Skandal wokół kolejnej wersji śmierci Pyjasa

pyjas

Skandal wokół kolejnej wersji śmierci Pyjasa

Rz, 17.02.2009

Pijany Stanisław Pyjas przed śmiercią dobijał się do dziewczyny i został uderzony drzwiami – twierdzi w kontrowersyjnej książce były peerelowski lekarz sądowy Zdzisław Marek.

Jest kłamcą, i to dość nieudolny – mówi o nim historyk Antoni Dudek Publikacja 85-letniego emerytowanego profesora nosi tytuł „Głośne zdarzenia w świetle medycyny sądowej”.

Znaczną część liczącej 295 stron książki zajmują opisy okoliczności śmierci, pobić i wypadków z lat 70. i 80., w których dopatrywano się motywów politycznych.

Ekspertyzy w tych sprawach sporządzał Zakład Medycyny Sądowej w Krakowie kierowany przez wiele lat przez prof. Marka.

Dudek: próbuje się wybielić Nadzwyczajna komisja powołana w 1991 roku przez rektora Akademii Medycznej stwierdziła, że prof. Marek w swojej działalności opiniodawczej naruszył normy etyczne pracownika nauki. Pozbawiła go funkcji kierownika Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej.

To ekspertyzy Marka wspierały prokuraturę w sprawie śmierci związanego z opozycją Stanisława Pyjasa, znalezionego w maju 1977 roku w sieni krakowskiej kamienicy

Profesor stawia hipotezę, że pijany student dobijał się do koleżanki mieszkającej na II piętrze kamienicy i został uderzony gwałtownie otwieranymi przez kogoś drzwiami. Zrezygnował z wizyty, zszedł na dół, a tam, siedząc u stóp schodów, zachłysnął się krwią z wargi zranionej przy uderzeniu drzwiami. Zaczął się dusić i upadł na posadzkę, doznając kolejnych urazów.

„Tylko zmasowana propaganda i z uporem powtarzane twierdzenia, że Stanisława P. zamordowano, utrwaliła to w powszechnym przekonaniu, bezkrytycznie powtarzanym. (…) Każdy mający odmienne zdanie, czy choćby wyrażający wątpliwości, jest zakrzykiwany i nazywany „świadomym współpracownikiem usiłującym zatuszować ponurą zbrodnię”pisze prof. Marek.

Prof. Marek sugeruje, że za śmierć Pyjasa współodpowiedzialny jest Bronisław Wildstein. „Wielce ciekawe i niecodzienne było zachowanie w tym przypadku Bronisława W. – najbliższego przyjaciela (jak wielokrotnie twierdził) Staszka, a także towarzysza w ostatnim dniu życia. Zostawił nietrzeźwego przyjaciela w mieście, potem wyjechał na wiele lat za granicę. Wrócił, gdy sprawa „niegodnego postępowania biegłego” już się przedawniła. (…) Może jednak „przedawnienie” dotyczyło innej sprawy, na przykład nieumyślnego zadania obrażeń? Musi to jednak pozostać w sferze domysłów, chyba że ci, którzy znają prawdę, zdecydują się mówić” – pisze prof. Marek.

Sam Wildstein słowa prof. Marka kwituje krótko: – Kanalia, po prostu kanalia. Za to, że opisałem jego rolę w sprawie Pyjasa, wytoczył mi proces i wygrał, co wiele mówi o naszym wymiarze sprawiedliwości.

Zdzisław Marek nie pominął tego zresztą w swojej książce. Przypomina, jak z jego oskarżenia sąd prawomocnie skazał Bronisława Wildsteina na karę grzywny i nawiązki oraz opublikowanie wyroku w gazecie za to, że w 1991 roku publicznie obwiniał medyka o tuszowanie sprawy zabójstwa Pyjasa i nazwał go m.in. „najbardziej cynicznym wspólnikiem zbrodni”, który tylko dzięki przedawnieniu uniknął odpowiedzialności.

