POLSKA NAUKA W INDEKSIE HIRSCHA

sprawy_nauki_logo_www

Polska nauka w indeksie Hirscha- Ryszard Kierzek

Sprawy Nauki

Zdecydowana większość (ponad 90%)  najczęściej cytowanych publikacji  jest wynikiem współpracy z zagranicznymi ośrodkami naukowymi. Analiza dokonań z okresu 2000–2006 pokazuje, że pośród 100 najczęściej cytowanych prac tylko dwie powstały całkowicie w polskiej instytucji, a reszta we współdziałaniu z zagranicznym ośrodkiem naukowym.

Tabele  : 

POLSKA NAUKA W INDEKSIE HIRSCHA

Instytuty Polskiej Akademii Nauk

Wybrane uniwersytety

Wybrane politechniki, szkoły rolnicze i medyczne

Noblowska korupcja

alfred-nobel

Korupcja nawet w fundacji noblowskiej?

Rz

Czy wielki koncern farmaceutyczny wpłynął na komitet przyznający Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny? Takie podejrzenia ma szwedzka prokuratura.

W tym roku Nagrodę Nobla za osiągnięcia na polu medycyny dostał niemiecki naukowiec Harald zur Hausen. Został wyróżniony za wykazanie, że wirus brodawczaka (HPV) wywołuje raka szyjki macicy. Badania umożliwiły opracowanie szczepionki przeciwko tej chorobie, która jest pierwszą szczepionką przeciwrakową.

Problem w tym, że udziały w dwóch produkujących ją firmach ma koncern farmaceutyczny AstraZeneca, który współfinansuje Fundację Nobla. Sponsoruje jej serwis internetowy i płaci za kampanie promocyjne. Co więcej, szef komitetu wyznaczającego kandydatów do medycznego Nobla Bertil Fredholm jeszcze w 2006 roku był sowicie opłacanym konsultantem firmy AstraZeneca. A jeden z członków jury Bo Angelin, do dziś zasiada w radzie nadzorczej korporacji.

Wywołało to podejrzenia, że firma wpłynęła na decyzję o przyznaniu Nobla zur Hausenowi. Dzięki rozgłosowi, jaki towarzyszył wręczeniu mu nagrody, miała ona nadzieję na zwiększenie sprzedaży szczepionek. Sprawą zajęła się już szwedzka prokuratura. Zarówno Fundacja Nobla, jak i AstraZeneca stanowczo zaprzeczają oskarżeniom…

Wielu członków fundacji nie ukrywa jednak niepokoju. Uważają, że prestiż i wiarygodność najsłynniejszej nagrody na świecie może poważnie ucierpieć. Szczególnie, że nie jest to jedyna afera związana z Noblem. Prokuratura wszczęła również śledztwo w sprawie wycieczek do Chin, jakie komunistyczne władze zafundowały członkom komitetów.

Chodzi o osoby zasiadające w jury nagród z dziedziny medycyny, fizyki i chemii. Co ciekawe, jednym z nich był zamieszany w sprawę AstraZeneca Bertil Fredholm. Uczestnicy wycieczek podobno stale byli pytani, co Chiny powinny zrobić, żeby znowu dostać Nobla (jest to jeden z głównych celów, jakie przed swoimi naukowcami postawił Pekin).

Otrzymali też od chińskich władz drogie prezenty. Gdy sprawa wyszła na jaw, przyznali, że być może wyjazdy nie były dobrym pomysłem. Zapewniali jednak, że nie zrobili nic złego. Innego zdania jest prokuratura, która podejrzewa ich o korupcję.

– To dobrze, że wszczęto śledztwa. Musimy stworzyć całkowicie szczelną barierę przeciwko wszelkim próbom wpływania na przyznawanie Nagród Nobla – powiedział cytowany przez szwedzkie radio profesor Claes Sandgren, szef Insytytutu Antykorupcyjnego, który od 1923 roku ściga szwedzkich łapowników.

