Polityka i pedagogika historyczna III RP

Polityka i pedagogika historyczna III RP

Rz

Bronisław Wildstein 04-07-2009,

Nie pamiętam dokładnie, kiedy po raz pierwszy usłyszeliśmy, że Polacy są zmęczeni historią, a zwłaszcza historią PRL. Może było to pod koniec 1989, a może na początku 1990 roku. W każdym razie opinia ta zdominowała media ówczesne. Wprawdzie, siłą rzeczy, zajmować się one musiały PRL, który jeszcze trwał w różnych wymiarach, ale robiły to jakby z obowiązku, tłumacząc się, że wykonują tylko to, co absolutnie konieczne, a więc jedynie to, co bezpośrednio wiąże się z teraźniejszością.

W rzeczywistości całe sfery historii najnowszej, z których bezpośrednio wyrastała realność III RP, nie zostały opisane do dziś. Tezę o zmęczeniu historią, którą narzucała „Gazeta Wyborcza”, ochoczo podchwyciły inne gazety oraz publiczne (innych wówczas prawie nie było) media elektroniczne.

W 2000 roku Ośrodek Myśli Politycznej zorganizował wspólnie z Niemcami konferencję na temat dekomunizacji. Goście skarżyli się na niedostateczną liczbę publikacji na temat NRD w ich kraju. Przekraczały one wielokrotnie liczbę prac o PRL opublikowaną w Polsce.

Odsłonięcie prawdy o czasach PRL odbierało byłym komunistom prawo do pozycji, jaką zajęli już w wolnej Polsce, i prowadzić musiałoby do dekomunizacji i lustracji. Toteż eliminowaniu najnowszej przeszłości z debaty publicznej towarzyszyła relatywizacja jej interpretacji. Dowiadywaliśmy się, że nic w naszej historii nie było jednoznaczne, a walkę o wolną Polskę prowadzili wszyscy Polacy: jedni w PZPR, a inni w opozycji, i trudno wartościować, co było bardziej znaczące dla odzyskania niepodległości i demokracji. No, może ostatecznie „Solidarność” miała rację – słyszeliśmy – nie miało to jednak znaczyć, że należy odbierać dobrą wolę tym, którzy chcieli ją zniszczyć. Przecież wreszcie, na szczęście, wszyscy patrioci spotkali się przy Okrągłym Stole.

Formule o znużeniu historią towarzyszył, powtarzany po dziś, apel o pozostawienie historii historykom. Oznaczał on, że historia jest zbyt skomplikowana, aby mogły ją zrozumieć rzesze profanów konstytuujących naród, i dlatego należy przekazać ją do wyłącznego użytku wysoce kwalifikowanym profesjonalistom. Jest to wyobrażenie w swojej istocie niezwykłe, a obfite w konsekwencje. Prowadzi do odebrania narodowi jego dziejów, które w ujęciu wyspecjalizowanych fachowców, przekute na specjalistyczną naukę, mają być dozowane ogółowi przez oświeconych. Debata i osąd publiczny przestają być możliwe, ponieważ zakładałyby włączenie w nią profanów, czyli zaprzeczałyby doktrynie historii dla historyków. W efekcie założenie to prowadzi do zniszczenia fundamentu wspólnoty, jakim jest wspólna historia.

Dodaj komentarz