Komentarze 4

  1. Skandaliczna teoria o Wildsteinie i Pyjasie
    http://www.dziennik.pl/polityka/article321305/Skandaliczna_teoria_o_Wildsteinie_i_Pyjasie.html
    Szokujące oskarżenia pod adresem Bronisława Wildsteina. Były lekarz sądowy prof. Zdzisław Marek posądza go o współodpowiedzialność za śmierć Stanisława Pyjasa. „Kanalia, po prostu kanalia” – mówi o profesorze Wildstein. W księgarniach można kupić właśnie książkę Marka. Opisał w niej serię pobić z lat 70. i 80., w których dopatrywano się motywów politycznych.
    Profesor sugeruje też, że za śmierć Pyjasa współodpowiedzialny może być Bronisław Wildstein. „Wielce ciekawe i niecodzienne było zachowanie w tym przypadku Bronisława W. – najbliższego przyjaciela (jak wielokrotnie twierdził) Staszka, a także towarzysza w ostatnim dniu życia. Zostawił nietrzeźwego przyjaciela w mieście, potem wyjechał na wiele lat za granicę” – pisze w swojej książce prof. Marek. I dodaje, że Wildstein wrócił po długim czasie, gdy mogła przedawnić się sprawa „na przykład nieumyślnego zadania obrażeń? Musi to jednak pozostać w sferze domysłów, chyba że ci, którzy znają prawdę, zdecydują się mówić” – pisze Marek.

    Działacz opozycji prof. Ryszard Terlecki przypomina, że Wildstein faktycznie wyjechał za granicę, ale… dopiero cztery lata po śmierci Pyjasa i musiał tam zostać po ogłoszeniu stanu wojennego.

    A sam Wildstein słowa prof. Marka kwituje krótko: „Kanalia, po prostu kanalia. Za to, że opisałem jego rolę w sprawie Pyjasa, wytoczył mi proces i wygrał, co wiele mówi o naszym wymiarze sprawiedliwości.”
    Wersji prof. Marka zaprzeczają ogólnie znane ustalenia wznowionego w latach 90. śledztwa. W 1999 roku śledczy doszli do wniosku, że studenta śmiertelnie pobito, najprawdopodobniej z inspiracji SB. Marek forsuje jednak inną tezę. Powtarza też wersje peerelowskiej prokuratury i SB dotyczące dwukrotnego pobicia w 1985 roku przez „nieznanych sprawców” księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. „Sugerowano wtedy, że upozorowałem je sam lub przy czyjejś pomocy” – mówi ks. Zaleski.

    Nadzwyczajna komisja powołana w 1991 roku przez rektora Akademii Medycznej stwierdziła, że prof. Marek w swojej działalności opiniodawczej naruszył normy etyczne pracownika nauki. Pozbawiła go funkcji kierownika Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej”.

  2. Pomocnik esbeków opluł Wildsteina
    http://www.dziennik.pl/opinie/article321512/Pomocnik_esbekow_oplul_Wildsteina.html
    Lekarz, który orzekł w 1977 roku, że Stanisław Pyjas spadł ze schodów, pisze dziś, że do śmierci krakowskiego studenta mógł się przyczynić Bronisław Wildstein – przyjaciel Pyjasa, a dziś publicysta „Rzeczpospolitej”. To diaboliczny zamysł uczynienia z ofiar podejrzanych – pisze o oskarżeniach Zdzisława Marka publicysta DZIENNIKA Piotr Zaremba.

  3. Prawda według łajdaka
    http://www.dziennik.pl/opinie/article321929/Prawda_wedlug_lajdaka.html
    Trzeba być nie lada łajdakiem i mieć w sobie nieograniczone pokłady cynizmu, żeby trzydzieści lat po śmierci Stanisława Pyjasa lansować wersję o przypadkowym zgonie młodego krakowskiego opozycjonisty – oburza się na nowe kłamstwa w tej sprawie Jerzy Jachowicz z DZIENNIKA.