Siedemnaście lat polskiego Internetu

internet-www

Siedemnaście lat polskiego Internetu

Rz

Siedemnaście lat temu Polska uzyskała pełny dostęp do Internetu. 20 grudnia 1991 roku USA zniosły blokadę na połączenia komputerowe z naszego kraju.

Za narodziny internetu w Polsce uznawana jest data 17 sierpnia 1991 roku. Tego dnia z baraku przed Wydziałem Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego do Centrum Komputerowego Uniwersytetu w Kopenhadze dotarł pierwszy wysłany z naszego kraju e-mail.

20 grudnia 1991 roku to data nie mniej istotna. Równo siedemnaście lat temu Stany Zjednoczone zniosły ograniczenia w łączności z naszego kraju. Polska uzyskała pełny dostęp do globalnej sieci. Po siedemnastu latach liczbę polskich internautów podaje się w milionach. Według ostatnich szacunków Eurostatu, na początku tego roku co drugi Polak mógł się nazywać internautą.

Wsparcie dla NFA

snake

Studencka wolność słowa

internet-explorer

Studencka wolność słowa

STUDENTKA OBRAZIŁA W MAILU SWOJEGO PROFESORA, TEN W ODWECIE UPUBLICZNIŁ TREŚĆ LISTU W GAZETCE

Kurier Lubelski

Profesor Jan Hudzik, pracownik Zakładu Filozofii Polityki i Komunikacji Społecznej UMCS, wykładający również w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie, otrzymał zaskakujący list na skrzynkę mailową.

Osoba podająca się za jego studentkę napisała: „Strasznie mnie to męczy… jak można być tak wrednym człowiekiem. Prawda jest taka, że kogo nie zapytałam o pana, to słychać tylko bardzo, ale to bardzo negatywny odzew?! inwektywy, obelgi (…) Oby podobnych do pana było jak najmniej!!!” – napisała Olla_ola.

Prof. Jan Hudzik zapewnia, że trudno było mu przejść obojętnie nad tym listem. – Zwłaszcza że zdarzyło mi się to po raz pierwszy – mówi .

Wykładowca uznał, że to, co zrobił autor listu, było co najmniej niestosowne.

– W czasie, kiedy studiowałem, takie zachowania były niedopuszczalne – tłumaczy.

Wśród studentów WSPiA trwają teraz dyskusje, czy profesor postąpił właściwie upubliczniając list od studentki.

– My nie mieliśmy tak skrajnej sytuacji, ale każdemu przykro czytać ostre oceny na swój temat, również profesorom – mówi Elżbieta Zezula z Wyższej Szkoły Ekonomii i Innowacji w Lublinie. Przyznaje, że wykładowcy często muszą się zmierzyć się z atakami studentów na portalach.

– Niestety, zwykle są one anonimowe – dodaje Elżbieta Zezula. – Zgodnie z ustawą, każda uczelnia ma obowiązek przeprowadzania ankiet oceniających wykładowców. My też to robimy, ale w przeciwieństwie do państwowych uczelni, u nas część z nich skutkuje nawet usunięciem z pracy.

W obronie wolności nauki

nowa_cenzura

W obronie wolności nauki

Rz

Protestujemy przeciw powrotowi do stalinowskich praktyk na Uniwersytecie Wrocławskim. Piętnujemy dławienie wolności nauki poprzez nagonkę, wymierzoną w konferencję naukową, tylko z powodu uznania za „niepoprawnego politycznie” jednego z jej uczestników.

Ze szczególnym oburzeniem protestujemy przeciwko wyraźnym przejawom blokowania swobody dyskusji o aktualnych, trudnych problemach stosunków polsko-niemieckich i polsko-rosyjskich. W szczególności w tej sprawie solidaryzujemy się z dotychczasowym dyrektorem Instytutu Studiów Międzynarodowych prof. Tadeuszem Marczakiem, którego usuwa się ze stanowiska z powodu Jego inicjatyw, służących ugruntowywaniu wiedzy o najnowszych dziejach Polski oraz z prof. Jerzym Robertem Nowakiem, oszczerczo atakowanym przez „Gazetę Wyborczą” i konformistycznych naukowców. Domagamy się natychmiastowego wycofania wszystkich posunięć, godzących w wolność nauki na Uniwersytecie Wrocławskim i zapewnienia na przyszłość pełnej swobody badań naukowych, nie skrępowanej żadnymi kagańcami.

