Po rozum do głowy – książki do szafek

 

plecak1

ZOSTAWIĄ KSIĄŻKI W SZAFKACH. W polskiej szkole jak w amerykańskim serialu

Dziennik 

„Nie może być tak, że uczeń dźwiga plecak ważący kilkanaście kilogramów” – tłumaczą ministerialni urzędnicy. Dlatego w polskich szkołach ma być jak w serialu „Beverly Hills, 90210”. Podstawówki będą musiały kupić dla swoich uczniów szafki, w których dzieci będą przechowywać buty na zmianę, książki i szkolne przybory. To najnowszy pomysł Ministerstwa Edukacji Narodowej – pisze DZIENNIK.

Sanepid od kilku lat alarmuje, że tornistry polskich uczniów są o wiele za ciężkie, co poważnie zagraża zdrowiu dzieci. „To jest podstawowy powód, dla którego chcemy skłonić szkoły do zakupu szafek na podręczniki, przybory szkolne czy buty na zmianę. Nie może być tak, że uczniowie narażają swoje kręgosłupy, nosząc w plecakach ciężary” – mówi nam Barbara Milewska, rzecznik prasowy MEN.

Elita, która nie jest elitą

elita

Elita, która nie jest elitą

Rz

Elita intelektualna nie ma monopolu na prawdę i rację. Intelektualiści nie są po to, aby ogłaszać prawdy objawione. Są raczej jak drożdże wywołujące ferment – pisze Maciej Rybiński.

 

Intelektualiści są najbardziej elitarną z elit, najbardziej wpływową i stale obecną w życiu publicznym. Ponieważ nie jest to grupa formalna, o jednakowych poglądach (nie tylko politycznych), jej rolą nie jest wymuszanie realizowania konkretnych rozwiązań, ale raczej nadzór nad elitą polityczną, sygnalizowanie zagrożeń, konsekwencji, wskazywanie kierunków rozwoju i pilnowanie przestrzegania norm moralnych w życiu publicznym.

Elita intelektualna nie ma monopolu na prawdę i rację. Intelektualiści nie są po to, aby ogłaszać prawdy objawione. Aby rozstrzygać i decydować. Są raczej jak drożdże wywołujące ferment. Jak poprzeczka wyznaczająca poziom.

U nas życie polityczne jest osobno, a elity intelektualne, jeśli w ogóle coś takiego istnieje, osobno. Spauperyzowana elita ducha milczy najczęściej, zniechęcona brutalnością i ubóstwem myślowym politycznych rozgrywek, lękając się, że zabranie głosu w którejś z ważnych spraw publicznych zakończy się przyklejeniem etykietki z politycznego segregatora.

Milczenie ludzi fachowych i wrażliwych pozwala elicie politycznej, wspieranej przez intelektualne lokajstwo, licytować się na demagogię, płaską i głupią, na niespełnialne obietnice i absurdalne wizje, przeciwko którym nie podnosi głosu nikt niezależny, niepodejrzewany o partyjne uwikłania, posiadający niekwestionowany autorytet rozumu. Rozum został uśpiony.

KUL dla ludzi mentalnie suwerennych

kul

KUL dla ludzi mentalnie suwerennych

Rz

– KUL miał opinię uczelni, na której nie trzeba było należeć do PZPR ani ZMP. To przyciągało do niego ludzi mentalnie suwerennych, o silnej motywacji do intelektualnego rozwoju bez oglądania się na okoliczności polityczne – mówi Jerzy Gałkowski, absolwent i wieloletni wykładowca filozofii na KUL.

RZ: Dziś 90. rocznica otwarcia KUL. O ile w okresie międzywojennym był on po prostu jedną z dynamicznie rozwijających się uczelni, w PRL dorobił się legendy oazy wolnej myśli. Ile w tym prawdy?

Jerzy Gałkowski: Tak po prostu było. KUL był wówczas dziwnym tworem, ciałem obcym w organizmie PRL. Władze starały się nas izolować od świata zewnętrznego, co im się w dużym stopniu udawało. Tworzyliśmy więc dość zamknięte środowisko, które niespecjalnie zważało na rzeczywistość zewnętrzną. Mieliśmy co prawda świadomość, że są wśród nas wtyki, ale nie przejmowaliśmy się tym zbytnio.

Czy na KUL, jak na innych uczelniach, istnieje problem z rozliczeniami z przeszłością komunistyczną?

To jedna z najprzykrzejszych dla mnie spraw. Przed kilkoma laty została powołana specjalna komisja, która bada dokumenty IPN. I na razie nie doszła do jednoznacznych wniosków. Jest przy tym problem formalny: profesora nie można w Polsce usunąć ze stanowiska bez wyroku sądu. Musimy przestrzegać prawa.

Abp Stanisław Wielgus, rektor KUL w latach 1989 – 1998, wkrótce po przyznaniu się do współpracy z SB został uhonorowany uniwersytecką nagrodą za całokształt twórczości.

Nagrodę dostał od Towarzystwa Naukowego KUL, a nie samej uczelni. Nad czym zresztą ubolewam i przeciwko czemu otwarcie protestowałem.