    Najbardziej zasłużony dla Służby Bezpieczeństwa krakowski medyk Zdzisław Marek, należy do tych najczarniejszych postaci PRL, które już nigdy nie zostaną skazane przez sąd demokratycznej Polski. Co więcej, nigdy nawet nie zostaną potępione przez opinię publiczną. Ich największe grzechy, które winny być oceniane jako czyny stojące na pograniczu zbrodni medycznej, u nas są całkowicie ignorowane. Jego naukowa kariera i biografia człowieka pozostaną nieskazitelnie czyste. Jeśli bez plam żadnych, to tym samym wzorowe – uzna większość.

    Nie ma na szczęście ludzi, którzy chcieliby wystawiać mu pomniki na placach Krakowa czy ustawiać jego popiersia na salach wykładowych dla adeptów medycyny. Ale przecież wydanie jego książki, w której eksponuje własną interpretację głośnych zbrodni politycznych z czasów PRL, jest swoistego rodzaju pomnikiem eksperta i badacza. Tymczasem treść książki powinna skazywać ją na poczesne miejsce w galerii najpodlejszych gadzinówek,

    85-letni dziś prof. Zdzisław Marek, emerytowany kierownik Krakowskiej Katedry Medycyny Sądowej, przez ponad 40 lat – niemal tyle, ile trwała PRL – jako biegły sądowy opiniował przed sądami w całym kraju najgłośniejsze sprawy kryminalne. Wśród nich było wiele spraw, w których występowali „nieznani sprawcy”. We wszystkich tego rodzaju zdarzeniach jego ekspertyza brzmiała zawsze jednakowo: „nieszczęśliwy wypadek”. Nic dziwnego więc w tym, że przylgnął do niego szyld – etatowy ubecki ekspert. W 1991 r. niezależna komisja orzekła, że główną przyczyną śmierci Pyjasa było pobicie. A zwłoki zostały podrzucone w inne miejsce właśnie po to, aby zainscenizować wypadek. Mimo to prof. Marek broni swojej wersji.

    Jak dalece można posunąć się w arogancji, świadczy własny obraz, jaki kreuje prof. Marek w swej książce. Pisze w niej, że w jego życiu prywatnym i zawodowym przyświecały mu m.in. następujące drogowskazy: „bycie wysoce rozważnym i samokrytycznym” oraz zasada, by nigdy nie „służyć żadnym panom”. Biografia prof. Marka wskazuje, że jest on akurat odwrotnością człowieka, obraz którego w swych megalomańskich zapędach próbuje nam wmówić. Dziwi mnie, że nikt ze środowiska naukowego nie zaprotestował głośno przeciwko książce prof. Marka. Nikt też wcześniej nie próbował zdjąć z jego głowy fałszywej korony, w którą się stroi. Czyżby środowisko naukowe przeżarte było w tak ogromnym stopniu zakłamaniem? A jest przeciwko czemu protestować.

    Czyż może być większe szubrawstwo od tego, którego dopuszcza się Zdzisław Marek, kiedy jako swego patrona i mistrza wymienia profesora Jana Olbrychta, wspaniałego, uczciwego człowieka, wielkiego poprzednika, twórcę Katedry Medycyny Sądowej?

  4. NOWE KŁAMSTWA W SPRAWIE ŚMIERCI PYJASA
    wtorek 17 lutego 2009 17:39
    „Pyjas nie może odpocząć w spokoju”

    http://www.dziennik.pl/opinie/article321865/Pyjas_nie_moze_odpoczac_w_spokoju.html

    Kilka lat temu prof. Marek, nie wiedząc, że jest nagrywany, wypalił dziennikarce: „Jest pewne, że Pyjasowi ktoś dał w mordę”. Dziś jednak znów snuje obrzydliwe insynuacje – pisze Liliana Sonik, dawna opozycjonistka i przyjaciółka Stanisława Pyjasa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: