IPN – „Zaczęło się w Polsce” – „First to fight”

ipn-1665

„Zaczęło się w Polsce” – „First to fight”

serwis IPN

„Zaczęło się w Polsce” i „First to fight” – pod takimi hasłami Instytut Pamięci Narodowej będzie w tym roku obchodził i upamiętniał 20. rocznicę upadku komunizmu i 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej. 

Portal edukacyjny http://www.rok1989.pl
Instytut Pamięci Narodowej przygotowuje portal internetowy (docelowo w kilku wersjach językowych) z łatwym do zapamiętania adresem http://www.rok1989.pl. Będzie tu można znaleźć kalendaria wydarzeń 1989 w Polsce i innych krajach byłego bloku sowieckiego, krótką historię syntetyczną, wybór dokumentów, relacje świadków, galerię zdjęć, fragmenty filmów itd. Celem portalu jest przedstawienie roli Polski w wydarzeniach 1989 r. na tle innych państw regionu.

30. rocznica powstania NSZZ „Solidarność”
Instytut Pamięci Narodowej od dłuższego czasu przygotowuje się do przypadającej w 2010 roku 30. rocznicy powstania NSZZ „Solidarność”. Prowadzone są zarówno działania o charakterze edukacyjnym (np. portale http://www.sierpien1980.pl ihttp://www.13grudnia81.pl), jak i naukowym (ogólnopolski projekt naukowy poświecony dziejom „Solidarności”, intensywnie wspierane przez IPN przygotowania do publikacji „Encyklopedii Solidarności”).

Portal internetowy
Instytut Pamięci Narodowej planuje uruchomienie portalu internetowego (w polskiej i angielskiej wersji językowej) z łatwym do zapamiętania adresem http://www.1wrzesnia39.plhttp://www.17wrzesnia39.pl, dotyczącego Września ’39. Będzie tu można znaleźć kalendarium wydarzeń, które doprowadziły do wybuchu II wojny światowej, kalendarium kampanii wrześniowej na ziemiach polskich, krótką historię syntetyczną, wybór dokumentów, relacje świadków, galerię zdjęć, fragmenty filmów itd. Celem portalu jest uwypuklenie faktu, iż II wojna światowa rozpoczęła się w Polsce, i ukazanie międzynarodowej opinii publicznej ogromu polskich ofiar poniesionych nie tylko podczas kampanii wrześniowej, ale także w okresie całej II wojny światowej. 

Gazeta od zwalczania inaczej myślących

logogw

Jak uwłaszczali się ludzie „Wyborczej”

Dziennik

Ten tekst chodził mi po głowie od dawna. Do jego napisania zmotywowała mnie zamieszczona w DZIENNIKU sylwetka Heleny Łuczywo. Bo choć to sylwetka barwna i ciekawa, choć pokazuje znaczenie i tej gazety, i tej redaktorki, to w jakiś sposób omija sam początek „Wyborczej” i rolę, moim zdaniem często złą, jaką odegrała w polskim życiu publicznym – pisze Ryszard Bugaj.

GAZETA JEDNEGO NURTU 
Ludzie Gazety z naciskiem podkreślają, że wystartowała ona z bardzo skromnymi środkami, że pracowali w pionierskich warunkach. To oczywiście prawda, tyle że bardzo niepełna. Gazeta zyskała praktycznie jako jedyna historyczny handicap, bo reprezentowała wielki ruch antyreżimowy. To nie przypadek, że jej nakład właściwie natychmiast osiągnął pół miliona egzemplarzy, że posypały się reklamy i przyszła pomoc zagraniczna. Oczywiście wszystko to można było zaprzepaścić. Ale też nikt nie twierdzi, że ludzie Gazety nie wykorzystali wielkiej szansy jaką uzyskali dzięki upadkowi komunizmu i szczodremu nadaniu.

Gazeta właściwie od samego początku nie chciała jednak podjąć się roli wyraziciela racji całej dawnej opozycji. Wobec narastających podziałów a nawet wrogości byłoby to zresztą bardzo trudne. Pierwszy bardzo poważny konflikt, to była „wojna na górze”, którą rozpętał Wałęsa popychany swoimi prezydenckimi ambicjami. Ale też akcja Wałęsy oznaczała uderzenie w struktury dawnej opozycji do kontroli których silnie aspirowało uformowane już środowisko „familii” (którego Michnik był jednym z liderów). Gazeta jednoznacznie zaangażowała się nie tylko przeciw Wałęsie (ale potem – trzeba to przyznać – twardo poparła go w II-giej rundzie wyborów przeciw Tymińskiemu), ale także przeciw pluralizacji solidarnościowego ruchu. Od tego momentu Gazeta, jej Redaktor (i jego zespół), w jawny sposób podjęli samodzielną grę na scenie publicznej. Gazeta stała się właściwie quasi partią, a jej Redaktor dożywotnim jej liderem. Pewnie w historii takie sytuacje już się zdarzały, ale w kategoriach etycznych i politycznych trudno to pochwalić – chyba nawet wtedy, gdy sympatyzuje się (ja nie sympatyzuję) z polityczną opcją Gazety. Szczególnie, że wielkie znaczenie mają tu dwa czynniki dodatkowe: majątkowe „uwłaszczenie” ludzi Gazety na jej gigantycznym majątku i metody zwalczania inaczej myślących….

TO JUŻ NIE JEST KRAJ JEDNEJ GAZETY

Szczęśliwie dziś Gazeta nie ma już tej pozycji co kilka lat temu. Dzięki Bogu konkurencja urosła w siłę. Ale rola GW na scenie polskiego życia politycznego i intelektualnego musi być krytycznie oceniona. Przez lata należałem do „familii” – nieformalnego środowiska, którego Gazeta była kluczowym orężem. Środowisko „familii”, które odegrało ogromną (moim zdaniem w sumie pozytywną) rolę, coraz bardziej – niestety – oddalało się od standardów działania (i celów) które były mi bliskie. Gazeta zaś stała się po prostu brutalnym instrumentem walki politycznej. Szkoda.

Klapa szkoły Liderów Politycznych w Krakowie

Koniec szkoły Marcinkiewicza.

POWÓD ZAMKNIĘCIA: TRUDNOŚCI ORGANIZACYJNE

tvn.24

Otwierana hucznie w zeszłym roku szkoła Liderów Politycznych w Krakowie, którą zakładał Kazimierz Marcinkiewicz, będzie zamknięta. Jak donosi „Polityka”, w ostatnią niedzielę swoje dyplomy odebrali pierwsi i ostatni absolwenci.

– W najbliższym czasie nie przewiduję prowadzenia tego kierunku i nie zdecydowałem czy kiedykolwiek go reaktywujemy – mówi „Polityce” Jarosław Gowin (PO), rektor Wyższej Szkoły Europejskiej, w ramach której działała Szkoła Liderów. Swoją decyzję tłumaczy trudnościami organizacyjnymi: – Wykładali u nas zapracowani politycy i eksperci, co wiązało się z ciągłymi zmianami planów zajęć i nie było korzystne dla studentów – wyjaśnia Gowin.

Jak przypomina „Polityka”, w szkole Liderów Politycznych studenci uczyli się m.in. polityki społecznej od ministra Michała Boniego, o obliczach polskiej biurokracji od Pawła Poncyljusza (PiS), o wizerunku medialnym od Konrada Ciesiołkiewicza (rzecznika byłego premiera Marcinkiewicza), o polityce zagranicznej od Radosława Sikorskiego (PO) i polityce rozwoju od Grażyny Gęsickiej (PiS).

Studentów zawiedli Jan Rokita, Jerzy Buzek i Adam Bielan (PiS), którzy – jak tłumaczy kierownik kierunku, dr Małgorzata Zachara – ostatecznie odmówili ze względów organizacyjnych. Oczekiwań nie spełnił też Kazimierz Marcinkiewicz. Świeżo upieczony absolwent Adam Dębski opowiada, że były premier pojawił się w szkole tylko dwa razy.

Polska może być high-tech

Polska może być high-tech

Polska

Wszystkie pozytywne scenariusze naszego rozwoju opierają się na budowie silnego sektora nauki- mówi w rozmowie prof. Michał Kleiber, prezes PAN

Pojawił się program dużego dofinansowania uczelni technicznych. Dobra wiadomość? 


Rząd niewątpliwie powinien aktywnie wspierać najpotrzebniejsze kierunki studiów. Dobrze byłoby jednak mieć pewność, że dofinansowanie nie zostanie zrealizowane kosztem innych obszarów nauki. 

Właśnie, w sytuacji kryzysu jest to odważne posunięcie. 


