na dużej liczbie bardzo dobrych doktoratów. Mamy 400 mln złotych na nowe, ciekawe programy interdyscyplinarnych studiów doktoranckich. Możemy sfinansować dla nich superstypendia. Nie określamy nawet ich górnej wysokości.

    W nauce polskiej skończyło się finansowanie tylko „na przetrwanie”. Będziemy płacić za wyniki: wzmocnienie jakości dydaktyki, powiązanie z gospodarką, rozwój badań naukowych na uczelniach. Właśnie ogłosiliśmy konkursy na projekty celowe i rozwojowe, na które przeznaczamy ponad 700 mln zł z funduszy strukturalnych. Dotychczas przeznaczaliśmy na projekty badawcze własne w naukach technicznych z budżetu państwa 40 mln zł. Widać chyba wyraźną różnicę jakościową w finanansowaniu nauki. Na wzmocnienie dydaktyki przeznaczamy w ostatnim konkursie kolejne 700 mln zł.

    Ograniczenie uprawnień uczelni w sprawie nadawania habilitacji nie okaże się niekonstytucyjne? Uczelnie mają zagwarantowaną w konstytucji autonomię.

    – Nie, absolutnie! Według konstytucji zasady autonomii określa ustawa.

    Poza tym w Centralnej Komisji – której uprawnienia rzeczywiście będą większe niż dziś – nie siedzą urzędnicy, tylko naukowcy, którzy sami pracują na uczelniach. Myślimy też o wzmocnieniu rad wydziałów w ten sposób, że po pozytywnej decyzji komisji będą głosowały nad nadaniem stopnia doktora habilitowanego. Zapewnić również chcemy udział przedstawicieli rad wydziałów w procedurze odwoławczej przed CK. Oczywiście promocja habilitanta będzie odbywała się na radzie wydziału albo na radzie instytutu. To dobra tradycja i ona zostanie.

    Chcemy nadać więcej autonomii uczelniom w sprawach personalnych. Dziś konkursy na stanowiska naukowe są pozornie otwarte, a wynik nawet często przesądzony przed rozstrzygnięciem oficjalnym. Blokuje to dostęp tym, którzy np. robią doktoraty za granicą. Mamy znakomitych doktorów, jak choćby po Europejskim Instytucie we Florencji, a uczelnie ich nie chcą. To paradoks – państwo płaci za ich studia, oni zobowiązują się do pracy w Polsce, a nie ma dla nich miejsca!

    Chcemy zobowiązać uczelnie do informowania o wszystkich konkursach. W internecie na stronach ministerstwa będzie taki centralny „słup ogłoszeniowy”. Łatwiej też będzie pozbywać się pracowników bezproduktywnych naukowo

    Nie obawia się pani apeli do prezydenta z prośbą o weto?

    – To dopiero drugi z trzech etapów konsultacji społecznych. Wierzę, że uda się wypracować procedury, które środowisko akademickie zaakceptuje. Sam prezydent jest doktorem habilitowanym i ma wśród doradców wybitnych uczonych. Z pewnością zrozumie, że zmiany mają służyć modernizacji kraju.

    * prof. dr hab. Barbara Kudrycka – profesor tytularny prawa administracyjnego i nauki administracji publicznej, minister nauki i szkolnictwa wyższego. Profesor i kierownik Katedry Prawa Uniwersytetu w Białymstoku i była rektor Wyższej Szkoły Administracji Publicznej im. Stanisława Staszica w Białymstoku. Była deputowana do Parlamentu Europejskiego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: