Nauka w remoncie

Nauka w remoncie

Gość Niedzielny

Największym problemem szkolnictwa wyższego jest niedofinansowanie. Ale same pieniądze niczego nie załatwią. Gdy wiadro jest puste, zanim wleje się do niego wodę, trzeba sprawdzić, czy nie ma w nim dziury.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przedstawiło do konsultacji społecznych i resortowych dwa projekty ustaw reformujących szkolnictwo wyższe. To one mają zatkać dziurę w wiadrze, zanim ktokolwiek zdecyduje się wlać do niego wodę. Czytając przedstawione projekty ustaw, można odnieść wrażenie, że do naprawy kulawego systemu wystarczą trzy ruchy. Wprowadzenie w niektórych przypadkach odpłatności za studia, uproszczenie procedury habilitacyjnej oraz podzielenie instytutów badawczych na lepsze i gorsze. To jednak stanowczo za mało….

Przebudowa polskiej nauki jest potrzebna. To, co zaproponowało ministerstwo, to zaledwie jedna cegiełka. Kiedy będzie reszta? Uproszczenie procedury habilitacyjnej jest dobrym pomysłem. Podzielnie ośrodków naukowych na lepsze i gorsze też. Choć ten proces, bez ministerialnych rozporządzeń, i tak ma miejsce, dobrze, że urzędnicy w Warszawie dostrzegają, że za dobrą pracę należy się więcej pieniędzy. Kompletnym nieporozumieniem jest jednak utrudnianie zdobywania dodatkowej wiedzy tym, dla których jeden kierunek to za mało. Niewielu będzie stać na to, by za niego zapłacić, tym bardziej że studiując podwójnie, nie ma szans na znalezienie czasu na pracę. Kwestie nadużyć związanych z wypłacaniem stypendiów socjalnych można rozwiązać w inny sposób. Zwolnione z opłat za drugi kierunek są tylko osoby, które znajdą się wśród 10 proc. najlepszych studentów na roku. To marna pociecha. Nie jest łatwo być wybitnym, gdy studiuje się dwa kierunki. Pozostałe 90 proc. to nie lenie i symulanci. To w przeważającej części ludzie, którzy chcą dodatkowo poszerzyć swoje horyzonty. Przygotowywane w ministerstwie nauki zmiany uderzają w takie osoby.


Dodaj komentarz