Faktem jest jednak, że mamy bardzo złą strukturę studentów na poszczególnych kierunkach. Żywiołowy rozwój szkolnictwa wyższego sprawił, że studentów na kierunkach ścisłych i technicznych jest o wiele za mało. A to one głównie decydują o rozwoju cywilizacyjnym kraju i konkurencyjności gospodarki. Zmiana tych proporcji jest absolutnie niezbędna. 

Czy mamy szansę w ogóle konkurować z uczelniami światowymi? 
Nie ma wyjścia – musimy podjąć to wyzwanie. Jest oczywiście mało prawdopodobne, że za 10 czy 20 lat zostaniemy liderem we wszystkich możliwych obszarach nowoczesnych technologii. Ale istnieje bardzo dużo nisz i obszarów współpracy, w których możemy mieć sukcesy, bazując na wypracowanej w pocie czoła kreatywności i skoncentrowanym wysiłku edukacyjnym. 

A konkretniej? 
Zapomnijmy na razie o marzeniu stworzenia szybkiego sukcesu na miarę fińskiej Nokii – skoncentrujmy się na budowie szerokiego kapitału wiedzy, który w naszej sytuacji jest najlepszym gwarantem stabilnego rozwoju. Mamy olbrzymi, nie w pełni wykorzystany potencjał rozwojowy, który trzeba wreszcie uruchomić – chociaż to trudne, musimy skupić się na tworzeniu warunków, które pozwolą nam sprostać przyszłym, nieznanym dzisiaj wyzwaniom. Zrobić to tak samo dobrze albo nawet lepiej niż nasi globalni konkurenci – dziś to właśnie jest polską racją stanu. 

Nowy kierunek studiów – spychologia

spychacz

źródło

Już po sprawie plagiatu prof. Grybosia z AM

GW

Ani Ministerstwo Nauki, ani Ministerstwo Zdrowia nie będą badały sprawy podejrzewanego o popełnienie plagiatu prof. Mariana Grybosia z wrocławskiej Akademii Medycznej. Tym samym mocy nabiera postanowienie uczelnianej komisji dyscyplinarnej o umorzeniu postępowania.

Szef I Katedry i Kliniki Ginekologii i Położnictwa wrocławskiej Akademii Medycznej był podejrzewany o popełnienie plagiatu w pracy doktorskiej i w podręczniku „Ginekologia Onkologiczna”. Prof. Stanisław Pielka, rzecznik dyscyplinarny uczelni, ustalił, że Gryboś przepisał fragmenty pracy swojego promotora. Natomiast w podręczniku skopiował co najmniej kilkadziesiąt fragmentów artykułów innych autorów. Prof. Pielka wystąpił o naganę dla ginekologa. Ostateczna decyzja należała do komisji dyscyplinarnej uczelni, która wybiera spośród swoich członków trzyosobowy zespół orzekający. Ten ostatecznie odrzucił oskarżenia wobec prof. Grybosia. 
Po ogłoszeniu werdyktu wyszło na jaw, że w zespole orzekającym był prof. Mieczysław Woźniak, współautor kilku publikacji z prof. Grybosiem. Prof. Woźniak nie widział w tym konfliktu interesów.

Prof. Ryszard Andrzejak, rektor AM nie chciał komentować ani werdyktu, ani udziału w zespole orzekającym prof. Woźniaka. Poprosił o pomoc prawną Ministerstwo Nauki i Ministerstwo Zdrowia. – Być może sprawą zajmie się komisja ministerialna – powiedział nam.

Jednak tak się nie stanie. – W sprawie dotyczącej pracowników naukowych AM nadzór należy do Ministerstwa Zdrowia – twierdzi Bartosz Loba, rzecznik ministra nauki.

Z kolei Jakub Gołąb z Ministerstwa Zdrowia mówi: – Przepisy nie przewidują udziału resortów w postępowaniu dyscyplinarnym. Minister jest wymieniony jedynie wśród otrzymujących orzeczenie. W przypadku, gdy któraś ze stron ma zasadne uwagi, to może odwołać się do komisji przy Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego.  

Komentuje Tomasz Wysocki: Spychologia zastosowana

Podejrzewany o popełnienie plagiatu prof. Marian Gryboś może odetchnąć. Już po sprawie. Ani rektor Akademii Medycznej, ani żadne z ministerstw nie chcą weryfikować wątpliwego werdyktu. To przykład ewidentnej spychologii. Przekaz dla młodych kadr jest jasny: jak cię złapią na ściąganiu, to nie wolno ci się przyznać. A ściągać oczywiście można.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław