Właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za posty

sad

Właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za posty

Rz

Sąd Rejonowy w Słupsku orzekł, że nie można obciążać właściciela portalu internetowego pełną odpowiedzialnością za treść umieszczanych tam postów i uniewinnił dziennikarza z Bytowa Leszka Szymczaka od zarzutu naruszenia prawa prasowego.

W lutym 2008 r. rozpoznający apelacje Sąd Okręgowy w Słupsku uznał, że prokuratura zbyt szybko przyjęła, iż posty na internetowym forum zawierają znamiona przestępstwa i uchylił wyrok I instancji. SO skierował sprawę do ponownego rozpoznania, wskazując jednocześnie, że sąd I instancji powinien rozważyć zwrot akt prokuraturze z uwagi na istotne braki w postępowaniu przygotowawczym.

Tak też się stało. Kolejny akt oskarżenia prokuratura skierowała do sądu po uzupełnieniu dowodów. Sąd jednak Szymczaka uniewinnił.

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Krzysztof Obst podkreślił, że „nie sposób sprowadzić wszystkich form działania portalu internetowego do prawa prasowego, wobec czego nie można w pełnym zakresie obciążyć właściciela portalu za treść toczącej się permanentnie oraz poza jego wiedzą i świadomością dyskusji na forum internetowym”.

Sędzia Obst dodał, że „prezentowanie swoich sądów na forum internetowym nie może być uznane za działalność stricte dziennikarską, do której stosowane jest prawo prasowe i dopóki opinie pod artykułami nie staną się integralną częścią tych artykułów, brak jest podstaw do stwierdzenia, że mamy do czynienia z materiałem prasowym, który został opublikowany przez prowadzącego portal”.

Profesorowie wieloetatowcy

wieloglowi

Profesorowie wieloetatowcy

Kurier Lubelski, FORUM AKADEMICKIE LUBLIN 

Dzisiaj naukowcy pracują nawet na kilku etatach naraz. Czasami reklamują swoją twarzą prywatne uczelnie. A wszystko zgodnie z prawem…

Dwuetatowość to choroba drążąca nasz system szkolnictwa wyższego. Pracownicy uniwersytetów, chcąc nieco podreperować swoje skromne budżety, podejmują dodatkowe zatrudnienie. Mało tego. W niektórych przypadkach stają się twarzami niepublicznych szkół.

Władze niektórych lubelskich uczelni szacują, że nawet 30-40 proc. ich pracowników dorabia w innych placówkach. Dane takie mogą szokować, ale naukowcy zapewniają, że nie mają sobie nic do zarzucenia.

Zgodnie z ustawą dwuetatowcom nic nie można zarzucić. Przepisy pozwalają na to, aby każdy naukowiec mógł podejmować drugie zatrudnienie. O swojej decyzji musi tylko poinformować przełożonego.

Zgoda jest wymagana natomiast przy kolejnych zatrudnieniach, a więc trzecim, czwartym itd. W większości przypadków uczelnie na to pozwalają, bo wychodzą z założenia, że nie można ludziom ograniczać możliwości dorobienia, skoro nie mają na to szansy w swojej rodzimej jednostce.

Z drugiej strony od wielu lat środowiska akademickie podnoszą, że tzw. wieloetatowcy to przyzwolenie na chałturzenie i bylejakość. Spóźniają się na zajęcia albo je odwołują, a w dodatku niewiele wymagają od swoich studentów, bo nie mają czasu na drobiazgi. Stąd próby ograniczania takich praktyk.

Jak MNiSW chce sprawę rozwiązać?

– Pojawiły się pomysły na wprowadzanie zachęt finansowych, tak aby nauczyciele akademiccy nie musieli poszukiwać innych źródeł dochodów – mówi prof. Ryszard Szczygieł.

Obecnie profesor uniwersytecki może zarabiać od około 4 do nawet 10 tys. zł miesięcznie (włącznie z premiami i nadgodzinami).

Ile powinien otrzymać, aby nie marzył o dodatkowej pracy?