Bezprawie na prawie. Wyrzucone za oszustwo

umk-logo-czarne

Bezprawie na prawie. Wyrzucone za oszustwo

GW

Toruński uniwersytet wyrzucił dyscyplinarnie dwie studentki, które oszukiwały na egzaminach – jedna zdawała za drugą. Obie studiowały zaocznie na czwartym roku prawa. UMK rozważa wprowadzenie surowszych kar.

O wyrzuceniu obu oszustek zdecydowała we wtorek komisja dyscyplinarna UMK pod przewodnictwem prof. Ewy Kustry. – Nie bez znaczenia był przy tej decyzji kierunek studiów – powiedziała „Gazecie” prof. Kustra. – Ktoś, kto studiuje prawo, musi mieć dla niego szacunek.  

To niejedyne oszustwa na UMK w ostatnim czasie. Na wtorkowym posiedzeniu komisja zawiesiła na rok w prawach studenta dwie inne kobiety, które splagiatowały prace magisterskie na Wydziale Nauk Pedagogicznych. W październiku br. sprawy trafiły do prokuratury. Ponadto rzecznik dyscyplinarny wszczął niedawno postępowanie w sprawie studentki prawa, która sfałszowała w indeksie podpis jednego z profesorów. Wcześniej głośnym echem odbił się przypadek studentki filozofii Emilii P., która skopiowała część pracy magisterskiej z książki poznańskiego uczonego Marka Kilijanka o Immanuelu Kancie. W kwietniu br. została skazana przez sąd nieprawomocnym wyrokiem na osiem miesięcy robót społecznych w zawieszeniu.

Uniwersytet rozważa teraz propozycję zgłoszoną przez władze wydziału humanistycznego. Przewiduje ona m.in. surowsze karanie (włącznie z powtarzaniem roku) nawet za drobniejsze niż plagiat magisterki przewinienia, takie jak oszukiwanie przy pisaniu prac zaliczeniowych czy podczas kolokwiów.

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń

NIK o uczelniach w Polsce

podyplomowe

Tylko dwie uczelnie w Polsce działają prawidłowo

Gazeta Prawna

Najwyższa Izba Kontroli uważa, że ponad połowa uczelni wyższych w Polsce przyjmuje na studia podyplomowe osoby bez tytułu magistra.

Organizacja i finansowanie podyplomowych studiów w Polsce przebiega nieprawidłowo – taki jest obraz polskich uczelni po tym, jak ich funkcjonowanie sprawdziła Najwyższa Izba Kontroli. NIK skontrolowała 26 szkół wyższych. Tylko Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie i Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu został pozytywnie oceniony pod względem organizacji i finansowania studiów podyplomowych. W pozostałych NIK stwierdziła wiele naruszeń.

Wczesna rekrutacja

NIK podaje, że ponad 50 proc. uczelni przyjmowała na studia podyplomowe osoby, które nie posiadały dyplomów magisterskich bądź licencjackich. Kontrola wykazała, że na niektóre uczelnie na studia podyplomowe były przyjmowane osoby, które nie spełniały wymaganych kryteriów, jak obowiązek wykształcenia w odpowiednim kierunku lub wykonywanie określonego zawodu.

NIK wytknęła błędy także Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Ustawa o szkolnictwie wyższym zaczęła obowiązywać trzy lata temu, a przez ten czas resort nie określił warunków wydawania i wzorów dyplomów.

NIK przeprowadziła kontrolę w latach 2005 – 2007.

UMK: Zawieszone w prawach studenta za plagiaty

plagiat2

UMK: Zawieszone w prawach studenta za plagiaty

GW

Komisja dyscyplinarna UMK zawiesiła wczoraj wieczorem w prawach studenta na rok dwie studentki zaocznej pedagogiki, które splagiatowały prace magisterskie.

Rzecznik dyscyplinarny wnioskował o wydalenie obu studentek z uczelni. – Taka kara byłaby zbyt surowa – powiedziała „Gazecie” jedna z plagiatorek. – Jest różnica między niewynikającym ze złej woli nieprawidłowym sporządzeniem przypisów, co miało tu miejsce, a np. przepisaniem 40. strony z jednej książki albo kupieniem pracy.

Po wielogodzinnym posiedzeniu komisja zawiesiła obie plagiatorki w prawach studenta na rok. – Przygotowywały trudne tematy wymagające pracy badawczej i pewnej koncepcji teoretycznej – uzasadnia przewodnicząca komisji dyscyplinarnej UMK prof. Ewa Kustra. – Formułując te koncepcje, dokonały plagiatu wielu opracowań. Plagiat dotyczył zatem części niebadawczej, badawcza była samodzielna. I to było argumentem, który oprócz skruchy i żalu zdecydował, iż komisja uznała wydalenie z uczelni za karę zbyt dotkliwą. 

Postanowienie komisji oznacza, że obie ukarane będą musiały cały czas płacić za studia, ale na rok zostaną pozbawione wszystkich praw studenta – np. nie mogą przystąpić do obrony nowej pracy czy korzystać ze zniżek w komunikacji publicznej. Zawieszenie wejdzie w życie w chwili uprawomocnieni się orzeczenia, czyli (jeśli strony się nie odwołają) 14 dni od doręczenia decyzji.  

Studentki nie zostały wcześniej dopuszczone do obrony prac, więc nie trzeba odbierać im tytułu magistra. Postępowanie wyjaśniające na uczelni zaczęło się już we wrześniu, po tym jak promotor nabrał podejrzeń, że popełniono oszustwo intelektualne. W październiku uniwersytet skierował sprawę do prokuratury. 

To kolejne plagiaty na UMK po przypadku studentki filozofii Emilii P., która skopiowała część swojej pracy z monografii poznańskiego naukowca Marka Kilijanka o Kancie. Uczelnia odebrała jej tytuł magistra. 

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń

Opinie habilitacyjne przed komisją rektorską

ump

Prof. Drews stanie przed komisją rektorską

GW

Rektor poznańskiego Uniwersytetu Medycznego powoła komisję, która sprawdzi, dlaczego tamtejszy prof. Krzysztof Drews napisał dwie skrajnie różne opinie na temat habilitacji wrocławskiego lekarza.

Obie recenzje rozprawy habilitacyjnej dr. Jarosława Pająka tego samego dnia trafiły do dziekanatu Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej we Wrocławiu. 

Dziekan prof. Jolanta Juchniewicz-Antonowicz poprosiła prof. Drewsa o wyjaśnienie, a ten wskazał krytyczną recenzję jako obowiązującą. Poznański naukowiec pytany, skąd dwie tak diametralnie różne opinie o tej samej pracy, odpowiedział: – Czasem przygotowuję nawet 10 wersji, które mogą się od siebie skrajnie różnić, porównuję je i dopiero na koniec wybieram najwłaściwszą.

Natomiast dr Pająk twierdzi, że to efekt nacisków na recenzentów ze strony prof. Janusza Woytonia, byłego szefa Pająką, z którym od lat jest w ostrym konflikcie.

Prof. Jacek Wysocki, rektor Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, był bardzo zaskoczony sytuacją. We wtorek spotkał się z profesorem Drewsem. – Rektor wysłuchał wyjaśnień. Uznał jednocześnie, że sprawa musi zostać dokładnie wyjaśniona, trzeba przeanalizować wszystkie jej wątki, także ten dotyczący nacisków na recenzentów – mówi dr hab. Marek Ruchała, rzecznik prasowy uczelni. – Dopiero po tym, co ustali komisja, będziemy mogli mówić o ewentualnych konsekwencjach wobec prof. Drewsa.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław