Aleksander Wolszczan – powrót z gwiazd


źródło
Aleksander Wolszczan – powrót z gwiazd
Polska
Trzy ostatnie dekady minionego wieku zadecydowały o karierze astronoma. Lata 90. wyniosły go na szczyty. Ujawnione teraz fakty z lat 70. mogą go zrzucić z piedestału….
Jedno Wolszczanowi trzeba zapisać na plus: że wobec bezspornych dowodów nie zaprzeczał, nie nabrał wody w usta, tylko zjawił się w kraju i próbował stawić czoło zarzutom. Ale styl tej obrony wypadł fatalnie. Trudno wszak poważnie traktować zapewnienia, że pieniądze i prezenty odbierał, bo taką ma „niekonfrontacyjną” filozofię, i że potem szedł z nimi na most nad Wisłą, skąd zrzucał je w odmęty królowej polskich rzek.
Jak na wytrenowanego w posługiwaniu się umysłem naukowca jest to wytłumaczenie tak mało inteligentne, że może nawet prawdziwe. Ale prawdopodobieństwo, że tak właśnie było, wydaje się znikome.
Odkrywca pierwszych planet poza Słońcem twierdzi także, że swoimi donosami nikomu nie zrobił krzywdy. Tego nigdy nie wiadomo; identycznie tłumaczy się zresztą gros tajnych współpracowników SB. Możliwe, że raporty „Langego” nie zawierają rewelacji – mimo to oficerowie pisali o nim: „zdyscyplinowany, sumienny, udziela cennych informacji”, „źródło perspektywiczne, cenne do wykorzystania w przyszłości”. Trzeba pamiętać, że Sowieci naciskali na SB, by mieć jak najwięcej agentów w środowisku nauk ścisłych. Niepozorni asystenci będą awansować i z czasem znajdą się w miejscach trudnych do spenetrowania albo wręcz niedostępnych dla agentów radzieckich. Możliwe więc, że wartość „Langego”, nikła w toku bieżących kontaktów, była dla SB bardzo wysoka w sensie potencjalnym. Jeśli tak, SB miało nosa, jego oficerom należałoby pogratulować wyboru i przenikliwości – „Lange” istotnie zaszedł daleko.