Zdaniem naukowców nie można określić takiej bariery finansowej, która mogłaby zatrzymać pracownika w murach jednej uczelni.

– Takie pomysły to co najwyżej pobożne życzenia, które tak naprawdę nie mają szansy spełnienia – twierdzą pracownicy uczelni.

Prezydent: za długa droga do tytułu profesora

prezydentźródło

Prezydent: za długa droga do tytułu profesora

Rz

O potrzebie skrócenia drogi do uzyskania tytułu profesora mówił prezydent Lech Kaczyński podczas uroczystości nominacji profesorskich w Warszawie.

– To 15. uroczystość w okresie mojej kadencji i przez ten czas było 1,3 tys. nominacji profesorskich. Wziąwszy pod uwagę, jak długa droga prowadzi u nas do tytułu profesora, to liczba 450 nominacji w ciągu roku jest liczbą znaczną. Bardzo się z tego cieszę – powiedział prezydent.

Do przyczyn długiego dochodzenia do stopnia profesorskiego Lech Kaczyński zaliczył konieczność pracy na kilku kierunkach, związaną z poziomem płac oraz różnego rodzaju zadania związane z pracą poza uczelniami.

– Są także przyczyny polegające na tym, że nie ma specjalnego mechanizmu, który by czynił z tego, że jest się znakomitym mistrzem dla innych, odpowiedniego mechanizmu awansu, bo rolą profesorów jest także to, żeby wychowywać swoich następców – podkreślił prezydent.

Lech Kaczyński zaznaczył, że ważne jest, by udział spraw związanych z wychowywaniem nowych doktorów i doktorów habilitowanych był w większym stopniu brany pod uwagę przy decyzji o wysunięciu kogoś na kandydata na profesora. „Postuluję bardzo mocno, żeby element związany z dorobkiem nie tyle dydaktycznym związanym ze studentami, ale z uczniami, bardziej liczył się przy otrzymywaniu tytułu profesorskiego” – powiedział prezydent.

Inteligent w ciemnych okularach

jaruzel-okularyźrodło

Inteligent w ciemnych okularach

Rz

Wojciech Jaruzelski nie był samotnikiem. Jego los i jego wybory były losem i wyborami dużej części polskiej inteligencji. Tej, która uznała, że konieczność historyczna jest, jaka jest, i musimy ją zaakceptować – pisze filozof i publicysta Mateusz Matyszkowicz

Chciałbym uniknąć niesprawiedliwych generalizacji. Ten tekst nie jest o każdym powojennym inteligencie, ale raczej o szczególnym typie, który PRL stworzył. I nie byli to wcale nowi ludzie, inteligenci w pierwszym pokoleniu. Do klasy peerelowskiej inteligencji dołączali także potomkowie rodzin ziemiańskich, osoby wykształcone jeszcze przed wojną. Stworzyli oni nowy model bycia inteligentem, gdzie oczytanie i szerokie wykształcenie połączone było ze służalczą postawą. I gdzie świadomość długiej historii polskiej inteligencji współistniała z przekonaniem o historycznej konieczności. 

Duża część powojennych inteligentów dokonała jednak innego wyboru. Woleli trzymać z tymi, którzy strzelali do związanych oficerów, policjantów, księży, profesorów, zwykłych nauczycieli i urzędników. Sami zajęli miejsce pomordowanych, ale byli już ulepieni z innej gliny. Nowa inteligencja, która wyłoniła się w PRL, była tchórzliwa, intelektualnie niesamodzielna i skłonna do życia w masie. Nauczyła się żyć w kłamstwie i sama kłamała.

Kiedy przyszedł czas sprzeciwu wobec komunistycznej władzy, inteligencja stanęła na wysokości zadania. Po 1989 r. nastąpiła jednak reprodukcja tych wszystkich cech, które nabył inteligent peerelowski. Ten typ znów staje się jedną z możliwości, którą wybiera część osób wykształconych. Powróciła służalczość, niesamodzielność i stadność.