Żadnych przywilejów dla byłych esbeków

Żadnych przywilejów dla byłych esbeków

Rz

Ograniczenie przywilejów emerytalnych były pracowników służb PRL nie powinno budzić wątpliwości konstytucyjnych – mówi „Rz” Piotr Winczorek, prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, znawca tematyki konstytucyjnej – zasada jest taka, że chroni się tylko prawa słusznie nabyte. Czy akurat prawa tych osób do wyższych emerytur były nabyte słusznie?

Czy deubekizacja może być zgodna z konstytucją?

Piotr Winczorek: W takim zakresie, w jakim – wedle mediów – planuje to zrobić Platforma, dałoby się ją obronić w Trybunale Konstytucyjnym. Nie powinno budzić wątpliwości konstytucyjnych ograniczenie przywilejów emerytalnych i ustalenie wysokości emerytur były pracowników służb PRL wedle ogólnych zasad. Jeśli chodzi o odbieranie praw nabytych, to zasada jest taka, że chroni się tylko prawa słusznie nabyte. Czy akurat prawa tych osób do wyższych emerytur były nabyte słusznie?

Natomiast konstytucyjnie wątpliwe mogłoby być obniżenie ich emerytur do poziomu najniższego. Miałoby to bowiem charakter represji. A ta, jeśli w ogóle miałaby mieć zastosowanie, to tylko w ramach indywidualnej odpowiedzialności, a nie zastosowania wobec wszystkich, niezależnie od tego, kim byli i co robili.

Potrzeba liberalizacji prawa prasowego

Prasa przed wyrokiem

Rz

Tomasz Sakiewicz :

Polskie media potrzebują liberalizacji prawa prasowego nie tylko dlatego, że obecne odbiega od standardów przyjętych w Europie. Także ze względu na fatalną linię orzecznictwa – twierdzi publicysta

Ministerstwo Kultury organizuje 15 września debatę na temat zmiany prawa prasowego w Polsce. To cenna inicjatywa. A i pora na dyskusję najwyższa, zwłaszcza że są już gotowe trzy projekty zmiany prawa prasowego, a polskie media potrzebują zmian.

Polskie media potrzebują liberalizacji prawa prasowego nie tylko dlatego, że obecne odbiega od standardów przyjętych w Europie, ale także ze względu na fatalną linię orzecznictwa. Zgodnie z kodeksem cywilnym to dziennikarz musi dowodzić przed sądem swoich racji. Brak uregulowań dotyczących zadośćuczynienia z kolei czyni z sędziego niemal wszechmocnego wobec przedstawicieli mediów.

Dla kompetentnych i uczciwych sędziów ta sytuacja jest równie kłopotliwa, jak dla dziennikarzy. Dla skorumpowanych albo – co wcale nie takie rzadkie – kierujących się własnymi poglądami na media, to okazja do wielu nadużyć.

W rezultacie prawo zamiast chronić wolność słowa, spycha jej najcenniejsze przejawy, np. publicystykę społeczną i polityczną, w szarą strefę, w której o swobodzie debaty decydują zdolności adwokatów, znajomości i pieniądze.

Aparat represji wobec twórców w PRL-u


Konferencja IPN o aparacie represji wobec twórców w PRL-u
PAP-Nauka w Polsce
System komunistyczny i jego aparat represji za swoje najważniejsze zadanie uznał zbudowanie nowego, socjalistycznego człowieka, a środowiska twórcze miały go w tym wspierać – mówił dyrektor stołecznego IPN prof. Jerzy Eisler podczas środowej konferencji w Warszawie. Trzydniowa konferencja naukowa „+Twórczość obca nam klasowo+. Aparat represji wobec środowisk twórczych w okresie Polski Ludowej” została zorganizowana przez Instytut Pamięci Narodowej w ramach projektu badawczego „Aparat bezpieczeństwa wobec środowisk twórczych, dziennikarskich i naukowych”.
„Twórcy niestety w większości w mniejszym lub większym stopniu poddali się presji władzy. Było to związane z oddziaływaniem swoistego +trójkąta+, na który składała się autentyczna wiara wielu z nich w ideały komunizmu, obawa – nie tylko o własne zdrowie i byt, ale także o los najbliższych oraz czynnik materialny, który w sytuacji powojennej biedy stanowił poważny argument” – zaznaczył prof. Eisler.’
————–
Warszawa: Konferencja IPN – środowiska twórcze a SB
Polskie Radio
Prezes IPN Janusz Kurtyka przypomniał, że w PRL – u twórcy i naukowcy mieli odgrywać rolę „inżynierów dusz” – poprzez swoją twórczość urabiać społeczeństwo w duchu wierności władzom komunistycznym.
Kurtyka dodał, że komuniści – szczególnie w latach 40 i 50. – w dużym stopniu kontrolowali, a wręcz aktywnie tworzyli środowiska twórcze i naukowe. Z czasem wychodziło im to coraz gorzej ze względu na opór znaczących grup społecznych.
Szef Biura Edukacji Publicznej Jan Żaryn podkreślił, że w latach 40 i 50 twórcy niepokorni byli prześladowani przez aparat represji, a ich dzieła literackie, czy filmowe były skreślane przez cenzurę. W latach 70. i 80 władza była coraz bardziej bezsilna w związku z istnieniem wydawnictw drugiego obiegu, w których publikowali twórcy niezależni.